Po czwartkowej naradzie przywódców trzech partii koalicyjnych (CSU, CDU, SPD) ma się ostatecznie skończyć polityka szeroko otwartych drzwi. Prędzej wielbłąd przejdzie przez ucho igielne niż młody Arab bez dokumentów tożsamości otrzyma azyl w Republice Federalnej. Zaś jeśli przyjdzie mu ochota samowolnie podróżować po kraju to szybko znajdzie się w kajdankach na pokładzie samolotu, z biletem w jedną stronę. Dwie zasiadające w Bundestagu opozycyjne lewicowe partie polityczne potępiają na wyścigi podeptanie przez rząd butami praw uchodźców.

Twarde prawo, ale prawo czy teatr absurdu?

Osią koncepcji Seehofera, na którą przystała #Angela Merkel i którą starał się złagodzić Sigmar Gabriel, są "ośrodki rejestracji".

Reklamy
Reklamy

Już w najbliższym czasie ma powstać trzy do pięciu ogromnych obozów, do których będą musieli się zgłosić po przekroczeniu niemieckich granic imigranci. Dwa pierwsze z nich (Manching i Bamberga) mają zostać zbudowane w Bawarii.

 

Każdy pensjonariusz tych obozów tzn. ośrodków rejestracji otrzyma swój numer, na który dostanie zaopatrzenie w żywność, napoje, odzież, ale tylko na dwa tygodnie. W ciągu tego czasu musi przedstawić jakieś dowody na to, że w przypadku powrotu do kraju pochodzenia zagraża mu śmierć albo prześladowania. Osoby, które nie spełnią tego warunku, zostaną wywołane według numerów. Następnie, pod silną eskortą sił bezpieczeństwa udadzą się w drogę powrotną. W międzyczasie zostaną wykonane m. in. dokładne skany ich odcisków palców. W przypadku powrotu wydalonych do Niemiec komputer wykryje obraz linii papilarnych, uprzednio przesłany do centralnego rejestru komputerowego.

Reklamy

Zostaną natychmiast wydaleni ponownie.

 

Piętą achillesową całego pomysłu wydaje się być przeforsowana na żądanie Gabriela dobrowolność przybycia do wielkich ośrodków rejestracyjnych. Szef SPD nie życzył sobie "obozów koncentracyjnych". Zamiast gnania kolumn przybyszów z Afryki i Bliskiego Wschodu za druty będzie się ich ostrzegać, że odmowa zarejestrowania się oznacza brak świadczeń materialnych ze strony niemieckiego państwa. Ponadto zostanie wprowadzone, na dwa lata, zawieszenie prawa azylantów do sprowadzenia do RFN swoich rodzin. Imigranci z obecnej już fali wędrówki ludów otrzymają zakaz opuszczania gminy, w której zostali zakwaterowani.

Czy w Niemczech rozpocznie się powszechna mobilizacja?

Chwilowe osłabienie tempa wkraczania do Niemiec ludności Afryki i Azji, odnotowane w październiku, dobiegło końca. Szlakiem turecko-grecko-bałkańskim, kończącym się w Austrii, ponownie podąża co najmniej 5 tysięcy ludzi dziennie. Oznajmienie tym tłumom, że powinni dać się zamknąć w ośrodkach rejestracyjnych czyli obozach internowania wywoła rozruchy.

Reklamy

Zamiast tam podążać z pewnością rozejdą się po całym kraju Teutonów. Nie otrzymawszy żadnej zapomogi wezmą sobie sami to, co ich zdaniem im się należy.

Biorąc pod uwagę, że posuwają się w grupach od kilkuset do kilku tysięcy, powstaje pytanie kto i jak ma ich zatrzymać? Już i tak pokazują co potrafią, tak pod względem swojego zachowania jak żądań. Utrzymać ich w ryzach na nowych, znacznie surowszych od dotychczasowych warunkach, mogłyby tylko wzmocnione siły policji, wsparte przez oddziały wojska. Czy Merkel zdecyduje się na częściową mobilizację Bundeswehry? Chyba prędzej, powołując się na niepokonane trudności we wprowadzaniu nowej polityki, podkreśli, że "żaden człowiek nie jest nielegalny". W każdym razie, według stanu na dzień dzisiejszy, nasi zachodni sąsiedzi nadal zjeżdżają po równi pochyłej w kierunku Eurabii. Właściwie rzecz biorąc pozostaje już tylko przypatrywać się temu procesowi i czekać na nadzwyczajne wydarzenia, które jeszcze nastąpią. Ci, którzy lubią analizować okropne niespodzianki będą mieli co robić. #Niemcy #kryzys uchodźczy