7 lipca odbyła się druga runda głosowania w brytyjskiej Partii Konserwatywnej celem wyłonienia nowego szefa partii i zarazem przyszłego premiera. Dziś już wiadomo, że premierem Wielkiej Brytanii będzie kobieta. Jesienią 2016 roku Davida Camerona zastąpi na tym stanowisku albo Theresa May, minister spraw wewnętrznych, albo Andrea Leadsom, minister energetyki. Obie pozują na silne kobiety w polityce, obie to nowe żelazne damy.

May i Leadsom

Panie porównywane są i będą cały czas z jedyną jak dotąd kobietą na stanowisku szefa brytyjskiego rządu, Margaret Thatcher. Jedna z nich będzie musiała uporać się z nową, geostrategiczną sytuacją Wielkiej Brytanii, jaka jest następstwem niedawnego referendum.

Reklamy
Reklamy

Oś sporu między nimi dotyczy właściwie tego tematu – Theresa May jako prawa ręka Camerona, uchodzi za lidera tej części konserwatystów, którzy przyjęli decyzję o opuszczenie struktur unijnych z nie mniejszym niedowierzaniem niż brytyjska lewica. Uchodzi też za bardziej progresywnego polityka, kontynuatorkę linii Camerona, określaną jako skręt w lewo w sprawach społecznych, z utrzymaniem prawicowego kursu w polityce zagranicznej i ekonomii.

Z kolei Leadsom, postrzegana jako bardziej, wyraziściej konserwatywna, przewodzi tym spośród konserwatystów, którzy wsparli Brexit. Trochę niejako w zastępstwie, gdyż najbardziej charakterystyczny i rozpoznawany polityk tej opcji, Borys Johnson, nie zdecydował się na kandydowanie na szefa partii, choć jeszcze w maju postrzegano go jako naturalnego kontrkandydata dla pani May.

Reklamy

Jednakże nawet zwycięstwo May nie oznacza, że Brytania zawróci z tej drogi jaką narzucił jej wynik referendum, May może być bardziej skłonna do zaakceptowania drugiego referendum, lecz wcale nie musi. Będzie jej łatwiej też rozmawiać z rządami Walii, Szkocji i Irlandii Północnej w sprawie przyszłości Brytanii. Szczególnie Szkocja może myśleć o wejściu na drogę secesji, która zakończyć ma się uzyskaniem niepodległości i od umiejętności politycznych premiera Zjednoczonego Królestwa zależy trwałość państwa. Jednakże różnice między Leadsom a May są dość drugorzędne. To tylko przesunięcia w akcentach a nie wybór zupełnie innej drogi.

Globalna pozycja Wielkiej Brytanii

Wyście z Unii zachwiało pozycją Brytanii, ale jeśli nie skończy się to jej rozpadem - szybko odzyska równowagę. W końcu globalna pozycja Londynu nie zależy od przynależności do Unii, a kto wieszczy marginalizację Brytyjczyków może srogo się przeliczyć. Nawet wpływy w samej Europie nie ulegną takiemu osłabieniu, jak wielu zakłada.

Reklamy

Brak Wielkiej Brytanii w Unii nie oznacza, że nie będzie ona na nią oddziaływać. Po pierwsze, #Unia Europejska nie jest otoczona polem siłowym, które chroni ja od oddziaływania zewnętrznego, po drugie Unia bez Wielkiej Brytanii jest słabsza i politycznie, i gospodarczo. Błędy w polityce Berlina i Paryża, wykorzystujących swoją dominację nad pozostałymi członkami wspólnoty, mogą szybko się zemścić poszukiwaniem przez zagrożone przez nie kraje protekcji Londynu. #Wielka Brytania jest dziś znacznie silniejsza niż w latach 80, gdy przystępowała do EWG.

Jakie będą działania w polityce zagranicznej Londynu w najbliższym czasie? David Cameron od lat budował jeśli nie alternatywę dla Unii, to na pewno dodatkową opcję – czyli bliskie relacje z krajami skandynawskimi i bałtyckimi (tzw. N8), co najmniej od 2010 r. Szczyty Wielkiej Brytanii, Islandii, Norwegii i pozostałych krajów nadbałtyckich ewoluowały w Northern Future Forum, gdzie oprócz spraw związanych ze współpracą ekonomiczną, porusza się tematy takie jak bezpieczeństwo regionu. Norwegia i Islandia już są zainteresowane bliższą współpracą z Londynem. Kolejny szczyt przypada na jesień tego roku i zapewne można się spodziewać, że nowa premier Brytanii zaproponuje ewolucję Forum w kierunku większej, militarnej i politycznej współpracy.

źródło: independent.co.uk

Kopiowanie i wykorzystywanie treści opublikowanych na stronie blastingnews.com bez pisemnej zgody Blasting Sagl zabronione.