Jeszcze do niedawna #Angela Merkel pociągała w Unii Europejskiej za wiele sznurków. Z jej opinią liczyły się praktycznie wszystkie, należące do Unii Europejskiej kraje, a prowadzenie polityki międzynarodowej bez cichej akceptacji Merkel dość często było nieskuteczne. Obecnie sytuacja się zmienia. Merkel traci parcie dla swoich wizji politycznych i to nie tylko w samych Niemczech, gdzie ma coraz mniejsze szanse na ponowne zwycięstwo w wyborach na stanowisko Kanclerza w 2017 roku. Odwracają się od niej najwierniejsi europejscy sojusznicy.

Od 12 lat Merkel jest kanclerzem. W przeszłości niezmiennie cieszyła się wysokim poparciem politycznym, urastając do rangi najpotężniejszej kobiety na świecie.

Reklamy
Reklamy

Niestety jej dominacja powoli przechodzi do przeszłości. Oczywiście samo nazwisko Merkel nadal w polityce będzie budziło respekt, niemniej pozycja niemieckiej kanclerz na arenie międzynarodowej słabnie.

Merkel nie ma co liczyć na szersze poparcie swojej polityki imigracyjnej

Tu nie chodzi już o przywódców państw Europy Środkowej i Wschodniej. Politycy tacy jak Orbán, Sobotka czy Fico, od dawna krytykowali stanowisko i działania Merkel w kwestii kryzysu uchodźczego. Na tym tle doszło nawet do wielu sporów. Premierzy Węgier, Czech i Słowacji zapowiedzieli bowiem, że nie wyrażą zgody na narzucaną przez władze Unii Europejskiej i Merkel osobiście, procedurę rozdziału nielegalnych imigrantów w krajach Wspólnoty. Doszło nawet do tego, że pro-imigranckie ruchy europejskie złożyły w Radzie Unii wniosek o zawieszenie Węgrów w prawach członka UE.

Reklamy

Merkel nie zdołała przekonać do swojej polityki większości przywódców państw europejskich. Nie ma się czemu dziwić. Z jednej strony powoli podnoszą się głosy, że czas już skończyć z dominacją Francji i Niemiec w UE, a z drugiej narastają zwykłe protesty przeciwko przymusowemu osiedlaniu nielegalnych imigrantów tam, gdzie ich po prostu nie chcą. Merkel jeszcze niedawno zapowiadała stanowczo, że Niemcy nie wprowadzą limitów przyjęcia uchodźców na swoim terytorium. Skończyło się tak, że traci ona przez to poparcie nawet swoich największych zwolenników, którzy kryzysem uchodźczym są już zwyczajnie zmęczeni.

W działaniach Merkel widać frustrację, spowodowaną brakiem solidarności ze strony Europy Środkowej i Wschodniej. A to dopiero początek. Nie może ona już tak ślepo liczyć na poparcie swoich największych sojuszników, w tym przede wszystkim Francji. Większość obywateli francuskich sprzeciwia się przyjmowaniu kolejnych imigrantów, a z ich zdaniem muszą się liczyć prezydent Francji Hollande i premier Valls.

Reklamy

Siłą rzeczy ważniejsze jest dla nich (choćby z wyborczego punktu widzenia) utrzymanie poparcia politycznego, niż kolejne zagrywki polityczne, których nie rozumieją ani obywatele Francji, ani innych państw UE.

Co ciekawe, w kwestii uchodźców Merkel nie może liczyć na swojego silnego dotąd sojusznika - byłego premiera Polski, Donalda Tuska. Wypowiedział się on krytycznie na temat przyczyn kryzysu uchodźczego, wskazując Niemcy jako jednego z głównych winowajców. W ocenie Tuska, zbyt miękkie stanowisko Merkel spowodowało, że sytuacja wymknęła się spod kontroli.

Merkel samotna, ale silna

Pozycja Merkel z pewnością słabnie, niemniej nie można absolutnie wyciągać z tego wniosku, że jej dni w wielkiej polityce są już policzone. To polityk zbyt dużego kalibru, aby po jednym niepowodzeniu się poddać i przekazać stery w inne ręce. Niemniej niemiecka kanclerz powinna się zreflektować. Sama zresztą zauważyła, że zbyt szerokie otwarcie na uchodźców z Bliskiego Wschodu destabilizuje Niemcy i w perspektywie może stanowić poważne niebezpieczeństwo.

"Merkel próbuje eksportować do innych krajów problem, który sama stworzyła" - tak jest obecnie postrzegana niemiecka kanclerz w wielu europejskich społeczeństwach. Niestety to, że Merkel jest teraz słabsza nie oznacza wcale, że w jej miejsce wyrósł nowy, silny europejski przywódca.

źródło: rmf24.pl

Kopiowanie i wykorzystywanie treści bez pisemnej zgody Blasting Sagl zabronione. #Unia Europejska #kryzys uchodźczy