Nowy odczyt stenogramów rozmów z kokpitu TU 154, okazał się niewypałem i rykoszetem uderzył w twórców i odkrywców "fałszywki". Mieli oni, jak i środowiska, którego zamówienie to coś zaspokajało, swoje pięć minut, a nawet całe przedpołudnie w mediach. Na szczęście opamiętanie i weryfikacja wiarygodności dowodu nadeszły dość szybko. Internetowe źródło "Kataryna" podało wnet wskazówki, pozwalające na identyfikację postaci, która przekazała, a być może i wystarała się o materiał, opublikowany na stronie internetowej radiowej stacji, nie kojarzonej dotąd z politycznym zaangażowaniem. Osobnik, zasugerowany przez Katarynę pojawił się nawet już rankiem w dniu zaistnienia artefaktu w publicznym radiu i wylewał krokodyle łzy, nadając przy tym stenogramom wiarygodności i prawdziwości. Swoją rolę - jeśli istotnie brał w tym udział - dyskretnie przemilczał. Prywatnie ma on być dobrym znajomym dziennikarza radiowego, który materiał opublikował. Redaktor ten z kolei pomniejszał później swój wyczyn, mówiąc, że odegrał tylko rolę posłańca. Skąd ta skromność?

Jak nie kijem, to pałką

Ostatnie wydarzenia, kontr-ekspertyzy i zawiadomienie organów ścigania o fałszerstwie stenogramów rozmów z kokpitu TU 154 wyciszyły jakoś orędowników tego, co miało uchodzić za "corpus delicti". Pojawiły się w zamian nowe rewelacje. Przytoczono na nowo argumentację świadczącą, iż członkowie załogi nie posiadali stosownych uprawnień do pilotażu tego TU 154. Jakie z tego mają płynąć wnioski? W intencji podnoszących ten argument zapewne ma on obciążać załogę i pasażerów. W istocie zaś obciąża organizatorów lotu, czyli stronę "rządową", która dopuściła do takiego stanu rzeczy, nie zapewniając głowie państwa i dostojnikom państwowym wymaganej ochrony i bezpieczeństwa.

Czarna dziura pochłania logikę

Zatem brak sugestii, co do obiektywnych implikacji, skutków, ocen przywołanego argumentu i im podobnych pokazuje, że istnieje tutaj jakaś luka w rozumowaniu, brak konsekwencji. Przypomina to, co do poziomu i znaczenia, dziecięce, tytułowe zawołanie: Panie pilocie, dziura w samolocie! Bo nie wiadomo na ile poważnie to traktować i do czego się odnosi. Wiadomo tylko, że jakaś czarna dziura, nie wiadomo, przez jakie siły wygenerowana i sterowana, pochłania od początku zarówno logikę, jak i metodologię badań. Podobnie jak etykę dziennikarską i standardy demokratycznych mediów - tych publicznych i tych komercyjnych. Najgorsze, że nawet bez abonamentu to wszystko zobaczysz i usłyszysz!

>>>> Zobacz:  Katastrofa smoleńska: stenogramy RMF. Skąd i po co ?

Narracja smoleńska. Komu wolno było bezkarnie kłamać, a od kogo wymagano prawdomówności? #katastrofa smoleńska