Co prawda obecna pozycja polityczna niemieckiej kanclerz jest niezagrożona, to nie może ona jednak spać spokojnie. Polityka Merkel w kwestii nielegalnych imigrantów wywołała - poza ogromnym kryzysem uchodźczym w Europie - prawdziwą polityczną wojnę. CDU, macierzyste ugrupowanie Merkel, nie cieszy się już tak ogromnym poparciem, a sama kanclerz traci powoli swoje zaplecze polityczne. Jeśli Merkel nie zmieni swojej polityki i nie skończy ze swym zaślepieniem, na powtórzenie sukcesu wyborczego w wyborach na stanowisko kanclerza nie ma raczej co liczyć.

A póki co czeka ją prawdziwy test. Już w najbliższą niedzielę w trzech niemieckich landach odbędą się wybory do parlamentów lokalnych.

Reklamy
Reklamy

CDU może te wybory przegrać, tym bardziej, że na czarnego konia na niemieckiej scenie politycznej wyrasta powoli prawicowa partia Alternatywa dla Niemiec (AfD).

Merkel traci poparcie i wpływy

Wybory do parlamentów lokalnych odbędą się w Badenii-Wirtembergii, Nadrenii-Palatynatu oraz w Saksonii-Anhaltu. Te trzy landy liczą niemal 17 mln mieszkańców, stanowią jedną piątą łącznej ilości mieszkańców Niemiec. Będą to zatem ważne wybory. To pierwsze tak ważne wybory od trzeciego kwartału ubiegłego roku, kiedy to na ogromną skalę wybuchł w Niemczech (i na terenie całej UE) kryzys imigracyjny, który jak mało co ostatnio podzielił #Niemcy i Niemców. Obywatele tego kraju mają zatem pierwszą tak poważną okazję, aby za pomocą swojego głosu wyrazić pośrednio poparcie (albo jego brak) dla polityki imigracyjnej Merkel.

Reklamy

Ona sama nie zamierza w najbliższym czasie korygować swojej polityki i ograniczać napływu nielegalnych imigrantów do Niemiec. Co więcej, za pomocą swoich ogromnych wpływów w UE Merkel próbuje odpowiedzialność za swoje pochopne decyzje zrzucić na kraje ościenne, w tym na kraje Grupy Wyszehradzkiej (Polskę, Czechy, Słowację i Węgry).

W ubiegłym roku, w ciągu zaledwie kilku miesięcy, przybyło do Niemiec 1.2 mln nielegalnych imigrantów z Północnej Afryki i Bliskiego Wschodu. Dla niemieckiego społeczeństwa to był szok, a jego kulminacja nastąpiła w pamiętną sylwestrową noc. Setki brutalnych ataków na kobiety i białych mężczyzn, ogromna liczba prób gwałtu (i kilka potwierdzonych przypadków dokonań), zmowa milczenia niemieckich mediów i policji. Tego niektórzy Niemcy Merkel nie wybaczą. A tego, że to na niej osobiście spoczywa odpowiedzialność za imigrancki kryzys w Europie, nie trzeba chyba nikomu uświadamiać.

4 września 2015 roku Merkel podjęła z nikim nie konsultowaną decyzję o udzieleniu w Niemczech schronienia imigrantom, którzy koczowali na dworcu w Budapeszcie.

Reklamy

Od tego czasu Europę zalewa imigracyjna, niekontrolowana fala, której końca póki co nie widać. W obecnym roku napływ nielegalnych imigrantów może być nawet jeszcze większy, niż w ubiegłym. Czym to się skończy? Nie wiadomo. Od pewnego czasu mówi się o zawieszeniu strefy Schengen czy zamknięciu południowych granic Unii. Do tego dochodzi jeszcze bezczelny turecki szantaż. Turcja, planująca akces do struktur UE, domaga się od Wspólnoty coraz większych środków finansowych, grożąc przerzuceniem na teren Unii nielegalnych imigrantów z Syrii i Iraku.

Traci Merkel, zyskuje skrajna prawica

W obecnej sytuacji politycznej i społecznej w Niemczech do głosu dochodzą coraz bardziej radykalne ugrupowania polityczne. W siłę rośnie AfD, otwarcie krytykująca Merkel za bezsensowną i nieodpowiedzialną politykę imigracyjną. AfD domaga się zamknięcia niemieckich granic dla uchodźców i deportowania wszystkich, którzy na terenie Niemiec dopuścili się przestępstw. A tych jest wcale nie mało. Niemcy boją się wychodzić z domu, poprawność polityczna nakazuje im bowiem nie obronę życia i zdrowia, ale "nadstawianie drugiego policzka". AfD ma w niedzielnych wyborach szansę na naprawdę dobry wynik. Obecnie staje się już powoli trzecią siłą polityczną w Niemczech. Aż trudno w to uwierzyć, partia ta jeszcze trzy lata temu w ogóle nawet nie istniała. Merkel ma zatem czego się bać i nad czym się zastanawiać.

źródło: stefczyk.info #Angela Merkel #kryzys uchodźczy