W dzisiejszych, względnie spokojnych czasach można by pomyśleć, że granice administracyjne państw są jakby "wykute w marmurze". Ostatnie lata pokazują jednak, że się mylimy. Najlepszym przykładem na to jest aneksja Krymu przez Rosję, jak i powstanie na terytorium Ukrainy samozwańczych republik: Ługańskiej i Donieckiej. Podejść do tego tematu można z różnych perspektyw, z jednej strony można by było powiedzieć, że buntownicy, zwani separatystami, chcą odłączyć się od suwerennego państwa, jakim jest #Ukraina, i zachwiać stabilnością kraju. Z drugiej strony mieszkańców Doniecka i Ługańska można nazwać uciśnionymi ludźmi, którzy pragną wolności i niepodległości dla swoich republik i - dalej idąc tym tropem - szybkiego przyłączenia się do Federacji Rosyjskiej.

Reklamy
Reklamy

Jedna i druga perspektywa ma swoich zwolenników - tyczy się to również Polski. Z wielu źródeł dochodzą wiadomości o ludziach, którzy nie mając obywatelstwa ukraińskiego, walczą po jednej ze stron.

Są wśród nich również Polacy

Mogę tutaj zacytować Polaka z Wielkiej Brytanii, który dołączył do Separatystów.

Noworosji Chcę wam pomóc — mówi Dariusz Lemański, który przyłączył się do Noworosji. Brytyjski dziennikarz realizujący materiał o obcokrajowcach przyłączających się do separatystycznych oddziałów w Donbasie i Ługańsku zapytał go, czy to dlatego, że jest antyfaszystą — Tak, to dlatego.

Są też ludzie o skrajnie odmiennych poglądach

Walczą oni po stronie sił rządowych Ukrainy. Jeden z nich w wywiadzie mówi:

- Nie jestem najemnikiem, nikt mi nie płaci. To taki, nazwijmy to, wolontariat — mówi "Polak".

Reklamy

Personaliów nie podaje — obawia się, że w Polsce będzie traktowany jako przestępca. Choć od kilku dni może już mieć ukraińskie obywatelstwo. W nagrodę, za walkę na froncie.

Więc można powiedzieć, że na Ukrainie trwa bratobójcza walka między obcokrajowcami, którzy opowiedzieli się po jednej ze stron. W Europie jest jest wiele cichych wojen o granice, które zostały słusznie lub niesłusznie zmienione. Weźmy na ten przykład Polskę i Ukrainę. Każdy Polak wie lub powinien wiedzieć, że Lwów uznawany niegdyś za stolicę polskiej kultury jest teraz po stronie ukraińskiej: mieszka tam wielu naszych rodaków, którzy mają nadzieję, że wrócą pod skrzydła naszego polskiego orła. Niestety nasz obecny rząd ma inne priorytety i nie chce zaostrzać stosunków międzypaństwowych, które już od lat są bardzo napięte. Źródeł tych sporów można się doszukiwać w czasach II wojny światowej, kiedy to #UPA wymordowała znaczną część ludności polskiej. Ofiary szacuje się na 100-200 tysięcy, niektórzy mówią nawet o 400 tysiącach.

Reklamy

Prawdą jest, że UPA mordowała w sposób tak okrutny, że nawet niemiecki okupant był tym często przerażony. W jednym z rozkazów UPA jest mowa o zabijaniu kobiet, dzieci, starców i mężczyzn w jak najokrutniejszy sposób. Przykładowe metody zabijania to:

— wyrzynanie na czole „orła”,

— wybijanie oczu,

— obcinanie nosa.

Może to zabrzmieć strasznie, ale te metody należały do łagodnych. Po wojnie i stracie ukochanego Lwowa wielu Polaków do dziś nie może się z tym pogodzić. Natomiast Ukraińcy do dziś żądają od nas np. Przemyśla. Niektóre ukraińskie źródła twierdzą nawet, że Kraków to stary ukraiński gród, co jest oczywiście czystą abstrakcją. Wielu mieszkańców Ukrainy kultywuje nadal zbrodniczą organizację UPA, co jest karygodne. Wyobraźmy sobie Niemców kultywujących jawnie Hitlerowców. Oczywiście są takie przypadki, należą jednak one do rzadkości. Na Ukrainie regularnie odbywają się marsze ku czci UPA i w wielu miejscach powiewa czerwono-czarna flaga. Co więcej, Ukraińcy obnoszą się z nią również w Polsce. Można dodać, że na granicy polsko-ukraińskiej, jak i w naszych relacjach, jeszcze długo nie zawita spokój, gdyż każda ze stron ma swoje spojrzenie na ten temat. Możemy tylko liczyć, że nasz rząd stanowczo sprzeciwi się kultywowaniu OUN-UPA tak samo w Polsce, jak i na Ukrainie.

źródło: natemat.pl, tokfm.pl

Kopiowanie i wykorzystywanie treści opublikowanych przez blastingnews.com bez pisemnej zgody blasting Sagl zabronione. #Rosja