Podczas grudniowego zjazdu partii CDU w Karlsruhe, niemiecka kanclerz #Angela Merkel zapowiedziała wprowadzenie rozwiązań politycznych i ekonomicznych, mających na celu ograniczenie liczby nielegalnych imigrantów, przybywających masowo do Niemiec. Czas najwyższy - chciałoby się powiedzieć. Dla Niemiec i obywateli niemieckich #kryzys uchodźczy stał się prawdziwym kryzysem społecznym. Dla niemieckiego budżetu nielegalni imigranci też zdążyli już stać się poważnym obciążeniem.

Merkel od dawna otrzymywała sygnały, że dotychczasowa polityka "otwartych drzwi" nie sprawdza się. Brak jakichkolwiek limitów w kwestii przyjmowania nielegalnych imigrantów z Afryki i Bliskiego Wschodu spowodował, że niemiecka policja i służby porządkowe straciły kontrolę.

Reklamy
Reklamy

Merkel zapowiada ograniczenie liczby imigrantów, broni jednak twardo swojego stanowiska, zgodnie z którym Niemcy pozostaną krajem otwartym na uchodźców.

Przeciętny Niemiec boi się uchodźców

Co prawda Niemcy nie mają jeszcze takich problemów z nielegalnymi imigrantami, jak Francja (masowe zamieszki, palenie samochodów i obozów dla uchodźców, napady na ciężarówki na autostradach), niemniej społeczeństwo niemieckie już odczuwa ogromną liczbę kompletnie odmiennych kulturowo i społecznie przybyszów z Afryki i Azji. Niemcy zwyczajnie się boją. Coraz częściej na ulicach niemieckich miast dochodzi do bitew ze służbami porządkowymi i policją, napadami na zwykłych obywateli itp.

W czasie zjazdu swojej partii (CDU) Merkel zapowiedziała, że liczba imigrantów napływających do Niemiec zostanie ograniczona.

Reklamy

Wprowadzone mają być mechanizmy, pozwalające na skuteczną ich identyfikację oraz na wydalanie z kraju osób podejrzanych o kontakty z ruchami ekstremistycznymi. Co z tego, skoro nawet niemiecka policja deklaruje, że jest w stanie poprawnie zidentyfikować jedynie około 10 % uchodźców i nie może dać stuprocentowej gwarancji bezpieczeństwa.

Merkel wie, co robi. Zmiana stanowiska nie jest spowodowana nagłą troską o obywateli niemieckich, ale o własną polityczną przyszłość. Opór wobec jej polityki uchodźczej narasta, a głosy sprzeciwu słyszy Merkel nawet wewnątrz swojego własnego, politycznego ugrupowania. W czasie zjazdu CDU, Merkel zaproponowała zwiększenie budżetów i nakładów na te służby i urzędy, dla których "obsługa" nielegalnych imigrantów stanowi podstawowy rodzaj działalności.

Zdaniem Angeli Merkel, kluczowe znaczenie mają i tak decyzje, podejmowane nie na szczeblach rządów poszczególnych państw, a na szczeblu unijnym. To swoiste kuriozum, wszak polityka imigracyjna Unii Europejskiej determinowana jest głównie właśnie przez Niemcy i niemiecką kanclerz.

Reklamy

Zresztą w samej UE widać pewne obozy, jakie utworzyły się w związku z kryzysem uchodźczym. Jeden obóz to głównie Niemcy i Francja, od dawna uzurpujące sobie prawo do władzy w całej UE, a drugi obóz to państwa Europy Środkowej i Wschodniej (Polska, Czechy, Słowacja, Węgry), twardo sprzeciwiające się unijnej polityce uchodźczej i przymusowemu rozmieszczaniu imigrantów w krajach Wspólnoty według systemu kwotowego.

Niepewna przyszłość polityczna Angeli Merkel

Merkel nie może już liczyć na tak ogromne poparcie, jak jeszcze przed wybuchem kryzysu uchodźczego. Co prawda nadal jest ona jednym z najpotężniejszych i najbardziej wpływowych polityków na świecie, ale nieprzemyślane działania w kwestii nielegalnych imigrantów znacznie osłabiły jej poparcie w społeczeństwie. Struktury CDU na poziomie lokalnym w niemieckich landach już od dawna sprzeciwiały się jej polityce uchodźczej. A skoro głosy krytyczne pojawiają się w mateczniku Merkel, to coś na rzeczy z pewnością musi być. Kanclerz nie może czuć się już tak silna.

Zdaniem Merkel, wszyscy uciekinierzy z krajów, w których toczy się wojna, mają prawo przyjazdu do Niemiec. Szkoda tylko, że w tym zakresie ważniejsi dla niej są przez nikogo niekontrolowani imigranci niż obywatele jej własnego kraju, którzy kryzysu uchodźczego i polityki Merkel w tym zakresie mają zwyczajnie dość.

źródło: stefczyk.info #Unia Europejska