Serwis Sputnik przeprowadził wywiad z właścicielką baru Charly, Karin Siebrecht-Janisch. Według jej relacji, goście baru, a zwłaszcza kobiety, były wielokrotnie nękane przez imigrantów. Nie miała więc wyjścia i zakazała im wstępu.

Imigranci nękali kobiety

"Uchodźcy zaczęli pojawiać się w moim lokalu w listopadzie, a wielu z nich zaczęło przeszkadzać kobietom przebywającym w lokalu - imigranci dotykali je, obłapiali, patrzyli pożądliwie, śledzili je w drodze do toalety, bądź wychodzili za nimi na ulicę" - wyjaśnia właścicielka lokalu. Według niej, sytuacja pogorszyła się na początku roku, gdy imigranci zaczęli nękać również jej pracowników.

Reklamy
Reklamy

Kobieta złożyła skargę do władz miasta i napisała list do burmistrza miasteczka Bad Ischl, ale jej apele zostały zignorowane. Musiała więc działać na własną rękę. "Cała sytuacja nie była traktowana poważnie, a urzędnicy po prostu się uśmiechali. Jedyne, co usłyszeliśmy od nich, to: 'Nie możemy sobie wyobrazić czegoś takiego" - dodaje Siebrecht-Janisch. Natomiast od swoich stałych klientów właścicielka baru usłyszała, że nie będą mogli więcej przychodzić do jej lokalu, ponieważ stał się on miejscem dla uchodźców. "To są moje dochody. W ten sposób się utrzymuję. Chcę też chronić moich gości i pracowników" - wyjaśnia właścicielka baru, która zakazała do niego wstępu imigrantom.

Porównania do nazistowskiego reżimu

Wcześniej właścicielka baru była mocno krytykowana za stwierdzenie "Jesteśmy znów wolni od uchodźców", które zamieściła na Twitterze.

Reklamy

Internauci zalali ją falą krytyki i porównywali to sformułowanie do reżimu nazistowskiego i jego hasła "wolność od Żydów". Kobieta przyznała, że może użyła niewłaściwych słów, ale zapewniła, że nie znaczą one tego, o co jest oskarżana. "Wydźwięk nie był najlepszy. Jednak nie miałam na myśli nic złego, gdy to pisałam" - stwierdza właścicielka lokalu. Siebrecht-Janisch uważa, że jest wiele lokali, które będą postępować dokładnie w ten sam sposób, a większość ludzi popiera jej ruch. "Jestem po prostu pierwsza i na razie jedyna, która otworzyła usta" - powiedziała. Dodała, że większość ludzi ją popiera, ale boją się cokolwiek powiedzieć. "Szczerze mówiąc, żyję w kraju, w którym nie chcę wyrazić swojej opinii. Nie chcę nikogo osądzać ani potępiać, ale na pewno jest wiele osób, które podzielają mój punkt widzenia. Jako obywatel Austrii czuję się dyskryminowana we własnym kraju" - zakończyła swoją wypowiedź właścicielka lokalu.

Źródło: sputniknews.com

Kopiowanie i wykorzystywanie treści opublikowanych na stronie blastingnews.com bez pisemnej zgody Blasting Sagl zabronione. #imigracja #kryzys uchodźczy