Sytuacja w rejonie Calais od dawna była trudna, a od kilku miesięcy jest wręcz dramatyczna. Kierowcy, przewożący ładunki na trasie z Francji do Wielkiej Brytanii, opowiadają przerażające historie o hordach imigrantów, napadających na tiry, usiłujących dostać się do naczep i w ukryciu pomiędzy ładunkami przedostać do któregoś z brytyjskich miast portowych. Kierowcy, a przede wszystkim francuska policja są bezradni. Coraz częściej dochodzi do kuriozalnych sytuacji, w których kierowcy, broniąc swoich samochodów i życia przed brutalnymi atakami, karani są grzywną i broń Boże, aby w sytuacji zagrożenia nie zrobili krzywdy któremuś z imigrantów. Grozi im za to więzienie.

Reklamy
Reklamy

Nielegalni imigranci - panowie i władcy francuskich autostrad

Anna Wrona, rzecznik Zrzeszenia Międzynarodowych Przewoźników Drogowych, podkreśla coraz większą brutalizację migrantów i ich determinację, aby wszelkimi sposobami dostać się na terytorium Wielkiej Brytanii. W swym działaniu są zdolni do wszystkiego. Chcąc zatrzymać jadącą ciężarówkę, potrafią rzucić w przednią szybę ciężkim przedmiotem, co kierowcy pojazdu grozi nawet śmiercią. Na porządku dziennym jest wywlekanie kierowców z kabin, grożenie im ostrymi narzędziami i pobicia.

Problem ten nie dotyczy tylko polskich kierowców, mimo iż wykonują oni ponad 20% wszystkich #Transportów drogowych w Calais, co przekłada się na ponad 400 tysięcy przejazdów rocznie. Polskie władze wielokrotnie monitowały w tej sprawie zarówno we Francji czy Wielkiej Brytanii, jak i w organach Unii Europejskiej.

Reklamy

Póki co bezowocnie. Polska i polscy przewoźnicy nie mają praktycznie żadnych narzędzi, aby poza apelami w jakikolwiek sposób zapewnić bezpieczeństwo swoim kierowcom.

Straty materialne i finansowe, powodowane przez ataki nielegalnych imigrantów, są niewyobrażalne. Niektóre odcinki francuskich dróg już zaczynają przypominać cmentarzyska samochodów - spychane na pobocze spalone tiry, zniszczone i rozszabrowane ładunki, walające się palety. Lokalne władze i policja nie są w stanie zapewnić minimum bezpieczeństwa. Prawdopodobnie w celu zaprowadzenia porządku na drogach w rejonie Calais, zaangażowane zostanie francuskie wojsko.

Tyle, że znając życie to niewiele pomoże. Francuskie służby (jak zresztą w innych, politycznie poprawnych krajach) mają związane ręce. Radykalnych działań w stosunku do imigrantów absolutnie nie wolno im podejmować. Nielegalni imigranci o tym doskonale wiedzą, stąd ich bezczelność i pewność siebie w podejmowanych napadach i atakach.

W Calais jest gorzej niż w Rosji

Jeszcze kilka lat temu kierowcy bardziej niż jazdy do Francji obawiali się wyjazdów do byłych republik radzieckich.

Reklamy

Wyjazd do Rosji kojarzył się z drogami w fatalnym stanie, gangami przemytników oraz złodziei samochodów i naczep. Wielokrotnie zdarzały się kradzieże towarów, dochodziło do ataków na samych kierowców. Ale to, co się obecnie dzieje w okolicach Calais, przekroczyło już wszelkie wyobrażenie. A jest to jeden z ważniejszych rejonów, jeśli chodzi o europejski system transportu drogowego. Jeśli nie uda się zaprowadzić tam porządku, stracą nie tylko przewoźnicy i kierowcy, ale odbije się to na całej europejskiej gospodarce. System transportowy to niejako krwioobieg - jeśli funkcjonuje źle, źle funkcjonują powiązane z nim organy.

Niektórzy polscy kierowcy przestali się już obawiać utraty pracy i odmawiają jazdy w okolice Calais. Można to zrozumieć - nikt nie chce brać odpowiedzialności za towar o wartości kilkuset tysięcy euro w sytuacji, gdy w każdej chwili może on zostać zniszczony przez nielegalnych imigrantów. Ci z kolei, chcąc zaszantażować lokalne władze, coraz częściej dopuszczają się ataków na tiry wyłącznie w celu zniszczenia pojazdów i ładunku. Dla nich nie przedstawiają one żadnej wartości, a same ataki to kolejny argument w walce o swoje.

Póki co, wszelkie apele i błagania przewoźników pozostają bez odpowiedzi. Francuskie władze nie widzą problemu.

źródło: forsal.pl

Kopiowanie i wykorzystywanie treści wymaga pisemnej zgody Blasting Sagl.

#kryzys uchodźczy #Francja