Po ostatniej klęsce wyborczej swojego ugrupowania Angela Merkel za słaby wyborczy wynik winę wzięła na siebie. Jak stwierdziła, winna też jest społeczeństwu pewnych wyjaśnień. Jak sama przyznała, słaby wynik wyborczy CDU to wina jej polityki imigracyjnej. Merkel nie zamierza uciekać przed odpowiedzialnością, ale nic nie wskazuje też na to, aby cokolwiek w jej polityce imigracyjnej miało się zmienić. W każdym razie od pewnego czasu pojawiają się co rusz komunikaty, że oto Merkel zamierza coś zmienić, następnie okazuje się, że wszystko jest w porządku i #Niemcy czekają na kolejnych imigrantów, potem z kolei znów zmiana frontu i zapowiedź rewizji polityki imigracyjnej.

Reklamy
Reklamy

Postronny obserwator mógłby się już w tych zapowiedziach niemieckiej kanclerz pogubić, jeśli jednak obserwuje się wydarzenia, związane z kryzysem uchodźczym w Europie, łatwo wyłapać, że polityka imigracyjna Merkel nie zmienia się ani o jotę. Nie zmieniają jej nawet rosnące nastroje antyimigranckie i wręcz niechęć niemieckiego społeczeństwa do uchodźców oraz rosnący strach przed nimi.

Merkel podtrzymuje swoje słowa - Niemcy mają "dać radę"

Szkoda tylko, że niemiecka kanclerz w swych politycznych planach nie uwzględnia życzeń społeczeństwa, które obecnością nielegalnych imigrantów i napływem kolejnych jest już coraz bardziej zmęczone. Co istotne - przebywający w Niemczech uchodźcy realnie zagrażają porządkowi po polskiej stronie granicy. Wielu z nich przedostaje się do Polski z obozu dla uchodźców pod Frankfurtem, a w przygranicznych polskich gminach zdarzały się już pierwsze poważniejsze incydenty z uchodźcami w rolach głównych.

Reklamy

Tak więc i w naszym interesie jest, aby kanclerz Merkel w końcu opamiętała się i przyznała nie tylko do tego, że społeczeństwo nie rozumie i nie docenia jej politycznych planów, ale przede wszystkim do tego, że plany te od początku są chybione. Niezadowolenie niemieckiego społeczeństwa rośnie, nastroje ksenofobiczne w Niemczech są już coraz powszechniejsze. Tyle, że Merkel zdaje się być odporna na obserwację i głosy ludu. Za to nie ukrywa swojego żalu do innych państw Unii Europejskiej, a już szczególnie do tych, które wprost odmawiają przyjmowania uchodźców i goszczenia ich w obozach na swoim terytorium.

Znacząco brzmią słowa niemieckiej kanclerz, gdy oświadcza ona, że do końca wierzyła w przestrzeganie w Europie procedury dublińskiej (zgodnie z którą uchodźcy mają ubiegać się o azyl w tym kraju, do którego bezpośrednio przybyli jako pierwszego). Trudno oczekiwać, żeby uchodźcy, którzy w znakomitej większości są imigrantami ekonomicznymi, ochoczo pozostawali w Bułgarii czy na Węgrzech, skoro w Niemczech mogą liczyć na znacznie wyższe zasiłki i zdecydowanie lepszą opiekę społeczną.

Reklamy

A nie ma się przecież co łudzić - dentystów i inżynierów wśród uchodźców raczej nie ma, a nawet jeśli są, to nie wykazują oni zbyt dużej ochoty do pracy. Raczej nie przysłużą się niemieckiej gospodarce, wbrew złudnym nadziejom Merkel.

Polityka imigracyjna Angeli Merkel bez większych zmian

Merkel dostrzega potrzebę uszczelniania unijnych granic i większej kontroli nad kolejnymi falami imigrantów. Niemcy prowadzą już rozmowy z krajami Bliskiego Wschodu, dotyczące relokacji czy nawet deportacji imigrantów. Z drugiej strony uproszczono procedury ubiegania się przez imigrantów o azyl w Niemczech, co stoi w jasnej sprzeczności z zapowiedzią ograniczenia polityki azylowej ze względu na dramatyczne braki w dokumentach osobowych uchodźców i praktyczny brak możliwości weryfikacji ich przeszłości.

Przed kolejnymi falami imigrantów Niemcy mają się bronić. Szkoda tylko, że wszystko to dzieje się zdecydowanie za późno. Mleko się rozlało - w Niemczech niemal na pewno są terroryści z ISIS, którzy przybyli wmieszani w tłum uchodźców. Na jakiekolwiek ostentacyjne działania w kwestii bezpieczeństwa niestety nie ma już czasu.

źródło: rp.pl

Kopiowanie i wykorzystywanie treści opublikowanych na blastingnews.com bez pisemnej zgody Blasting Sagl zabronione. #Unia Europejska #kryzys uchodźczy