Nie tylko żyjący, ale również zmarli masowo oddali głosy na ostatnią nadzieję partii gwarantujących dalsze trwanie demokracji – emerytowanego profesora ekonomii. Złośliwi dodadzą, że chodziło tu o gwarancję dalszego trwania multi kulti musli. Nie będą też głosić tego bezpodstawnie. W czasie kampanii przed drugą turą nastąpił również nadzwyczajny zanik pamięci profesora van der Bellena. Podczas bezpośredniej debaty telewizyjnej ze swoim kontrkandydatem twierdził, że nie zna rapera Nazara. Chcąc odświeżyć mu pamięć doktor Hofer okazał przed kamerami to pamiątkowe nagranie:

Gdyby ktoś jeszcze miał wątpliwości na ten temat to rozwiał je sam Nazar, występując podczas kampanii wyborczej z gorącym poparciem dla profesora-emeryta.

Reklamy
Reklamy

Oznajmił przy tej sposobności, że chodzi o to, by „uratować dla nas Austrię”:

W pewnym mieście głosowało prawie 150 procent uprawnionych

W Waidhofen (kraj związkowy Dolna Austria, ponad 11 tysięcy mieszkańców) oddało głosy 146,9 uprawnionych. Tę liczbę podało w swoim biuletynie wyborczym ministerstwo spraw wewnętrznych. Jako pierwszy podał o tym dziennik „Krone”, który w ten sposób po raz drugi w ciągu kilku dni publikuje równie sensacyjne co przerażające doniesienie. W tej chwili w Austrii miliony ludzi usiłują sprawdzić tę wiadomość na serwerze państwowego komitetu wyborczego. Pojawiło się mnóstwo kopii zrzutów monitora z tą liczbą, podaną w biuletynie tegoż komitetu.

Tu uwaga; w Austrii nie ma osobnej komisji wyborczej z jakimiś, przynajmniej teoretycznymi gwarancjami niezależności od rządu i prezydenta oraz partii politycznych.

Reklamy

Państwowy komitet wyborczy jest powoływany w ramach owego ministerstwa. To jeden z „wynalazków” słynnego cesarza Franciszka Józefa, który w nowatorski sposób łączył silne uprawnienia monarchy z radykalną jak na jego czasy demokracją. W Drugiej Republice Austriackiej podtrzymano jego pomysły, a cel tego był oczywisty. Mianowicie utrwalenie władzy dwóch partii: socjalistycznej i ludowej.

Trzy dalsze niezwykłe fakty, wskazujące na możliwość sfałszowania tych wyborów

Urzędnicy ministerstwa spraw wewnętrznych twierdzą, że nawet jeśli doszło do nadużyć w Waidhofen, nie mogło to wpłynąć na końcowy wynik tych wyborów. Nie jest łatwo w to uwierzyć, jeśli wziąć pod uwagę, że van der Bellen wygrywa przewagą ułamka procenta oddanych głosów uznanych za ważne. Jeszcze większe wątpliwości nasuwają się odnośnie głosów oddanych korespondencyjnie, które, jak już o tym donosiłem, przeważyły szale w kierunku niekorzystnym dla kandydata Partii Wolności.

Roztrząsa to w tej chwili już dziesięć wielkich gazet austriackich.

Reklamy

Wskazuje się, że 70 procent głosujących spośród tych, którzy otrzymali pisemne potwierdzenie prawa do głosowania, rzeczywiście oddało głos tą drogą. Jest to absolutny rekord w tej kategorii wyborców we wszystkich głosowaniach powszechnych od czasu drugiej wojny światowej. Jednocześnie, mimo bardzo dobrej, zachęcającej do spacerów pogody w całej Austrii, a także wyjątkowo gorącej kampanii wyborczej, przy urnach zjawiło się tylko 53 procent uprawnionych.

Już w sobotę pojawiły się wiadomości o wyjątkowo dużej liczbie wydanych kart do głosowania

Zaniepokojenie tym faktem wyraził wtedy przywódca Austriackiej Partii Wolności Heinz-Christian Strache. Nie bez powodu, ponieważ prawidłowo wypełnione kartki od tzw. martwych dusz, tzn. wyborców faktycznie nie mogących głosować, a znajdujących się jeszcze na listach wyborców, to jedyny technicznie wykonalny sposób fałszowania głosów. Oczywiście komisja wyborcza dokonująca tej zbrodni musi składać się z „samych swoich”, mieć dokładne rozeznanie kto już „nie kontaktuje”, kto niedawno zmarł itd. Wskazuje to na personel domów starców. #wybory prezydenckie