Jeszcze niedawno stosunki między Rosją a Turcją były napięte, a Turcja negocjowała warunki przystąpienia do Unii Europejskiej. Wystarczył niecały miesiąc i jeden słabo zorganizowany i przeprowadzony pucz, aby sytuacja zmieniła się diametralnie - Erdogan robi wszystko, co może, aby oddalić się od swoich sojuszników z USA i Europy. Już niejednokrotnie udowadniał, że przeszkadza mu świeckość Turcji, siła i niezależność tureckiej armii, subtelna krytyka Zachodu i niechęć niektórych krajów do przyjęcia Turcji w struktury Wspólnoty. Teraz - jak widać - stracił już wszelkie opory. Nie robi na nim wrażenia krytyka USA, nie robią groźby unijnych decydentów, którzy mówią wprost - dla Turcji w UE nie ma miejsca.

Reklamy
Reklamy

Erdogan ma swoją koncepcję i świadomie ją realizuje. Problem polega jednak na tym, że Turcja jako członek #NATO i kraj z jedną z najsilniejszych armii w Europie, straciła swą wiarygodność.

Turcja poza NATO - to całkiem realny scenariusz

W Turcji trwa obecnie antyamerykańska nagonka, w której główną rolę odgrywa wspierający Erdogana dziennik "Yeni Safak". Dziennik ten wprost zresztą oskarża Amerykanów o organizację niedawnego puczu i próbę obalenia Erdogana (niektórzy dziennikarze twierdzą (niektórzy tureccy dziennikarze posunęli się nawet do stwierdzenia, że Amerykanie chcieli Erdogana zabić). Yeni Safak nakręca spiralę podejrzeń, spisków i intryg, oskarżając Waszyngton chociażby o to, że kwotą 2 mld USD wsparło przeciwników Erdogana i umożliwiło im zakup broni i wyposażenia.

Reklamy

Opinia światowa ze zdumieniem przecierała oczy na widok działań, jakie wierni Erdoganowi funkcjonariusze podejmowali chociażby w bazie Incirlik, wykorzystywanej przez Amerykanów do nalotów na terrorystów z Państwa Islamskiego. W bazie tej znajdują się amerykańskie pociski z głowicami atomowymi, trudno zatem wyobrazić sobie konsekwencje, gdyby znalazły się one w niepożądanych rękach. Kilka dni temu w bazie tej wybuch pożar, który zdaniem ekspertów był skutkiem zwykłej dywersji.

Erdogan nie ukrywa nawet specjalnie, że stawiając na ostrzu noża stosunki amerykańsko-tureckie, chce zmusić Waszyngton do wydania Fethullaha Gulena, oskarżanego przez turecki rząd o organizację niedawnego puczu. Fethullah Gulen był jednym z najbliższych współpracowników Erdogana, ich drogi rozeszły się jednak, Gulen przebywa obecnie w USA i oskarża Erdogana o chęć utworzenia z Turcji państwa wyznaniowego. Jak się jednak wydaje, Amerykanie nie ustąpią. Tej samej strategii zastraszania Erdogan próbował zresztą w negocjacjach z Unią Europejską oświadczając, iż jeśli nie dostanie kolejnych kilku miliardów USD, nie będzie blokował dalszego napływu uchodźców z Bliskiego Wschodu, przedostających się do Europy Zachodniej.

Reklamy

Na członkostwo Turcji w UE Erdogan nie ma co liczyć w najbliższym czasie. Swoimi ostatnimi zachowaniami pokazał, że pod jego wodzą Turcja nie spełni kryteriów do przyjęcia jej do Wspólnoty. Obecnie jednak twarda polityka Zachodu wobec Turcji jest jedynym rozsądnym rozwiązaniem, jakiekolwiek ustępstwa mogłyby mieć katastrofalne skutki.

Turecka armia - wróg czy sojusznik

Jeszcze kilka lat temu turecka armia była gwarantem świeckości tego państwa. Sukcesywnie osłabiana przez Erdogana nie jest obecnie w stanie wypełnić tej funkcji. Ostatni pucz pokazał zresztą, że armia jest podzielona i nie jest chroniącym świeckości państwa monolitem. Erdogan, oskarżany o to, że pucz był w istocie jego prowokacją i przyczynkiem do ostatecznej rozprawy z dowództwem armii, nie może być wiarygodnym partnerem.

NATO nie dało się wciągnąć w syryjską awanturę, czego oczekiwał Erdogan. Znalazł on sobie zatem nowego sprzymierzeńca - Putina. Ta wolta budzi niepokój w najwyższych strukturach NATO. Turecka armia jest jedną z najsilniejszych w regionie i lepiej, aby nie była ona przeciwnikiem, skoro raczej nie będzie już sprzymierzeńcem. Co prawda Erdogan zapewniał, że w relacjach Turcja - NATO nic się nie zmieni, ale w świetle ostatnich wydarzeń raczej nie można mieć do niego zaufania.

źródło: forsal.pl, onet.pl #Unia Europejska #Bliski Wschód