Nie milkną echa prawdopodobnie pierwszej rzezi dokonanej przy udziale Państwa Islamskiego na terytorium Stanów Zjednoczonych Ameryki. Dokonał jej narodzony z pasztuńskich rodziców muzułmanin, który przyszedł na świat i wychował się w Ameryce. Pasztuni to osobna, duża i specyficzna (m. in. wyjątkowo wojownicza) narodowość na pograniczu Pakistanu i Afganistanu. Stąd też wielu Pasztunów spędza życie w jednym i drugim z tych dwóch krajów. Dlatego też początkowo niektóre stacje podawały, że aktu terroru dokonał Pakistańczyk.

W zawiłości etnograficzne Azji mało kto wnika. Potężne echo tego krwawego wydarzenia polega na jego wymiarze społeczno-politycznym.

Reklamy
Reklamy

Jest to kolejny, po tzw. Jihadi Johnie, jaskrawy dowód na bardzo niebezpieczne zjawisko; ludzie ze świata islamu bardzo często nie integrują się ze społeczeństwem europejskim lub pochodzenia europejskiego. Nawet jeśli nikt im nie dokucza i dobrze im się w życiu powodzi. Donald Trump natychmiast wykorzystał to, aby spróbować solidnie dołożyć politycznie Obamie i Hillary Clinton. Wezwał oboje do opuszczenia Białego Domu względnie rezygnacji z prób dostania się tam.

Kubeł zimnej wody na środowiska LGBT

Ta jatka, acz sama w sobie będąca niewątpliwie złą rzeczą, ma dwie inne strony. Pierwsza z nich to otrzeźwienie przynajmniej niektórych grup gejowskich, lesbijskich, biseksualnych i transwestyckich. Ogólnie rzecz biorąc w tych grupach panowała niemal niepodzielnie (chodzi o politycznie aktywnych) moda na skrajną lewicę, walczącą o przywileje dla „tęczowych”.

Reklamy

Z kolei ta lewica popierała (i popiera nadal) niekontrolowany napływ ludów islamu na tereny od wieków związane z chrześcijaństwem albo humanizmem i racjonalizmem. W głowach co niektórych zabrzęczał dzwonek ostrzegawczy i zaczęli się zbliżać do pozycji tzw. skrajnej względnie populistycznej i islamofobicznej prawicy.

Jednym z takich „nawróconych” okazał się energiczny niemiecki publicysta David Berger – szef popularnej w tamtejszych środowiskach #LGBT grupy na fejsbuku, noszącej nazwę gaystream. Reklamowane za jej pośrednictwem artykuły złych na współczesny islam homoseksualistów zdobywały po kilkadziesiąt tysięcy czytelników. W pewnej chwili wdał się w ostrą dyskusję z niejaką Birgit Boshold – dyrektorką Muzeum Gejów i Lesbijek w Berlinie. Zarzucił jej obłudę poprzez głoszenie hasla, przypinanie znaczka itd. z hasłem: I’m Orlando (na wzór słynnego: Je suis Charlie). Z powodu upartego trzymania się przez nią twierdzenia, że mniejszościom seksualnym zagrażają wyłącznie biali, prawicowi heteroseksualiści.

Reklamy

Ona mu z kolei równie słynne „nawoływanie do nienawiści”. Kierownictwo FB w USA, które zresztą na prośbę Merkel już od dłuższego czasu „śledzi i usuwa mowę nienawiści” na niemieckich kontach, wyłączyło Bergerowi i spółce wirtualne trybuny. Rzecz jasna ich teksty nie zniknęły z sieci i w sumie zyskały na popularności, z dość oczywistych przyczyn,

Przywódcy państw muzułmańskich na szczytach obłudy

Inne wydarzenie polityczne ogromnej wagi po Orlando to był deszcz depesz i publicznych oświadczeń z wyrazami współczucia dla ofiar tej masakry w wykonaniu władz państw muzułmańskich. Na czoło wysunął się saudyjski minister spraw zagranicznych, zapewniając, że cały rząd w Rijadzie modli się o przeżycie i odzyskanie zdrowia przez wszystkich rannych. Zarazem jednak nie podjęto żadnych kroków w kierunku zniesienia obowiązującej tam kary śmierci za stosunki homoseksualne. Natomiast na arabskojęzycznych forach internetowych rozpętała się ogromna burza – wyrazów uznania dla zamachowca i radości z powodu zgonu tych, których pozabijał. #Facebook #Niemcy