Swoimi mocnymi słowami Wiktor Orban ponownie naraża się na atak ze strony Angeli Merkel i unijnych decydentów. To już nie pierwszy raz zresztą, kiedy premier Węgier wypowiada słowa, stojące w jawnej sprzeczności z deklaracjami unijnych władz. Zapewne i tym razem czeka go ostra słowna nagonka. Orban zdaje się nic sobie z tej nagonki nie robić - każda próba piętnowania go za niechęć do uchodźców wywołuje jeszcze mocniejsze jego wystąpienia, w których coraz to dobitniejszymi słowami deklaruje konieczność zaprowadzenia wreszcie porządku w kwestii nielegalnej imigracji. Zdaniem wielu obserwatorów europejskiej sceny politycznej, tym razem Orban przesadził, choć przyznać trzeba, że taka jego deklaracja znajdzie niewątpliwie wielu naśladowców i zwolenników.

Reklamy
Reklamy

Unia Europejska musi deportować nielegalnych imigrantów

To, że #kryzys uchodźczy spowodował ogromne napięcia wewnątrz Wspólnoty, jest oczywiste chyba nawet dla osób niespecjalnie interesujących się polityką czy bieżącymi wydarzeniami. Unia od dawna ma problem z wypracowaniem wspólnej polityki imigracyjnej. Trudno się temu dziwić, z jednej strony Niemcy ochoczo przyjmują kolejne fale uchodźców, a z drugiej Polska i inne kraje Grupy Wyszehradzkiej stanowczo sprzeciwiają się jakiejkolwiek relokacji ich na swoim terytorium. Kraje V4 już od dawna nawołują do uszczelnienia unijnych granic i podjęcia próby naprawy systemu poprzez kompleksowe rozwiązania, ale przede wszystkim przez pracę u podstaw - najpierw ograniczenie czy wręcz zatrzymanie napływu imigrantów, a dopiero potem kolejne, konsekwentne działania.

Reklamy

Wyszehrad zdążył już narazić się głównym unijnym rozgrywającym. Fala krytyki dotknęła Polskę, Słowację, Czechy czy Węgry, przy czym ten ostatni kraj stał się dla unijnych decydentów swoistą definicją antypolityki uchodźczej. Orban ma jednak w kwestii uchodźców swoje zdanie i - jak wszystko wskazuje - nie zamierza go zmieniać. W swoim pomyśle masowej deportacji imigrantów jest jednak póki co osamotniony. Zresztą jakakolwiek większa unijna akcja deportowania nielegalnych imigrantów w praktyce nie ma żadnych szans na powodzenie. W samych tylko Niemczech ponad pół miliona uchodźców czeka na deportację, a właściwie to nawet nie czeka, tylko po odmowie przyznania im wiz Niemcy nie robią kompletnie nic, aby ich ze swojego kraju wydalić. Nie ma dla Niemców znaczenia, że kilkaset tysięcy uchodźców nie ma żadnych dokumentów i nie można zweryfikować ich tożsamości i pochodzenia. Względy bezpieczeństwa jak widać stoją w hierarchii niżej niż poprawność polityczna.

Sam Orban wskazuje, że niełatwe i raczej mało humanitarne, niemniej konieczne zadanie deportowania nielegalnych imigrantów z terenu Unii Europejskiej jest wykonalne tylko pod warunkiem jednomyślności krajów Wspólnoty.

Reklamy

Sama deportacja nielegalnych imigrantów miałaby odbywać się nie na zasadzie porozumień dublińskich, ale w ogóle poza terytorium UE. Gdyby przyjąć w tym zakresie zasady porozumienia dublińskiego, nielegalni imigranci mieliby być deportowani do tego kraju na terenie UE, do którego przybyli najpierw, zanim przedostali się np. do Niemiec czy Francji. A Orban doskonale wie, że ogromna masa uchodźców, przebywających obecnie w Niemczech, przedostała się tam przez Węgry.

Unia się prędzej rozpadnie niż pogodzi co do uchodźców

Na 2 października zaplanowane zostało na Węgrzech referendum, w którym obywatele mają wypowiedzieć się co do kwot przymusowego osiedlania imigrantów. Wynik tego referendum jest raczej jasny - podobnie jak Polacy, Węgrzy są w większości przeciwni lokowaniu w ich kraju obozów dla uchodźców.

Angela Merkel przyznaje, że być może nie wszystkie jej działania były prawidłowe, niemniej do błędu się nie przyzna. A błędem było otwarcie granic i przyjęcie niekontrolowanej i praktycznie niezweryfikowanej fali uchodźców. Skutki tego bezmyślnego kroku Unia jeszcze długo będzie odczuwać.

źródło: rp.pl, polskaracja.pl

Kopiowanie i wykorzystywanie treści opublikowanych na blastingnews.com bez pisemnej zgody Blasting Sagl zabronione. #Viktor Orban #Unia Europejska