Według najnowszych sondaży głosy francuskich wyborców zostały rozdzielone prawie równo - pomiędzy czterech najpoważniejszych kandydatów na stanowisko prezydenta Francji. Nadal nie wiadomo, kto wygra najbardziej emocjonujący wyścig do Pałacu Prezydenckiego, ale jedno jest pewne. Niedzielna elekcja będzie uważnie obserwowana przez całą Europę, która po francuskich wyborach albo zadrży w posadach, albo na pewien czas zapanuje tu stabilizacja.

Liberalne status quo

Mały handicap w wyścigu do pałacu ma kandydat soc-liberałów Emmanuel Macron. Sondaże dają mu niewielką przewagę nad peletonem.

Przeciwnicy zarzucają mu, że jest kandydatem starych elit, a Francuzi chcą radykalnych zmian.

Reklamy
Reklamy

Macron opowiada się za wzmacnianiem unijnych struktur, wspólną walutą oraz twardymi rozmowami z Wielką Brytanią o Brexicie. Wskutek tej jawnej prounijności jest często nazywany przez oponentów „kochanką Brukseli”. On sam twierdzi, że nie jest bezkrytyczny wobec UE. Niemniej zwycięstwo liberalnego, proeuropejskiego centrysty, spowodowałoby odprężenie w Brukseli, która uważnie nasłuchuje wieści płynących z Francji.

Strach przed rewolucją

Na drugim biegunie są rewolucjoniści, którym nie podoba się obecna #Francja i Europa - #Marine le Pen, szefowa Frontu Narodowego oraz Jean-Luc Mélenchon, założyciel Partii Lewicy. Możliwość przejęcia władzy przez przedstawiciela skrajnej prawicy lub lewicy spędza niektórym unijnym technokratom sen z powiek, choć nie przewodniczącemu Junckerowi, który mówi: „Unia przeżyje Le Pen, bo ona nie zostanie prezydentem”.

Reklamy

Czy to realna ocena, czy dobra mina do złej gry - okaże się prawdopodobnie 7 maja, kiedy odbędzie się druga tura wyborów.

Unijni urzędnicy jednak wcale nie są pewni, że Le Pen poniesie klęskę, choć sondaże nie dają jej szans w drugiej turze, niezależnie od tego, z kim stanęłaby w szranki. Nawet w Brukseli uważa się, że Unia nie przetrwałaby Frexitu. Pchnięta przez szefową FN kostka domina z napisem Francja mogłaby rozłożyć całą dotychczasową konstrukcję.

Zwolennicy Le Pen powtarzają, że liderka nacjonalistów jest przeciw wszystkiemu, za czym opowiada się establishment. Na początku kampanii przedstawiła 144 zobowiązania, ale niewątpliwie jedno jest najważniejsze. Le Pen od zawsze kojarzy się z poglądem, że UE jest projektem szkodliwym. Ostatnio co prawda, przestała twardo mówić o Frexicie widząc, co stało się z partią Wildersa, ale niewątpliwie jest to jej najważniejszy polityczny cel. W wypadku wygranej zapowiada wyście ze strefy euro oraz Schengen na drodze negocjacji. Bruksela odpowiada: „Francja albo zostaje, albo wychodzi”.

Reklamy

Le Pen jakby nie słyszała pomruków unijnych oficjeli. Straszy, że jeśli pertraktacje nie odniosą skutku będzie trzeba zorganizować ogólnonarodowe referendum. Od wyborcy Le Pen można usłyszeć: „Jak mamy się integrować, skoro sami nie mamy pracy?”.

Ale nie tylko Le Pen przyprawia eurokratów o palpitacje. Niespodziewanie w wyścigu zaczął liczyć się komunista Mélenchon, a jeszcze miesiąc temu nikt nie brał go na poważnie.

Mélenchon licznymi obietnicami socjalnymi przekonał do siebie wielu Francuzów. Im nie przeszkadza jego antyunijna retoryka. Mélenchon uważa, że UE zdegenerowała się. Od czasu wejścia w życie traktatu z Maastricht nie jest już platformą współpracy, ale przekształciła się pole bitwy. Swoboda przemieszczania zaczęła służyć nie do tworzenia obszaru wolności, a do przymusowej migracji ekonomicznej. Jako przykład podaje Wielką Brytanię i Brytyjczyków, którzy opowiedzieli się przeciwko temu „szaleństwu” uciekając z UE. Według niego podobne lęki tkwią we Francuzach.

Czwarty do brydża

Francois Fillon to największy przegrany tej elekcji. Jeszcze w styczniu był faworytem do objęcia prezydentury. Jednak po aferze z fikcyjnym zatrudnieniem żony, stracił wiele ze swojego poparcia. Wydawał się idealnie skrojony do potrzeb sporej części wyborców. Zwolennik radykalnych reform, bez ogródek krytykuje islam, dumny z dziedzictwa Francji. „To Francja stworzyła Unię Europejską, to ona powinna jej przewodzić, być jej lokomotywą” – mówił.

Fillon nie przepada za federalizmem, chce aby więcej do powiedzenia miała Rada Europejska, a mniej Komisja. Niemniej nie ma zamiaru zrywać traktatów, ani nawet ich renegocjować. Co prawda otwarcie narzeka na układ z Schengen, ale raczej chce w ciszy gabinetów załatwiać francuskie interesy.

Prognozowanie - kto dostanie się do drugiej tury - jest niezwykle ryzykowne. Wszystko może się zdarzyć. Sytuacja jest napięta po strzelaninie na Polach Elizejskich. Do drugiej tury jeszcze daleko. We Francji targanej konfliktami iskra może wzniecić płomień, który nie wiadomo jak się rozprzestrzeni.

źródło: theguardian.com

Kopiowanie i wykorzystywanie treści opublikowanych na blastingnews.com bez pisemnej zgody Blasting Sagl zabronione. #wybory prezydenckie