Dziennikarze niemieckiego czasopisma "Die Welt" mówią już otwarcie, że 6 stycznia, w dniu ujawnienia informacji o serii brutalnych napadów na kobiety, do których dochodziło na ulicach Kolonii czy Hamburga, rozpoczął się przełom w polityce azylowej w Niemczech. Ten nagły optymizm wynika z zapowiedzi deportowania uchodźców, którzy na terenie Niemiec dopuszczają się przestępstw, wygłoszonej przez kanclerz Merkel. Optymizm ten nie wydaje się jednak uzasadniony. Merkel zapowiedziała co prawda rewizję swojej polityki imigracyjnej, niemniej nie dopuści do limitowania nielegalnych uchodźców, przybywających do Niemiec. Jej niewzruszone stanowisko w tej kwestii nie podoba się coraz większej liczbie niemieckich obywateli, którzy już wprost zadają pytanie, czy naprawdę polityczna poprawność zdążyła już całkowicie przesłonić zdrowy rozsądek.

Reklamy
Reklamy

Ataki na niemieckie kobiety, brutalne pobicia i kradzieże, dokonywane przez imigrantów z Bliskiego Wschodu i Afryki, pokazały dobitnie, że niemieckie władze i służby nie radzą sobie z kryzysem uchodźczym (który notabene sami w Europie wywołali). Czarę goryczy przelała informacja o tuszowaniu przez media i szefów policji tego, co działo się w ostatnim dniu grudnia na ulicach Kolonii. Jednak #Niemcy poznali prawdę i domagają się teraz od rządzących radykalnych działań.

Poparcie dla Merkel wciąż wysokie, ale słabnie z dnia na dzień

Słynąca od lat z tolerancji i gościnności Kolonia była wzorem tak promowanego obecnie multikulti. Ten obraz zmienił się diametralnie po wydarzeniach sprzed kilku dni. Grupa około tysiąca imigrantów w ciągu kilku godzin zdążyła na ulicach Kolonii popełnić kilkaset przestępstw, w tym tak poważnych, jak ciężkie pobicia czy próby gwałtu (w co najmniej dwóch przypadkach do gwałtu doszło).

Reklamy

Wydarzenia te odniosły taki skutek, że obywatele niemieccy postanowili sami zadbać o swoje bezpieczeństwo. Na ulicach wielu niemieckich miast organizowane są społeczne patrole, mające uchronić zwykłych przechodniów przed atakami imigrantów. Inicjatywę tę już zdążyli skrytykować wysocy rangą szefowie niemieckiej policji. Oburzona obywatelską inicjatywą jest również część polityków. Dla obywateli Niemiec to już jednak bez znaczenia. Ich zaufanie do polityków i niemieckich służb spadło niemal do zera. Zrozumieli, że niewydolne i skompromitowane państwo na pewno nie zapewni im bezpieczeństwa.

Politycy niemieccy zdają się zapominać, że swoje stanowiska zawdzięczają niemieckiemu społeczeństwu. Zapomina o tym chyba również kanclerz Merkel, która nie zauważa, że kierowane przez nią państwo przestało spełniać swoją podstawową rolę; zapewnienia bezpieczeństwa obywatelom. Co więcej, niektórzy politycy winą za obecną sytuację (ataki imigrantów) obarczają samych Niemców, a w szczególności niemieckie kobiety.

Reklamy

Nawet najbardziej poprawni politycznie obywatele tego kraju zaczynają zauważać niebezpieczeństwo, jakie płynie ze strony niekontrolowanego napływu imigrantów i traktowania ich "jak święte krowy". Bezkarni, bezczelni, brutalni imigranci każdego niemal dnia udowadniają, że nie liczy się dla nich ani niemieckie prawo, ani jakiekolwiek normy społeczne.

Kiedy niemieccy politycy otworzą wreszcie oczy

Jeśli niemiecka elita nie zmieni swojego dotychczasowego stanowiska i w imię poprawności politycznej nadal narażać będzie zwykłych niemieckich obywateli, wyda na siebie polityczny wyrok. Sama Merkel nie może być tak pewna poparcia, jakim jeszcze niedawno cieszyła się w społeczeństwie. Niemcy obarczają ją winą za to, co się obecnie dzieje w Europie. Merkel nadal jednak twardo broni swojego stanowiska w kwestii uchodźców. Nic dziwnego zatem, że statystyczny Niemiec z ironią i niedowierzaniem odbiera jej szumne zapowiedzi, że będzie karać agresywnych uchodźców " z całą surowością prawa".

A w 2016 roku spodziewany jest napływ do Niemiec kolejnego miliona imigrantów. Może czas na wszelki wypadek zastanowić się nad zawieszeniem traktatu z Schengen.

źródło: onet.pl, wpolityce.pl #Angela Merkel #kryzys uchodźczy