Na granicy Azerbejdżanu z Iranem użyto broni przeciw grupie nielegalnych imigrantów, usiłujących przekroczyć granicę. Postrzelono pięć osób, z których dwie zmarły. Pozostali porzucili zamiar nielegalnego przekroczenia tej granicy i (prawdopodobnie) wytyczenia nowego korytarza imigracyjnego. Z kolei na granicy grecko-macedońskiej w namiotach tuż przy torach kolejowych koczują tysiące nielegalnych imigrantów, a niektórzy usiłują wpław forsować rzekę Hamilo.

Sytuacja w Europie staje się napięta do granic możliwości. Imigranci nie zamierzają odpuścić, a zwykli mieszkańcy w obliczu niezrozumiałej bierności władz, zaczynają się samodzielnie organizować w celu samoobrony.

Reklamy
Reklamy

Groźba wybuchu epidemii

Koczowisko na granicy grecko-macedońskiej zdaje się rosnąć z godziny na godzinę i to pomimo zamknięcia szlaku bałkańskiego. Codziennie przybywają nowi uciekinierzy. Nieopodal rozłożono “namioty socjalne”, w których imigranci mogą między innymi liczyć na posiłek, wodę do picia i pomoc medyczną. Ci jednak w desperacji - szturmem zdobywają żywność wprost z ciężarówek zaopatrzeniowych.

W związku z załamaniem pogody, okolica zamieniła się w zimne, błotniste bajoro. Chorują dorośli, ale w najgorszym stanie są przebywające tu dzieci. Najmłodszym zapewniono już leczenie w warunkach szpitalnych, jednak wszyscy powyżej 8 roku życia musieli zostać w obozie. Lekarze alarmują, że może tu dojść do wybuchu epidemii.

Niektórzy imigranci decydują się na ryzykowną przeprawę przez rzekę Hamilo.

Reklamy

Około 300 metrów od jej drugiego brzegu leży granica Macedonii. Imigranci utworzyli łańcuch, trzymając się za ręce wzdłuż brodu, co znacznie poprawiło bezpieczeństwo przeprawy, a Grecy nie czynią im żadnych przeszkód. Mimo tego przynajmniej trzy osoby (w tym jedno dziecko) straciły życie w wodach Hamilo.

Szantaż emocjonalny

Nielegalni imigranci nie kryją niezadowolenia z powodu zamkniętej granicy macedońskiej. W swoich krzykliwych roszczeniach wpuszczenia ich do Macedonii w celu kontynuowania pochodu przez kontynent - aż do wybranych przez siebie krajów docelowych, zaczynają oni przekraczać granice dobrego smaku.

Od kilku dni obserwujemy małe dzieci, układane wprost na torach kolejowych. Bezwzględnie dążąc do celu, imigranci nie wahają się narazić życia własnych dzieci, którym w rączki wkładają wykonane naprędce transparenty “Otwórzcie granicę”, “Brak szacunku dla ludzi urodzonych w innych częściach świata to rasizm” i inne.

Bułgarski łowca

Dinko Valev to Bułgar, który “dla sportu” zajmuje się tropieniem, wyłapywaniem i przekazywaniem w ręce władz nielegalnych imigrantów.

Reklamy

Powołany przez niego patrol obywatelski dysponuje psami tropiącymi oraz dwoma pojazdami opancerzonymi, wykorzystywanymi do patrolowania okolic przygranicznych z Turcją, w pobliżu miasta Jamboł. Jego działalność zyskuje coraz większą sympatię i zwolenników, a władze po prostu mu nie przeszkadzają. Zwracają się jedynie o zgłoszenia w przypadku dokonywania przez obywatelskie patrole czynów niezgodnych z prawem.

Sprawą szybko zainteresowała się Helsińska Fundacja Praw Człowieka. W wydanym oświadczeniu przedstawia ona Dinko Valeva jako kryminalistę, którego ofiarami są imigranci.

Z kolei bułgarskie społeczeństwo z niekłamanym oburzeniem przyjęło oświadczenie Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka. Wyrażano słowa poparcia dla Dinko argumentując, że państwo powinno przede wszystkim dbać o Bułgarów. Domagano się nawet osadzenia w więzieniach członków HFPC jako bułgarofobów oraz oficjalnego dofinansowania działalności patroli obywatelskich. Bułgarzy nie widzą powodu, aby dawać się bezkarnie bić, okradać i gwałcić przez nielegalnych imigrantów.

Źródła: ndie.pl, prostozmostunet.pl, onet.pl

Kopiowanie i wykorzystywanie treści opublikowanych na stronie blastingnews.com bez pisemnej zgody Blasting Sagl zabronione. #Unia Europejska #imigracja #kryzys uchodźczy