Od kilku miesięcy stosunki polityczne i gospodarcze między Rosją i Turcją pozostają - mówiąc delikatnie - mocno napięte. Winne temu jest zdarzenie, które miało miejsce w listopadzie ubiegłego roku - zestrzelenie rosyjskiego samolotu, którego załoga, wykonując misję nad Syrią naruszyła ponoć przestrzeń powietrzną Turcji. Jeden z pilotów, który zdołał się katapultować, został zastrzelony przez popieranych przez Turcję rebeliantów. Po tym zdarzeniu wściekły Putin zapowiedział - Turcy nie zobaczą już rosyjskich turystów, import tureckich dóbr zostaje ograniczony. Jak rosyjski przywódca zapowiedział, tak zrobił - o 95 % spadła liczba Rosjan, odwiedzających Turcję w celach turystycznych, niemal zanikł import do Rosji tureckich owoców i warzyw.

Reklamy
Reklamy

Putin domagał się przeprosin za śmierć pilota, Erdogan domagał się przeprosin za naruszenie przestrzeni powietrznej Turcji, a obie strony nierzadko oskarżały się wzajemnie o wspieranie terrorystów w Syrii. Klincz trwał kilka miesięcy, w końcu Erdogan ustąpił. W liście skierowanym do Putina przeprosił za listopadowe zajście, obiecał również rekompensatę finansową dla rodziny poległego rosyjskiego pilota. Wygrał pragmatyzm obu polityków, którzy - wbrew różnicom kulturowym i społecznym zarządzanych przez siebie krajów - mają ze sobą naprawdę wiele wspólnego.

Putin i Erdogan pogodzeni ponad podziałami

Co prawda rosyjscy turyści to zaledwie niecałe 20 % ogółu turystów, odwiedzających Turcję, to jednak turecka branża turystyczna notuje w tym roku ogromne spadki dochodów. Na tureckich plażach nie ma już nie tylko Rosjan, znacznie mniej jest również turystów z Zachodu, głównie Brytyjczyków i Niemców, zawsze chętnie odwiedzających ten kraj.

Reklamy

Przestali oni do Turcji przyjeżdżać z prostego powodu - Turcja nie jest już bezpiecznym krajem, tylko w tym roku doszło tam do 6 zamachów terrorystycznych, w których śmierć poniosło łącznie ponad 200 osób. Nic zatem dziwnego, że Erdogan robi co może, aby Putina ugłaskać i pobudzić turecką gospodarkę, opierającą się w znacznej mierze właśnie na turystyce, niemniej spadek ruchu turystycznego nie jest jedyną bolączką tureckiego przywódcy. Zresztą skierowane do Rosji przeprosiny mają bardziej złożony wymiar - tuż po nich Turcja ogłosiła normalizację stosunków dyplomatycznych z Izraelem, a krok ten jest niczym innym, jak próbą zapewnienia większego bezpieczeństwa energetycznego kraju. Izrael planuje budowę gazociągu na Cypr, a gdyby Turcja włączyła się do tego projektu, mogłaby w większym stopniu uniezależnić się od dostaw gazu z Rosji.

Czas na rosyjsko-tureckie interesy

Rosja oczywiście izraelskiej inwestycji sprzeciwia się jak może. Zresztą włodarze Izraela mają świadomość potencjalnego niebezpieczeństwa, związanego z budową gazociągu, rozważają więc również transport gazu do Egiptu drogą morską, a stamtąd dopiero do innych krajów.

Reklamy

Erdogan doskonale wie, że aby wspólna z Izraelem inwestycja miała szanse powodzenia, musi "układać się" z Putinem, a być może powrócić do zakurzonej nieco koncepcji budowy gazociągu z Rosji do Turcji. Gdyby gazociąg taki powstał, Rosja otrzymałaby węzeł do transportu gazu do krajów Europy Północnej.

Erdogan ma z jednej strony silne atuty (Turcja traktowana jest jako europejska brama na #Bliski Wschód), z drugiej strony jednak nie może pozwolić sobie na taką politykę w stosunku do Putina, jak włodarze najsilniejszych europejskich krajów. Turcja, starająca się obecnie o zniesienie wiz unijnych dla swych obywateli, wprowadziła na swym terytorium krytykowane przez obrońców praw człowieka prawo antyterrorystyczne. Podobne, choć znacznie ostrzejsze regulacje w tym zakresie, wprowadziła u siebie również Rosja. Rosji nikt za to nie krytykuje, Erdogan musi znosić falę krytyki, głównie dotyczącej masowego aresztowania nieprzychylnych władzy dziennikarzy. Z pewnością zazdrości Putinowi tej politycznej wolności, choć na pewno nie problemów gospodarczych i notorycznych przepychanek z Zachodem.

źródło: forsal.pl #Władimir Putin #gospodarka