Coraz więcej samorządów lokalnych z pasa przy granicy z Niemcami zaczyna mieć problemy z nielegalnymi imigrantami, którzy przedostają się do przygranicznych polskich miejscowości korzystając z dobrodziejstw Schengen. W niektórych z nich powołano już nawet specjalne patrole, które mają zagwarantować natychmiastowe informowanie właściwych służb w przypadku, gdyby imigranci zaczęli dopuszczać się zachowań, podobnych jak np. w Kolonii. Zagrożenie jest realne, przedostający się do Polski nielegalni imigranci przebywają całkiem blisko naszych granic, w obozie dla uchodźców niedaleko Frankfurtu. W dwóch gminach - Łęknicy i Słubicach - doszło już nawet do pierwszych ekscesów, powodowanych przez kilkuosobowe grupy "mężczyzn o ciemniejszej karnacji".

Reklamy
Reklamy

Czy Polsce grozi niemiecki scenariusz i problemy z imigrantami? Póki co wydaje się być odległy, niemniej władze samorządowe przy niemieckiej granicy wolą trzymać rękę na pulsie.

Imigranci nie będą tu czuć się bezkarnie

Póki co ekscesy z udziałem nielegalnych imigrantów w Polsce polegają głownie na hałaśliwym zachowaniu, zaczepianiu przechodniów na polskich ulicach i placach targowych czy niewybrednych odzywkach w stosunku do kobiet. Gdyby jednak zachowania te miały przyjąć bardziej niebezpieczny charakter, nielegalni imigranci nie mogą tu liczyć na pobłażliwość, z jaką traktuje się ich wybryki w Niemczech czy krajach skandynawskich. Polityka multikulti i poprawność polityczna nie dotknęły jeszcze polskiego społeczeństwa w takim stopniu, jak chociażby naszych zachodnich sąsiadów.

Reklamy

Nastroje wśród Polaków są wyważone - imigranci nam nie przeszkadzają, ale niech tylko spróbują zachowywać się np. tak, jak w sylwestrową noc w Kolonii, spotka ich za to surowa kara.

Polskie społeczeństwo jest bardziej hermetyczne niż niemieckie. Poza znikomym procentem mieszkających u nas obcokrajowców, jesteśmy raczej jednolici etnicznie. Mężczyzna "o ciemniejszej karnacji" raczej nie ma co liczyć na to, że schowa się w tłumie. Gdyby zatem próbował zachowywać się niewłaściwie, szybkiego schwytania i odpowiedzialności raczej nie uniknie.

To, że póki co nie mamy z nielegalnymi imigrantami problemów nie oznacza, że problemy te prędzej czy później Polaków nie dotkną. Właściwe służby cały czas monitorują sytuację, a samo społeczeństwo jest szczególnie wyczulone. Oczywiście nie brak u nas entuzjastów masowego przyjmowania nielegalnych imigrantów, niemniej póki co są oni w mniejszości. Polacy zresztą wiedzą już, czym kończy się zbytnia pobłażliwość - brutalnymi atakami na ulicach, masakrowaniem niewinnych osób (w szczególności kobiet) czy niszczeniem mienia.

Reklamy

Palenie samochodów, rzucanie koszy czy nocne rajdy imigrantów w kilkudziesięcioosobowych grupach nie mają u nas miejsca, niemniej nie można tego wykluczyć całkowicie, wszak do Polski przedostać się mogą bez większych problemów.

Specjalnie powołane patrole piesze monitorują graniczne mosty i drogi. Poza drobnymi incydentami póki co mamy spokój. Imigranci przybywają do nas głównie w celach zakupowych - niemieckie zasiłki i niskie polskie ceny pozwalają im sporo zaoszczędzić na zakupach u nas. Do Polski przyciąga ich również ciekawość.

Na siłę imigrantów nam nie wcisną

Krytyka Polski na arenie międzynarodowej, napędzana przez niektórych unijnych dygnitarzy, oczywiście trwa nadal. Nie wydaje się jednak, aby rząd Beaty Szydło jakoś specjalnie się tym przejmował. Nasze twarde stanowisko zdecydowanie popierają mieszkańcy pozostałych państw Grupy Wyszehradzkiej i - co ciekawe - coraz większa liczba mieszkańców Niemiec czy Francji. Niektórzy obywatele wymienionych krajów uważają już swe ojczyzny za stracone, nie wierzą już zapewnieniom polityków, a nielegalnych imigrantów mają zwyczajnie dość. Nie dziwi zatem coraz większa ich liczba, tęsknie spoglądająca na polski "święty spokój".

Kompletnie nic z unijnego oburzenia nie robią sobie za to zwykli Polacy. Dla nich najważniejsze jest bezpieczeństwo swoje i najbliższych. I żaden eurodecydent tego nie zmieni.

źródło: forsal.pl #policja #imigracja #kryzys uchodźczy