Od samego początku kryzysu uchodźczego w Europie #Węgry były mocno krytykowane za obraną wobec nielegalnych imigrantów politykę. Obywatele węgierscy zdążyli już poczuć na własnej skórze, czym kończy się najazd hord niekontrolowanych nielegalnych imigrantów, a i mieli możliwość obserwowania choćby na przykładzie Niemiec, jak kończy się brak kontroli nad falami imigracji i pobłażanie przybyszom. Nic zatem dziwnego, że Węgrzy zdecydowali nie ryzykować masowych gwałtów, rozbojów czy też zagrożenia atakami terrorystycznymi i przyjęli stosunkowo restrykcyjną wobec uchodźców taktykę. Premier Węgier Viktor Orban był mocno krytykowany m.in. za stawianie ogrodzeń na granicach kraju, za niechęć do tworzenia obozów dla uchodźców, czy wreszcie za ostatnie swoje wypowiedzi, w których stwierdził, iż nielegalnych imigrantów należy natychmiast z Unii Europejskiej deportować, na przykład do Afryki czy na jakąś wyspę.

Reklamy
Reklamy

Viktor Orban już nie jest wrogiem numer 1

Węgry, jak i pozostałe kraje Grupy Wyszehradzkiej, były mocno krytykowane za swoje działania (a raczej zaniechania) w sprawie napływu do Europy uchodźców i nielegalnych imigrantów. O ile poprzednia ekipa rządząca Ewy Kopacz zgadzała się na przyjmowanie uchodźców w Polsce, tak nowa premier Beata Szydło zdecydowanie się temu sprzeciwiła, uzasadniając swoją odmowę koniecznością zapewnienia Polakom bezpieczeństwa. Polska jeszcze bardziej umocniła swoje stanowisko po zamachach terrorystycznych, jakie w ciągu ostatniego roku miały miejsce we Francji czy w Belgii. Krajom V4 grożono ostracyzmem na arenie międzynarodowej, a nawet finansowymi sankcjami i obcięciem unijnych dotacji.

Okazuje się jednak, że nawet najwięksi krytycy zaczynają dostrzegać fakt, że działania Polski, Węgier, Czech czy Słowacji były rozsądne i niekoniecznie trzeba było te kraje krytykować.

Reklamy

Pomysły Grupy Wyszehradzkiej na rozwiązanie kryzysu uchodźczego doceniają najważniejsi unijni decydenci. Na ich temat nie wypowiedziała się póki co Angela Merkel, ale ona raczej nie przyzna się do swojego błędu w sprawie uchodźców. Za to poczynania polskiego rządu czy węgierski pomysł na wspólną europejską straż graniczną docenił nawet Martin Schulz.

Udzielając wywiadu dla tygodnika "Lokal" premier Węgier oświadczył, że gdyby nie działania Węgier w sprawie nielegalnych imigrantów, to #Unia Europejska już dawno by upadła. W tych słowach wbrew pozorom nie ma zbyt dużo przesady. Unia nie potrafi wypracować jednolitej polityki imigracyjnej, a napływające kolejne fale uchodźców wymuszały zdecydowane i szybkie działania. Takie też podjął Orban i nakazał uszczelnienie (a nawet zamknięcie) węgierskich granic. Węgrzy sprzeciwili się niemieckiej polityce otwartych drzwi, co pozwoliło na zmniejszenie fali imigracji i dało innym europejskim krajom czas na przygotowania do napływu uchodźców. Sami uchodźcy natomiast zmuszeni zostali do poszukiwania nowych szlaków na Zachód.

Reklamy

Dla Orbana imigranci to zło i cierpienie

W swej wypowiedzi Orban zapowiedział również, że najbliższe referendum, które ma się odbyć w jego kraju, a które ma dotyczyć nielegalnej imigracji, będzie de facto głosem za albo przeciw Europie, jaką znaliśmy. Dla Orbana sprawa jest prosta: albo Europa zostanie utrzymana w takiej formie, jaka była jeszcze niedawno, albo zostanie bezpowrotnie stracona na rzecz przybyszów z Bliskiego Wschodu i Afryki Północnej. Orban nie ukrywa, że nielegalni imigranci są jedynie źródłem problemów, a przymusowe osiedlanie ich wcale nie rozwiązuje kwestii kryzysu uchodźczego. Frustracja wśród imigrantów rośnie, rośnie też ryzyko kolejnych zamachów terrorystycznych. Nie jest bowiem tajemnicą że wraz z falami imigrantów do Europy przybyło wielu terrorystów z ISIS.

Ponad 80 % obywateli Węgier jest przeciwnych przyjmowaniu nielegalnych imigrantów. O wynik referendum Orban może zatem być spokojny.

źródło: rmf24.pl

Kopiowanie i wykorzystywanie treści opublikowanych na blastingnews.com bez pisemnej zgody Blasting Sagl zabronione. #kryzys uchodźczy