Zakończony w piątek nadzwyczajny szczyt UE w sprawie sytuacji uchodźców z Afryki i Bliskiego Wschodu był pełny moralizowania. Ci sami ludzie, którzy odmówili jakiegokolwiek odwołania się do tzw. tamtego świata w Traktacie Lizbońskim, zaczęli się nagle odwoływać do chrześcijańskiej miłości bliźniego. "Nie możemy przecież pozwolić, aby ci wszyscy ludzie konali u progu naszego wspólnego domu!" - wołali.

Gdzie się kończy miłosierdzie ?

Los setek, a nawet tysięcy ludzi, którzy na rozmaitych przeciekających łajbach usiłują dostać się do Włoch i Grecji i przypłacają to utopieniem się w morzu, wywołuje współczucie w Europie. My Europejczycy nie jesteśmy nawet w małym stopniu tak twardzi i bezwzględni jak nasi wrogowie wobec nas. Zapomnieliśmy, że na tym świecie nie można być zbyt dobrym, bo cię osy zjedzą. Granice miłosierdzia powinien wyznaczać zbiorowy instynkt samozachowawczy.

Z kim i czym mamy właściwie do czynienia?

Chichot historii polega na tym, że ryzykują życiem w celu stania się nowymi Europejczykami ludzie, których dziadkowie mogli być w Europie, ale... Bronili się przed tym rękami i nogami. Epoka imperiów kolonialnych, która dobiegła kresu w 1975, oznaczała dla mieszkańców Afryki i Azji szansę na życie i rozwój pod rządami państwa prawa, na budowanie powszechnego dobrobytu. Kraje kolonialne zapragnęły jednak koniecznie szybko wybić się na niepodległość. Ich mieszkańcy bez litości mordowali białych osadników, którzy karmili ich i leczyli. Na zdobytych farmach nie darowali życia nawet niemowlętom w kołyskach. "Czarny słoń rozdeptuje białe robaki" - chwalili się przywódcy ludobójców. Muzułmanie prowadzili "świętą wojnę" aż do starcia na tamtym brzegu Morza Śródziemnego z powierzchni ziemi wszystkiego co niearabskie. Dopięli swego. Nieprzygotowane do samodzielnego bytu byłe kolonie zamorskie pogrążyły się w anarchii, rządach tyranów, wojnach plemiennych i religijnych.

Miłosierdzie czy zbiorowe samobójstwo?

Jeśli na drodze ludów Afryki i Azji do lepszego jutra stoją krwawi i nieobliczalni tyrani, to niech przestaną uginać kark pod ich jarzmo. Powinny walczyć o przyszłość własnych krajów, o ustanowienie w nich lepszych, bardziej wydolnych gospodarczo form rządów. Nie byłoby dobrobytu mieszkańców Europy i Ameryki, gdyby nie walczyli swego czasu o uwolnienie się spod tyranii i wprowadzenie praworządności.

Zamiast tego Afrykanie, Berberzy i Arabowie chcą zamieszkać u nas i być na naszym utrzymaniu. Na zdrowy rozum jest to bardzo dziwny i moralnie wątpliwy pomysł nawet na okres szybkiego i niczym nie zakłóconego wzrostu gospodarczego. Zmagamy się zaś obecnie z największym kryzysem od zakończenia drugiej wojny światowej. Większość tych przybyszów nie będzie w stanie znaleźć jakiejkolwiek pracy. Jeśli państwo nie będzie mogło łożyć na ich utrzymanie będą musieli żebrać, kraść, napadać i rabować. Jeśli będą ich miliony żadna policja nie da sobie z tym rady. Na tym nie koniec poważnych zagrożeń, bo większość kandydatów na nowych Europejczyków to ludzie ze świata islamu, który oszalał.

Fakirzy i parki przemysłowe

Ktoś, kto pragnie pomóc natychmiast wszystkim ubogim naraz jest równie szalony. W ten sposób tylko szybko stanie się jednym z nich, w ostatecznym rachunku powiększając nędzę i ubóstwo. W Indiach od wieków znane jest zjawisko starych, wędrownych żebraków, zwanych tam sadhu. Sadhu, a inaczej fakir jest dumny z tego, że oddaje się rozmyślaniom o nędzy życia doczesnego i wędrówce dusz. Zadowala się byle jakim jedzeniem i kątem do spania, aby móc poświęcać cały swój czas ćwiczeniom duchowym. Dzięki temu jest w stanie chodzić po rozrzażonych węglach itp.

Jednak to nie fakirzy zbudowali nowe Indie po odejściu Anglików. Jeszcze pół wieku temu miliony Hindusów umierały z głodu. Do tego, że w kraju Gandhiego i nirwany przestała siać spustoszenie śmierć głodowa, że kraj trzeciego świata zamienił się w ultranowoczesne mocarstwo, doprowadziły rozumne, acz autorytarne rządy Indyjskiego Kongresu Narodowego. Rządy, które korzystały z pomocy rozwojowej i zagranicznych inwestycji. Korzystały w sposób jednoznacznie wskazujący na to, że na tę pomoc zasługują.

Tak dla miłosierdzia, nie dla szaleństwa

Jeśli wspólna Europa ma przeżyć obecne ogromne trudności i zwycięsko sprostać zagrożeniom musi zaprzestać prowadzenia polityki fakira. W Europie powinni wreszcie wziąć górę patrioci Europy. Na przyszłość Europy trzeba się nauczyć pracować, w tym rozumnie, a nie bezrozumnie sprawując rządy. O Europę trzeba się nauczyć walczyć. W pierwszej kolejności ze sfanatyzowanym islamizmem - wrogiem najbardziej nieprzejednanym. Wyławianie z morza tonących i przyjmowanie potem wszystkich jak leci na przesiadkę do paru bogatych krajów, jak Niemcy i Szwecja, to zbiorowe samobójstwo. Należy ograniczyć się do ratowania tonących i zmusić tych ludzi, aby zrobili u siebie porządek. Wtedy stanie się realne skuteczne udzielanie im pomocy w rozwoju. Do przesiedlenia się na nasz kontynent szykuje się, według niektórych ocen, aż 550 mln mieszkańców Czarnego Lądu. Obudźmy się ze snów o idealnym świecie, bo inaczej za trzydzieści lat Syrię, Irak, Afganistan i Nigerię będziemy mieli u siebie. Tylko, że wbrew spiskowej teorii walki z globalnym ociepleniem, oznaczającej skok na kasę świata, nie wyrosną nam palmy. #Unia Europejska #emigracje #Wielka polityka