Podczas gdy uwagę społeczeństwa w Polsce przykuwa polityka PiS, działania KOD czy też kolejne pogróżki Martina Schulza pod adresem Polski, a Rosjanie porównują Polaków do islamskich terrorystów z ISIS, zza Odry płyną dość niepokojące wiadomości. Najwyraźniej naszych zachodnich sąsiadów zaczyna przerastać kwestia kryzysu uchodźców i imigrantów. Po tym, jak ponad setka imigrantów pobiła się przy wydawaniu posiłków na berlińskim lotnisku Tempelhof, niemiecka prasa donosi, że wśród wolontariuszy pracujących w ośrodkach dla uchodźcówsalafici, którzy werbują tam nowych islamskich radykałów, w przyszłości walczących w imię dżihadu i dokonujących ataków terrorystycznych.

Reklamy
Reklamy

S jak salafizm

Żeby zrozumieć istotę sprawy, warto zdać sobie sprawę, czym jest salafizm. Ten muzułmański ruch religijny i polityczny postuluje powrót do korzeni, tj. do islamu w jego istocie, w jakiej powstał za czasów Proroka Mahometa. To właśnie ten nurt  stał się przyczynkiem do islamskiego fundamentalizmu, który obecnie obserwujemy. To właśnie islamscy fundamentaliści postulują istnienie państw wyznaniowych z wykładnią prawa opartą o szariat.

Podatny grunt

Przyczynkiem do dyskusji na temat sytuacji w Niemczech stał się wywiad, który udzielił Der Tagesspiegel dyrektor Bundesamt für Verfassungsschutz (Federalny Urzęd Ochrony Konstytucji) Hans-Georg Maassen. Według niego liczba salafitów w Niemczech wzrosła w latach 2011-2015 dwukrotnie – z 3900 do 7800. Jest to tylko 0,13% z sześciomilionowej populacji muzułmanów w Niemczech.

Reklamy

Nie zmienia to jednak faktu, że dla fundamentalizmu islamskiego, reprezentowanego między innymi przez ISIS, również #Niemcy są wrogiem. Istnieje więc ryzyko, że i one staną się celem ataków terrorystycznych, tym bardziej że w opinii Maassena salafici zinfiltrowali wraz z przybyłymi uchodźcami Niemcy. Następnie przystąpili oni do pozyskiwania nowych zwolenników, zwłaszcza wśród podatnych na ich hasła młodych muzułmanów i muzułmanek. Już w październiku die Welt pisał, że w samym tylko Hamburgu istnieją trzy grupy rekrutacyjne zajmujące się organizowaniem spotkań poprzez social mediaFacebook i WhatsApp, a także rozdawanie ulotek. Gazeta ustaliła, że do tej pory z miasta do Syrii wyjechało 65 muzułmanów, w tym 13 kobiet. Z kolei Neue Westfälische podaje, że w Bielefeld młodzi radykałowie związani z grupą Milli Görus rozdawali Koran w wersji salafickiej. Grupa ta na co dzień prężnie działa w Karlstad. Póki co najbliżej granic Polski podobne zajścia miały miejsce w Bramsche-Hesepe w Dolnej Saksonii, jak podaje Neue Osnabrücker Zeitung, gdzie salafici próbowali werbować nowych członków pośród mieszkańców ośrodka dla uchodźców.

Reklamy

Cisza przed burzą

Niemieckie media są bezlitosne dla niemieckich służb bezpieczeństwa. Po zamachach w Paryżu ekspert od terroryzmu Ahmad Mansour, na łamach die Welt, tłumaczył, co popycha młodych do śmierci i zbrodni w imię Allaha. Padło również stwierdzenie, że Niemcy póki co po prostu mają szczęście. Potwierdzenie tych słów stanowi artykuł, w którym Holger Münch z Federalnego Biura Kryminalnego informuje, że należy położyć nacisk na kontrolę ewentualnych zamachowców. Gazeta podaje, że w Niemczech jest już 421 potencjalnych terrorystów, a policja federalna nie ma wystarczających sił i środków, aby wszystkich skontrolować…

Wydawać by się mogło, że zjawisko jest marginalne. Być może. Nie zmienia to jednak faktu, że wśród tych, którzy jadą  po rzekomą ochronę przez wojną i głodem, nie szanują swoich gospodarzy, a wręcz życzą im źle.

O tym, jakie podejście mają uchodźcy w kwestii zamachów terrorystycznych, dowiesz się drogi czytelniku z artykułu ‘Dziennikarze zapytali uchodźców, co myślą o zamachach w Paryżu. Odpowiedź była szokująca!’ Wydaje się, że kwestią czasu jest powtórka z Paryża w jednym z niemieckich miast…

źródło: Wikipedia, Gatestone Institute, Taggesspiegel, Welt, Neue Westfälische

Kopiowanie i wykorzystywanie treści opublikowanych na stronie blastingnews.com bez pisemnej zgody Blasting Sagl zabronione. #Islam #Terroryzm