Mieszkańcy Wielkiej Brytanii zdecydowali - chcą, aby ich kraj opuścił Unię Europejską. Co prawda do całkowitego Brexitu jeszcze daleka formalno-polityczna droga, niemniej sygnał dany włodarzom UE jest jasny: nie ma zgody na ich dotychczasową politykę. Na decyzję Anglików szybko zareagowały rządy Francji i Niemiec, wydając wspólne oświadczenie i proponując szereg zmian, które mają Unię Europejską zreformować i przywrócić jej status światowego mocarstwa. Nie wiadomo jednak, czy na ich propozycję wyrażą zgodę inne państwa członkowskie, a także czy na reformy nie jest już trochę za późno.

Poważny kryzys

#Unia Europejska przeżywa obecnie najpoważniejszy kryzys od czasów swojego powstania. Brak jednolitej polityki (widoczny szczególnie w kwestii kryzysu uchodźczego) oraz nadmiernie rozrośnięta biurokracja skutecznie paraliżują jej rozwój i utrwalanie pozycji na świecie. Po raz pierwszy tak głośno mówi się o rozpadzie UE oraz o stworzeniu nowej Wspólnoty, poza którą mogą się znaleźć kontestujące unijną politykę kraje Grupy Wyszehradzkiej czy mniejsi członkowie UE.

Decydującą rolę w zreformowanej Unii chcą odgrywać Niemcy. Francja, obecnie mocno osłabiona problemami wewnętrznymi, nie ma już takiej siły przebicia. Na domiar wszystkiego na skutek Brexitu kraje pokroju Polski czy Słowacji stracą w strukturach Wspólnoty silnego sojusznika. Jaka droga czeka Unię Europejską? Czy ten twór da się jeszcze zreformować i uratować? Czy może lepiej byłoby na dotychczas wypracowanych podstawach zbudować Unię całkowicie od nowa?

Brexit - dobry powód oraz czas na reformę Wspólnoty

Proponowana przez Niemcy i Francję reforma miałaby objąć swym zasięgiem trzy główne obszary: imigrację, gospodarkę unijną i bezpieczeństwo krajów członkowskich. Jeszcze zanim zaprezentowano oficjalne wspólne stanowisko tych krajów, pojawiły się głosy, że Merkel i Hollande planują utworzenie "superpaństwa". Kraje członkowskie miałyby oddać UE znaczny zakres swoich kompetencji, w tym np. z obszaru administracji podatkowej, służb specjalnych czy ochrony granic. Niemal natychmiast podniosły się głosy sprzeciwu, szczególnie tych eurosceptyków, którzy bezwzględnie sprzeciwiają się jakiejkolwiek formie federalizacji UE. Zarówno kanclerz Niemiec, jak i prezydent Francji uspokajają - nie ma planów na stworzenie superpaństwa, zarządzanego przez unijne organy, nie ma też jakichkolwiek planów na to, aby centrum decyzyjne UE znalazło się w Berlinie (o chęć autorytarnego rządzenia Unią oskarżają Merkel niektórzy europejscy przywódcy).

Jak stwierdziła Merkel, poszczególne kraje unijne nie powinny indywidualnie prowadzić polityki imigracyjnej, a działania w kwestii uchodźców, imigrantów czy azylantów powinny być jednolite i skoordynowane. Na tym polu Merkel czeka ciężka przeprawa. Oskarżana o wywołanie w UE kryzysu imigracyjnego na skutek swojej krótkowzrocznej polityki, Merkel nie może liczyć na szerokie poparcie w tym zakresie. Prawdopodobnie upadnie też projekt wspólnego europejskiego systemu wizowego, umożliwiającego przemieszczanie się po wszystkich krajach UE tym uchodźcom, którzy takie europejskie wizy otrzymają. Plusem z pewnością jest tu fakt, że niemiecka kanclerz w końcu przyjęła do wiadomości, iż zdecydowana większość imigrantów to imigranci ekonomiczni (skuszeni do przyjazdu wysokimi zachodnimi zasiłkami i opieką społeczną), a nie prawdziwi uchodźcy wojenni.

Unijna gospodarka musi być konkurencyjna

Z wypowiedzi Merkel wynika również, iż Niemcy i Francja zamierzają wziąć na siebie ciężar gospodarczej reformy UE. Dużo słów dotyczyło wspólnej waluty i niwelowania różnic ekonomicznych pomiędzy krajami członkowskimi. Obecna strefa Euro jest słabo odporna na światowe zawirowania, a umocnić ją ma szerszy udział państw członkowskich. Póki co w tym zakresie konkretów brak, a jedyne niemrawe pomysły dotyczą wspólnej dla całej UE administracji podatkowej.

źródło: bankier.pl

Kopiowanie i wykorzystywanie treści opublikowanych na stronie blastingnews.com bez pisemnej zgody Blasting Sagl zabronione.

#Angela Merkel #Francois Hollande