Spośród ponad miliona uchodźców, którzy w ciągu nieco ponad roku przybyli na terytorium Niemiec z Bliskiego Wschodu (głownie Syria, Irak i Afganistan) oraz Północnej Afryki, ponad połowa nie otrzymała od niemieckich władz prawa do azylu. Z pewnością wiele wniosków o azyl czeka jeszcze na rozpatrzenie, niemniej około pół miliona nielegalnych imigrantów zostało zobowiązanych do opuszczenia terytorium Republiki Federalnej Niemiec. Tyle, że uchodźcy bez prawa do azylu ani myślą o opuszczeniu Niemiec i powrocie do tych krajów, do których trafili na początku swego exodusu. Trudno się dziwić - niemiecki socjal, opieka społeczna, a przede wszystkim totalny bałagan urzędniczy pozwalają nielegalnym imigrantom na całkowicie bezkarne przebywanie na terytorium Niemiec bez jakichkolwiek dokumentów.

Reklamy
Reklamy

Nie mówiąc już o tym, że ogromna rzesza z nich posługuje się dokumentami fałszywymi.

Działania niemieckich władz budzą u imigrantów jedynie pusty ironiczny śmiech

Na palcach jednej ręki można policzyć przypadki, w których po odmowie przyznania azylu przez organ właściwy, nielegalny imigrant był deportowany do swojej ojczyzny. Niemieckie władze i służby przyznają zresztą, że w chwili obecnej nie mają nad uchodźcami jakiejkolwiek kontroli. Co ciekawe - ogromna rzesza imigrantów bez prawa do azylu to osoby, które wcale do Niemiec nie przybyły w związku z ostatnią falą emigracji. Rekordziści już ponad 6 lat temu otrzymali kategoryczny nakaz opuszczenia terytorium RFN. I nie chodzi tu tylko o imigrantów z Bliskiego Wschodu czy Afryki, ale również z Turcji, Kosowa czy Serbii.

Reklamy

Zaznaczyć trzeba jednak wyraźnie, iż nawet pomimo braku prawa do pobytu i braku formalnego azylu, ci nielegalnie przebywający w Niemczech imigranci z Turcji czy Serbii nie sprawiali władzom i obywatelom niemieckim jakiś większych problemów. Nierzadko podejmują oni pracę, zakładają własne małe biznesy, które prowadzą całymi rodzinami. Prawdziwy imigrancki problem nastał dopiero z ostatnią falą uchodźców.

Odpowiednie niemieckie służby gubią się już w swoich działaniach. Masowo wydają imigrantom nakazy opuszczenia kraju i odmawiają udzielenia wizy, ale jednocześnie masowo udzielają zezwolenia na nieograniczony czasowo pobyt na terenie Niemiec, ze względu na związki z krajem i ustanie wszelkich związków z krajem rodzinnym. Zaczyna to przypominać lekką paranoję, tym bardziej w kontekście tego, że ponad połowa nielegalnych imigrantów nie ma żadnych dokumentów i nikt nie jest w stanie potwierdzić ani ich imienia i nazwiska, ani daty urodzenia, ani miejsca pochodzenia. Dochodzi do sytuacji, gdzie ten sam imigrant pod jednym imieniem i nazwiskiem dostaje odmowę udzielenia pobytu, a pod kolejnym (jak zwykle wymyślonym) dostaje prawo pobytu i pełną opiekę socjalną i medyczną.

Reklamy

Niemieckiemu społeczeństwo coraz mniej podoba się obecna sytuacja. Nastroje antyimigracyjne rosną w siłę, szczególnie we wschodnich landach. Nie ma co się dziwić, zagrożenie terrorystyczne jest faktem, podobnie jak faktem są brutalne ataki imigrantów, gwałty i rozboje. Wszyscy to widzą, tylko nie niemieccy włodarze.

Deportacje imigrantów to dla niektórych niezły interes

Okazuje się, że na deportacji nielegalnych imigrantów, a raczej jej braku, można całkiem nieźle zarobić. Na niemieckim rynku pełno już kancelarii adwokackich, specjalizujących się w sprawach z zakresu obrony przed deportacją czy pomocą w uzyskaniu prawa pobytu. Co oczywiste, imigranci za usługi tego typu nie płacą z własnej kieszeni, formalnie bowiem, poza pomocą społeczną, nie dysponują żadnymi dochodami. #Niemcy płacom więc innym Niemcom za to, aby ci Niemcy obronili imigrantów przed deportacją z Niemiec. Tragikomedia trwa i nic nie wskazuje na to, aby jej akcja miała niebawem zwolnić.

źródło: onet.pl, rp.pl

Kopiowanie i wykorzystywanie treści opublikowanych na blastingnews.com bez pisemnej zgody Blasting Sagl zabronione. #imigracja #kryzys uchodźczy