Koniec XIX i początek XX wieku zrodził nowoczesność. Przynajmniej taką, jaką pamiętają starsi z nas. Tę, która istniała przed opanowaniem większości dziedzin życia przez technikę komputerową i związane z nią maszyny. Jednak czy np. samochody jeżdżące obecnie po ulicach nie pochodzą od "przodków", których zbudowano w latach 1892-99? Dla ludzi tamtych czasów postęp techniczny był oszałamiający. Jednocześnie jednak coś się szykowało i coś wisiało w powietrzu. Coś złowieszczego. Wyjątkowo bezwzględna polityka zagraniczna i wojskowa wielkich mocarstw nie zapowiadała niczego dobrego. Cisnęły się do głowy porównania z bezwzględnością w dążeniu do celów germańskich bogów i bohaterów. Nawet jeśli symboliczne przesłanie dramatów muzycznych Ryszarda Wagnera nie było jasne dla jemu współczesnych.

Podobnie było w polityce wewnętrznej. Bez przerwy powstawały wielkie fortuny przemysłowców, bankierów, a nawet dziennikarzy. Jednocześnie powtarzające się załamania gospodarcze wyrzucały na bruk setki tysięcy bezrobotnych bez środków do życia czy leczenia. Chorzy z prątkującą gruźlicą chodzili po ulicach w poszukiwaniu czegokolwiek do zjedzenia; byle jakiej pracy za parę fenigów, halerzy, centymów. Nawet w przypadku wielu ludzi, którym dobrze się powodziło, życie wisiało na włosku. Mnóstwo z nich oczekiwało rychłego końca świata przepowiadanego przez działającą już wówczas organizację Świadków Jehowy.

Chrystus tak, instytucja religii chrześcijańskiej nie

Dla każdego człowieka, który samodzielnie czytał Biblię, było jasne, że taki porządek rzeczy nie jest zgodny z tym, co napisali ewangeliści i apostołowie. Nabierające nowego blasku w świetle elektrycznych żarówek, dwory cesarskie i królewskie na tle wszechobecnej biedy i nędzy budziły rozgoryczenie. Rozgoryczenie, gniew, nienawiść... Stopnie ujemnych uczuć wielu poddanych wobec głów koronowanych: "arcykatolickich", "obrońców wiary", w istocie największych bogaczy zależały od różnych rzeczy. Jedni rzucali się pod kopyta królewskiego konia, drudzy rzucali granatem w powóz wielkiego księcia. Ogólnie rzecz biorąc w kręgach ludzi samodzielnie myślących, przeważało ogromne rozczarowanie rozmijaniem się prawd wiary chrześcijańskiej z praktyką życia. Prowadziło to ich do odrzucenia chrześcijaństwa praktykowanego w kościołach i cerkwiach, ale niekoniecznie idei Chrystusowej. Przeciwnie, poszukując idei zwiastującej wyzwolenie od niesprawiedliwości i grozy, odwoływano się nieraz do słów cieśli z Nazaretu. Powszechnie zaś wyglądano z utęsknieniem jakiegoś nowego mesjasza, który wyzwoli ludzkość od ucisku i ciemnoty.

W poszukiwaniu zbawczej i olśniewającej idei

Kandydatów na mesjasza wieku pary i elektryczności nie brakowało. Można wręcz stwierdzić, że ustawiali się w kolejce. Zabiegali na wyścigi o rozgłos i uczniów o hojne datki bogatych zwolenników o składki tych średniozamożnych. Ówcześnie obowiązujący na dobrą sprawę nawet w carskiej Rosji model "państwa stróża nocnego" pozwalał na niemal dowolne szaleństwa. Pod dwoma warunkami. Jeśli miało się sporo pieniędzy, a także arystokratycznych przyjaciół, mogących wziąć w obronę. Ten pierwszy był konieczny. Oba razem wystarczające. Nic dziwnego, że w Europie pojawiali się kolejni kandydaci na doczesnego zbawiciela rodzaju ludzkiego. Poszukiwano natchnienia również poza naszym kontynentem. Zwłaszcza w Indiach i Tybecie, gdzie upatrywano mądrości, z której wzięło początek miłosierdzie Chrystusa.

Szczególna rola ludzi z Niemiec

#Niemcy rozwijały się w tym czasie najszybciej ze wszystkich dużych krajów. Powstawały nadwyżki bogactwa i dobrobytu, z których mogli korzystać różnego lotu artyści oraz szermierze reform społecznych. Praktyczni Niemcy nie mieli jednak ochoty wspierać materialnie i wynagradzać za dzieła ludzi nieumiejących samemu pokazać co potrafią. Chcesz budować nowe społeczeństwo? W takim razie wypróbuj pomysł w praktyce! Takie było niepisane prawo odnośnie do zasad wspierania owego ruchu na rzecz wybawienia jeszcze na tym świecie. Ci, którym udało się założyć wspólnoty będące czymś pomiędzy wielką rodziną a małą akademią, zyskiwali rozgłos. Niemcy zaczęli eksportować nie tylko towary, ale również śmiałe idee.

Pomiędzy Niemcami, Austrią i Włochami

Mieszkańcy Cesarstwa Niemieckiego nie byli bynajmniej szowinistami, za jakich uchodzą w pamięci historycznej naszego kraju na tle pruskiego ucisku w Wielkopolsce. Karierę w Rzeszy Wilhelmińskiej mógł robić każdy, kto nauczył się mówić i pisać płynnie po niemiecku. W ostateczności po angielsku. Tę epokę (1888-1914) można nawet uznać za okres narodzin multi-kulti. Bogacze niemal z całego świata szukali ratunku przed ciężką chorobą w niemieckich uzdrowiskach. Ręce niemieckich lekarzy uchodziły za czyniące cuda. Na dodatek wspierały ich wynalazki niemieckiej techniki i chemii, z którą trudno było się wówczas równać innym krajom.

Jeśli jednak chodzi o próby cudownego uzdrowienia stosunków społecznych, to wynalazcy w tej dziedzinie krążyli między samymi Niemcami, pobratymczą Austrią i Włochami. Wszystkie te trzy kraje były ze sobą związane w najrozmaitszy sposób już od wczesnego średniowiecza. W okresie ostatnich dziesięcioleci przed wybuchem pierwszej wojny światowej stanowiły na dodatek jeden blok polityczno-wojskowy. Na tym tle pojawili się ludzie, którzy mimo woli mieli stać się ideowymi przewodnikami Hitlera, Lenina i innych maniaków, którzy dorwali się do władzy w wyniku katastrofy wielkiej wojny. Przedstawię niebawem te barwne i zdumiewające postacie. Hitler poniósł olbrzymią klęskę, a komunizm zbankrutował, ale... Idee bywają wiecznie żywe, co postaram się pokazać na przykładzie malarza i filozofa Wilhelma Diefenbacha. #Ryszard Wagner #Wielka polityka