Brytyjczycy byli już skłonni głosować za wyjściem ich państwa z Unii Europejskiej. Przesądzały o tym niepodważalne argumenty i fakty. Przede wszystkim te dotyczące napływu obcej ludności, zwłaszcza tej chcącej tylko brać. Pod koniec maja opublikowano oficjalne dane na ten temat. Wynika z nich, że zarejestrowano 333 tysiące nowych przybyszów. Tylko nieco ponad połowa z nich to obywatele innych państw członkowskich UE. Dane na temat liczby przybyszów z krajów islamu nie są publicznie dostępne. Danych na temat tych, którzy przedostali się nielegalnie przez eurotunel nie ma. 100 do 200 tysięcy?

Niewiarygodny przywódca David Cameron

Zanim objął rządy obiecywał wyborcom, że ograniczy napływ imigrantów do stu tysięcy rocznie...

Reklamy
Reklamy

Po opublikowaniu danych wskazujących na niekontrolowany wzrost imigracji w ciągu kilku lat z rzędu zwolennicy Brexitu żądali od Camerona przyznania, że bez wyjścia z UE nie uda się opanować sytuacji na tym odcinku. Bezskutecznie. Cameron również w wielu innych sprawach (np. afera tajnych kont bankowych) zyskał sobie opinię niesłownego krętacza. Te dwa czynniki przesądzały o opuszczeniu „eurokołchozu” wskutek referendum.

Mord jest ich bronią!

Kiedy zwolennicy porządku z roku 1789 i pokolenie 1968 zaczynają przegrywać pokojową konkurencję pomysłów i poglądów, wysyłają najemnych morderców. Tak było m. in. w latach dwudziestych, gdy wymordowano nastoletnich synów przywódców Akcji Francuskiej. Rzuciło to postrach na cały kraj, zepchnęło nacjonalistyczną młodzież do zbrojnego podziemia i umożliwiło delegalizację całego ruchu.

Reklamy

Obecnie widzimy szalejących niemal zupełnie bezkarnie czerwonych pałkarzy, atakujących prawie każdą manifestację patriotów Europy. Doszło też do dwóch nadzwyczaj podejrzanych morderstw. Jedno nastąpiło w dniu wyborów prezydenckich w Austrii, drugie na kilka dni przed brytyjskim referendum. Psychologiczno-polityczne następstwa takich zabójstw są zbyt poważne, by można było wierzyć w przypadek.

Mordowanie i niszczenie na olbrzymią skalę

To nie tak, że polityka zagraniczna i wojskowa Stanów Zjednoczonych stała się nieodpowiedzialna w roku 2003. Już w latach sześćdziesiątych ultrapostępowi bracia Kennedy pokazali jak to się robi. Kiedy w wyniku załamania się systemu kolonialnego Francuzi i Belgowie próbowali uratować swoje pozycje w Afryce, #USA im to uniemożliwiły. Wysłano nawet wojska amerykańskie do Konga, by zabijały czarnych i białych chrześcijan, broniących się przedtem skutecznie przed narzuceniem rządów pogan i morderców. Hasło: Katanga. W 1963 na polecenie Białego Domu został obalony i zamordowany skutecznie broniący kraju przed komunistyczną, ludobójczą partyzantką autorytarny przywódca południowowietnamski Ngo Dinh Diem.

Reklamy

Brudna polityka na tym pierwszym kierunku miała uniemożliwić państwom zachodnioeuropejskim obronę rezerw surowców i baz zamorskich, pozwalających im zachować jakąś niezależność od wuja Sama. Na drugim wytworzyć warunki do zrobienia z Indochin jednego wielkiego poligonu dla amerykańskich sił powietrznych. Oba kraje zostały zniszczone gorzej niż Niemcy i Japonia w wyniku drugiej wojny światowej.

O co chodzi tym razem?

Logicznie rzecz biorąc destabilizacja połowy Bliskiego Wschodu miała doprowadzić do kryzysu migracyjnego i zamętu w Europie. Zabójstwo posłanki Cox mówi o tym, że stoi za tym bezwzględna, ale rozumna polityka. Jak już pisałem, amerykańskie elity pieniądza i władzy są w kropce. Jednym z głównych wyzwań będzie pozyskanie jak największych strumieni napływu dobrze wykształconej, pracowitej, zdyscyplinowanej ludności mówiącej po angielsku. Temu celowi posłuży dalsza ucieczka Brytyjczyków z własnego kraju.

Odnośnie reszty konieczne będzie doprowadzenie do dotkliwego zamętu i umiarkowanie dużego przelewu krwi. Dokona tego z jednej strony Państwo Islamskie, a z drugiej wciągnięcie państw Europy Wschodniej w wojnę hybrydową z Rosją. #Wielka polityka od wieków nie zna litości dla słabych i naiwnych.

#Wielka Brytania