Po nieco ponad roku od wywołania kryzysu uchodźczego w Europie coraz więcej niemieckich polityków przyznaje, iż polityka otwartych dla imigrantów drzwi była błędem, a zatrzymanie fal kolejnych przybyszów z Bliskiego Wschodu i Afryki Północnej to już konieczność. Bez tego nie uda się ani zapewnić bytu kolejnym uchodźcom, ani bezpieczeństwa obywatelom Niemiec. Gospodarka niemiecka nie odżyła (a taki był cel otwarcia przez Angelę Merkel niemieckich granic), za to budżet naszego zachodniego sąsiada dramatycznie już się kurczy. Niemcom brakuje mieszkań dla imigrantów, nie podejmują oni pracy, żyją z zasiłków i pomocy społecznej, a przy okazji dopuszczają się przestępstw na skalę w tym kraju niespotykaną.

Reklamy
Reklamy

Nie chodzi tu tylko o molestowania niemieckich kobiet czy drobne zatargi uliczne - poważnym zagrożeniem dla spokoju niemieckiego społeczeństwa stały się gwałty, rozboje czy nawet zamachy terrorystyczne.

Niemcy mają dość uchodźców

Szef niemieckiego MSW Thomas de Maiziere stawia sprawę jasno - łodzie z nielegalnymi imigrantami, którzy poprzez Morze Śródziemne przedostają się na terytorium Europy, należy zawracać i kierować z powrotem do wybrzeży Afryki. Niemieckie media słowa szefa swojego resortu spraw wewnętrznych już określają mianem rewolucji i diametralnej zmiany punktu widzenia. Dotychczas #Niemcy przyznawali co prawda niemrawo, że są pewne problemy z imigrantami, ale tak jednoznacznego stanowiska nie prezentował jeszcze - poza populistami - żaden niemiecki polityk.

Reklamy

Sama Angela Merkel przyznała niedawno, że jej polityka imigracyjna być może nie była fortunna, niemniej niemieckie granice pozostaną dla imigrantów otwarte.

De Maiziere zaproponował, aby #Unia Europejska przyjęła rozwiązanie australijskie - nie pozwalać łodziom z uchodźcami dobić do europejskiego brzegu, ale zawracać je do Afryki jeszcze na pełnym morzu. Czy takie rozwiązanie ma w ogarniętej polityczną poprawnością Europie szanse na wdrożenie? Z pewnością nie, a na pewno nieprędko. Unia Europejska boryka się z poważnym kryzysem uchodźczym, ale nie zdołała póki co wypracować jednego stanowiska, aby kryzys ten zażegnać. Najpierw wewnętrzne kłótnie tzw. Starej Unii z krajami Grupy Wyszehradzkiej, nie do końca udane deale polityczne z Turcją, setki tysięcy uchodźców z podrabianymi dokumentami albo ich brakiem, słaby Frontex - to wszystko doprowadziło do tego, że Europa pogrąża się w kryzysie i chaosie, a nieuregulowane kwestie napływu nowych imigrantów napędzają tylko biznesy przemytników ludzi.

Reklamy

Pontonem do dobrobytu

Włosi od dawna domagali się od UE podjęcia zdecydowanych kroków w sprawie uchodźców, którzy na starych łodziach i pontonach przybywają do wybrzeży włoskich wysp. Italia nie radzi sobie już z ich lokowaniem, zresztą sami uchodźcy nie kryją, że celem ich podróży są Niemcy i Wielka Brytania, to w tych bowiem krajach mogą liczyć na najlepszy socjal i najwyższe zasiłki. Większość uchodźców przybywa do Europy z terytorium Libii, która aktualnie znajduje się w stanie wojny domowej i Unia z założenia nie będzie odsyłać uchodźców z powrotem do libijskich portów.

De Maiziere chciałby, aby byli oni odsyłani np. do portów w Tunezji czy Egiptu i tam oczekiwali na rozpatrzenie wniosków o azyl czy status uchodźcy w Europie. Nic o takim rozwiązaniu nie wiadomo jednak ani tunezyjskim, ani egipskim władzom. Część polityków niemieckich już skrytykowała szefa swojego MSW. A tylko w 2016 roku, usiłując przedostać się do Europy, śmierć na Morzu Śródziemnym poniosło ponad 4 tysiące osób. Unijni decydenci mogą zatem dalej czekać i patrzyć na kolejne fale łodzi i pontonów, mogą też zacząć wreszcie wsłuchiwać się w głosy coraz większej grupy obywateli i polityków.

źródło: tvn24.pl

Kopiowanie i wykorzystywanie treści opublikowanych na blastingnews.com bez pisemnej zgody Blasting Sagl zabronione. #kryzys uchodźczy