"Premier Czech mówił mi, że nawet bliższe relacje w ramach Grupy Wyszehradzkiej budzą zaniepokojenie jednego z naszych sąsiadów. Chodziło mu oczywiście o Berlin. Skoro tak, to tym bardziej Międzymorze będzie kłuło w niemieckie, czy francuskie oczy, bo stanowić będzie przeciwwagę dla wpływów największych państw UE" – mówi Ryszard Czarnecki, Wiceprzewodniczący Parlamentu Europejskiego, eurodeputowany Prawa i Sprawiedliwości.

Paweł Mazur: Sądzi Pan, że obecnie otwiera się szansa na nawiązanie bliższej współpracy pomiędzy państwami Europy Środkowej? Które kraje mogą być zainteresowane przystąpieniem do tak rozumianego Międzymorza?

Ryszard Czarnecki: Unikałbym określeń typu „przystąpienie” czy „wstąpienie”, bo to oznaczałoby, iż chcemy sformalizować ten blok.

Reklamy
Reklamy

Tymczasem nie jest to wskazane ze względów oczywistych: po pierwsze istnieje już szereg formalnych struktur typu Inicjatywa Środkowoeuropejska (IŚE) czy ‒ w mniejszym wymiarze ‒ Grupa Wyszehradzka, a po drugie nie jest powiedziane, że państwa, które chcą pracować w ramach szerszego bloku państw „nowej Unii” oraz kraje dawnego ZSRS chciałyby to formalizować. Są jednak wspólne mianowniki, które łączą, lub mogą łączyć, kraje Międzymorza. Jednym z nich, przynajmniej dla części państw, są uzasadnione obawy przed imperialną Rosją. Drugim jest kwestia inwazji imigrantów, a trzecim kwesta obrony strefy Schengen. Kwestia uchodźców to dzisiaj sprawa, która może połączyć prawie wszystkich w ramach „nowej Unii” – oczywiście bez Malty i Cypru, bo to inna bajka geopolityczna. Choć wyraźnie widać, że najbliżej w tej kwestii współpracują i chcą współpracować kraje Grupy Wyszehradzkiej oraz Rumunia.

Reklamy

Czy możliwe jest zawiązanie trwałego sojuszu, a nie jedynie doraźnej koalicji na potrzebę walki o strefę Schengen, czy odparcia kwot przydziału uchodźców?

W polityce międzynarodowej, w kategoriach „długiego trwania”, Gregg Braden twierdził, że nie ma czegoś takiego jak „trwałe sojusze”. Natomiast można założyć, że nawet, jeśli Rosja będzie słabnąć ekonomicznie – a tak się dzieje – to i tak będzie wzbudzać lęk swoją zaborczością polityczną, czy gospodarczą. Dlatego sojusz taki mógłby być dłuższy niż tylko doraźny. Także zresztą w kontekście imigrantów. Choć oczywiście poszczególne państwa będą się weń angażować z mniejszym, lub większym zapałem, zależnie od siły lobby rosyjskiego z jednej strony, a niemieckiego z drugiej.

Profesor Władysław Bartoszewski stwierdził przed laty, że Polska jest „brzydką panną bez posagu”, toteż w polityce europejskiej „nie powinna być nadto wybredna”. Czy można powiedzieć, że projekt Międzymorza stoi w kontrze do tej opinii?

To idiotyczne stwierdzenie śp.

Reklamy

Władysława Bartoszewskiego – kompletnie nieadekwatne do potencjalnej roli blisko czterdziestomilionowego narodu w środku Europy i jednego z sześciu największych krajów UE. Oczywiście koncept Międzymorza, lub nawet innych mniejszych układów regionalnych, stoi w diametralnej sprzeczności z tym publicystycznym bełkotem popełnionym przez doradcę Donalda Tuska.

Jakiej reakcji należałoby się spodziewać ze strony Francji i Niemiec, gdyby Międzymorze stało się faktem?

Jasnym jest, że nie może spodobać się to ani Berlinowi, ani Paryżowi, ani też Brukseli. Pamiętam jak niegdyś w tejże Brukseli premier Czech mówił mi, że nawet bliższe relacje w ramach Grupy Wyszehradzkiej budzą zaniepokojenie jednego z naszych sąsiadów. Chodziło mu oczywiście o Berlin. Skoro tak, to tym bardziej Międzymorze będzie kłuło niemieckie, czy francuskie oczy, bo stanowić będzie przeciwwagę dla wpływów największych państw UE. W gruncie rzeczy Niemcy wobec mniejszych krajów członkowskich stosują metodę… Rosji, która przez lata robiła wszystko, aby prowadzić bilateralne rozmowy z poszczególnymi krajami UE, a nie z całą Unią. Zapewne gdyby Międzymorze stało się faktem – choćby jako silniejsza współpraca Polski z krajami bałtyckimi oraz mandat do negocjowania w imieniu innych państw – to Nord Stream, ani jego kolejne „nitki” nie byłyby możliwe do urzeczywistnienia. #Unia Europejska #Europa Wschodnia #polityka zagraniczna