W poniedziałek, 19 grudnia w Berlinie, z rąk islamskiego mordercy bohatersko zginął polski kierowca ciężarówki. Islamista, wzorem współbrata z Paryża, wjechał w tłum klientów jarmarku bożonarodzeniowego, zabijając kilkanaście osób i raniąc kilkadziesiąt, w tym wiele - ciężko. Sekcja zwłok dowiodła, że Polak do ostatka bohatersko walczył z terrorystą, próbując uniemożliwić mu dokończenie chorego dzieła zagłady.

Przywódcy Państwa Islamskiego, którzy szybko wydali oświadczenie, że to ich bojownik “przeprowadził operację w Berlinie” od dawna nawołują, aby islamiści na wszelkie dostępne sposoby wywiązywali się ze swojego koranicznego obowiązku zabijania niewiernych, gdziekolwiek ich spotkają. W przypadku braku dostępu do ładunków wybuchowych i broni - zaleca się roztrzaskiwanie głów kamieniami, podrzynanie gardeł, trucie, duszenie i rozjeżdżanie samochodami. Apele wydawane są drukiem na łamach terrorystycznych wydawnictw, między innymi Dar-al-Islam.

Próby tuszowania prawdziwego problemu

Po słynnych sylwestrowych atakach w Kolonii stało się jasne, że nakaz milczenia odnośnie wybryków wyznawców Allaha po prostu nie może działać - w dobie swobodnego dostępu do internetu, telefonii komórkowej i cyfrowego sprzętu do utrwalania bieżących wydarzeń. Podejmowano więc próby "kneblowania" pojedynczych ofiar napaści islamskich barbarzyńców, wprowadzono cenzurę w mediach społecznościowych a także dokonano częściowo skutecznego obezwładnienia niemieckich mediów, zakazując podawania szczegółów dotyczących koloru skóry, rasy i narodowości sprawców kolejnych kryminalnych zdarzeń.

Tym razem Niemcy testują inny sposób na odwrócenie uwagi obywateli i świata - mianowicie rozpętali histerię na punkcie jednego człowieka. Złapany przez nich rzekomy sprawca poniedziałkowej tragedii okazał się być niewinny, a właściwy w niewyjaśnionych okolicznościach po prostu rozpłynął się w mieście, gdzie co krok działa monitoring.

Prawdziwy problem w postaci ponad miliona nielegalnych islamistów w samych tylko Niemczech - medialnie nie istnieje. A to właśnie oni świętują teraz śmierć kilkunastu niewiernych oraz śnią o powtórzeniu wyczynu współwyznawcy.

Prawdziwy problem

Niemieckie agencje wywiadowcze Bft i BND opracowały raport, z którego jasno wynika, iż Arabia Saudyjska, Kuwejt i Katar finansują działające w Niemczech meczety, szkoły religijne oraz poszczególnych radykalnych kaznodziejów, walnie przyczyniając się do rekrutowania coraz większej liczby sympatyków otwartego dżihadu, przystępujących do organizacji terrorystycznych, także finansowanych przez wymienione kraje. Nie trzeba chyba przekonywać, że ambasador Arabii Saudyjskiej w Niemczech odrzucił raport jako absurdalny i kłamliwy.

Czy islamiści zechcą nam odwołać Boże Narodzenie?

W Indonezji, kraju uważanym za umiarkowanie islamistyczny, niedawno wydano fatwę, zakazującą noszenia, oglądania i tolerowania jakichkolwiek symboli Bożego Narodzenia. Dotyczyć to ma zwłaszcza domów towarowych i innych ogólnie dostępnych miejsc. “Obrazy religijne i inne akcesoria wykorzystywane są celowo, aby okazywać tożsamość oraz tradycje i rytuały religii chrześcijańskiej - obcej kultury, z którą nie wolno nam się mieszać”.

Nie dziwi zatem pozew przeciwko władzom miasta o odszkodowanie z powodu krzyża na miejskiej choince ani żądania zakazania obchodzenia Świąt Bożego Narodzenia, zamieszczane przez islamistów sieciach społecznościowych.

Poniedziałkowy zamach na życie niewinnych ludzi szybko może się okazać ledwie przygrywką do wielu innych makabrycznych wydarzeń, jeśli Niemcy i ogólnie - obywatele Europy uwierzą, że tylko ten jeden, zbiegły i poszukiwany Anis Amri, rzekomy sprawca tragedii w Berlinie, jest niebezpiecznym zabójcą.

źródło: clarionproject.org, bbc.com

Kopiowanie i wykorzystywanie treści opublikowanych na blastingnews.com bez pisemnej zgody Blasting Sagl zabronione. #Berlin #Święta Bożego Narodzenia #Terroryzm