W sylwestrową noc doszło na ulicach Kolonii i kilku innych niemieckich miast do ataków zorganizowanych grup nielegalnych imigrantów na niemieckie kobiety. Tylko dotychczas na policję zgłosiło się 138 pokrzywdzonych kobiet, które miały stać się ofiarami kradzieży, pobicia czy prób gwałtów (w tym jednego potwierdzonego już przypadku). Niemiecka telewizja i pozostałe media o zdarzeniach tych nie informowały, stosując się do niezrozumiałej dla większości społeczeństwa niemieckiego poprawności politycznej. Dopiero w dniu dzisiejszym, kiedy informacje o tych zdarzeniach obiegły już niemal cały świat, a w popularnych serwisach internetowych można zobaczyć dziesiątki filmów i relacji z ulic Kolonii czy Hamburga, władze niemieckiej telewizji wystosowały specjalne oświadczenie w formie przeprosin.

Reklamy
Reklamy

Dramat niemieckich kobiet trwa, ale ponoć same sobie winne

Tak przynajmniej myślą niektórzy niemieccy politycy. Niewiarygodne wręcz wydaje się to, co po atakach w Kolonii powiedziała burmistrz tego miasta Henriette Reker. W jej ocenie winne ataków są same kobiety, które swoim strojem czy zachowaniem prowokują nielegalnych imigrantów do gwałtów czy pobicia. Zaleciła też, aby w stosunku do imigrantów kobiety zachowywały się mniej prowokująco, a najlepiej trzymały od nich z daleka. Szczególnie w czasie nadchodzącego karnawału kobiety mają zachowywać się tak, aby lepiej chronić się przed atakami.

To jakieś kuriozum - winne prób gwałtów i brutalnych pobić są niemieckie kobiety. W ocenie niemieckich polityków nie wolno winą za nie obarczać nielegalnych imigrantów z Afryki, choć na nagraniach ze zdarzeń wyraźnie widać, że napaści dokonują osoby o ciemnej karnacji skóry.

Reklamy

Kiedy nagrania już zostały ujawnione i mogła z nimi zapoznać się opinia publiczna, niemieccy decydenci zmienili nagle zdanie twierdząc, że to nie imigranci, ale mieszkający już od wielu lat na terenie Niemiec obcokrajowcy.

Zalecenia pani burmistrz są proste: należy zachować pewien dystans, większy niż długość ramienia. Nie szukać bliskości z obcymi i z ludźmi, do których nie mamy zaufania. Trzymać się w grupie, nie być w wesołym nastroju. Ta wypowiedź robi obecnie w Niemczech furorę. Pani burmistrz wytyka się, że pomimo faktu, że sama niegdyś padła ofiarą ataku nożownika z Afryki, nadal usiłuje udawać, że problemu brutalności i bezkarności imigrantów nie widzi. Wytyka się jej, że niemieckie kobiety były ofiarami tych ataków, a nie sprawczyniami. Reker wydaje się być głucha na takie argumenty i konsekwentnie odmawia przyjęcia do wiadomości tego, że za atakami stoją nielegalni imigranci z Afryki.

Niemiecki śmiech przez łzy

Powszechna krytyka nie spada jedynie na niemieckich polityków. Ogromne wzburzenie społeczne budzą działania niemieckiej Policji (a raczej brak jakichkolwiek działań).

Reklamy

Ogromne jest wśród Niemców oczekiwanie, że sprawcy tych okrutnych ataków zostaną złapani i wydaleni z Niemiec. Od wydarzeń tych odcinają się szefowie rządu kanclerz Merkel, którzy winę za ataki przerzucają na włodarzy miast i szefów służb.

Póki co zidentyfikowano trzech sprawców. Nie zostali oni jeszcze zatrzymani, a i to tylko kropla w morzu. W atakach na niemieckie kobiety brało udział ponad tysiąc nielegalnych imigrantów, którzy przemieszczając się po ulicach miast w grupach kilkudziesięcioosobowych atakowali przypadkowe osoby, okradając je, bijąc czy usiłując dokonać gwałtu.

#Niemcy z ironią zareagowali na "dobre rady" burmistrz Reker. W mediach społecznościowych powstały specjalne grupy i profile, na których uczestnicy wymyślają kolejne, kuriozalne rady dla niemieckich kobiet. Nie ma jednak z czego się śmiać. Pytanie, ile jeszcze niemieckich kobiet zapłaci krwią (albo życiem) za polityczną poprawność i niemieckie multikulti. Warto zatem wziąć sobie do serca radę burmistrz Reker - nie bądźmy w wesołym nastroju.

źródło: gazeta.pl #imigracja #kryzys uchodźczy