Jeśli słowa szefa jednego z najważniejszych w Niemczech landów potwierdzą się i #Angela Merkel faktycznie koryguje swoją politykę imigracyjną, byłaby to w sferze europejskiej polityki najważniejsza zmiana od kilku miesięcy. W wywiadzie, udzielonym tygodnikowi Bild Seehofer stwierdził, że Merkel faktycznie zmienia swoje nastawienie w kwestii kryzysu uchodźczego, choć niespecjalnie chce się przyznać do tego, że jej poprzednia polityka wobec nielegalnych imigrantów była pomyłką.

Odejście Niemiec od bezwarunkowego przyjmowania wszystkich imigrantów bez żadnych limitów faktycznie ma miejsce - widać to chociażby przy okazji negocjacji Unii Europejskiej z Turcją.

Reklamy
Reklamy

Negocjacje te, poprzedzające właściwe negocjacje akcesyjne, dotyczą właśnie problemu nielegalnych imigrantów z Syrii i Iraku, którzy przez terytorium Turcji przenikają do krajów Wspólnoty. Pytanie tylko, czy ta zmiana polityki to tylko chwilowa odpowiedź na coraz większe oburzenie społeczne, czy realna zmiana, powodowana przykrymi dla Niemców konsekwencjami otwarcia się na imigrantów.

Czy Merkel faktycznie uświadomiła sobie swój błąd?

Premier Bawarii krytykował działania Merkel niemal od samego początku kryzysu imigracyjnego. Domagał się większej szczelności niemieckich granic i negował unijne założenia w kwestii rozdziału nielegalnych imigrantów wśród krajów członkowskich Wspólnoty. Żądał również wprowadzenia limitu uchodźców, którzy mogą zostać przyjęci przez #Niemcy. Ostatecznie prawdopodobnie wyszło chyba na jego.

Reklamy

Niemcy nie reagują już tak chętnie na to, co dzieje się na granicy Macedonii i Grecji, gdzie dziesiątki tysięcy nielegalnych imigrantów usiłuje przedostać się na zachód Europy. Szacuje się również, że do Niemiec przybędzie w tym roku około 200 tysięcy uchodźców, podczas gdy jeszcze niedawno mówiło się o ponad milionie nowych przybyszów z Azji i Afryki.

Jeszcze niedawno Merkel twierdziła, że problem nielegalnych uchodźców nie jest problemem wyłącznie Niemiec i należy go rozwiązać dzięki wspólnym wysiłkom wszystkich krajów UE i Turcji. Plany niemieckiej kanclerz spaliły jednak na panewce - nie spodziewała się ona tak silnego sprzeciwu niektórych członków UE, w tym przede wszystkim krajów Grupy Wyszehradzkiej. Powoli traciła ona poparcie nawet swoich najzagorzalszych sprzymierzeńców politycznych. Unia Europejska nie wypracowała jednej, skutecznej metody walki z niekontrolowanym napływem imigrantów, a niektórzy polityczni obserwatorzy i dziennikarze mówili nawet o wielkim europejskim kryzysie.

Reklamy

Jeśli natomiast potwierdzą się słowa Seehofera, kryzys imigracyjny nie powinien już tak szybko się rozrastać. Nadal pozostanie problem uchodźców, którzy już są obecnie w europejskich krajach, można jednak będzie mówić o pewnym sukcesie, jeśli napływ nowych imigrantów zostanie skutecznie ograniczony.

Niemcy korzystają obecnie z działań, podjętych przez Austrię, Bułgarię i Macedonię. Same póki co nie przyłożyły specjalnie ręki do ograniczenia napływu nielegalnych imigrantów, widać jednak, że niemieckim decydentom otworzyły się na pewne kwestie oczy. Zauważa to również Seehofer, w ocenie którego dla kanclerz Merkel nie ma obecnie alternatywy i nie ma nic przeciwko, aby rządziła ona nadal Niemcami. Musi jednakże zmienić swoją politykę imigracyjną, która okazała się niewypałem i społecznym problemem dla obywateli niemieckich.

Inżynierowie i dentyści z Afryki nie napędzą niemieckiej gospodarki

Niemcy potrzebują taniej siły roboczej. Niemiecka gospodarka rozpaczliwie potrzebuje nowej krwi. Tą krwią mieli być imigranci. Okazało się jednak, że 95 % z nich nie jest w stanie wykonywać nawet najprostszych prac, nie ma zatem mowy o tym, aby napędzali oni niemieckie przedsiębiorstwa i w konsekwencji niemiecką gospodarkę. Jest dokładnie odwrotnie - dla niemieckiego budżetu nielegalni imigranci stali się poważnym wydatkiem.

Sam Seehofer nie jest przeciwny Angeli Merkel. Krytykuje ją jedynie za politykę imigracyjną, a ta jak widać, powoli zaczyna się zmieniać.

źródło: forsal.pl #kryzys uchodźczy