- Naszym kontaktem na miejscu byl Bereza, byliśmy z nim dogadani. Kiedy 23 sierpnia przyjechaliśmy do Starobieszewa (później okazało się, że do Starobieszewa 4-5 godzin później weszli rosyjscy żołnierze) nie mogliśmy dodzwonić się do Berezy. Zignorował nas. Zresztą nie pierwszy raz, bo wcześniej taką samą sytuację mieliśmy na początku sierpnia w Amrosijewce. W związku z zaistniałą sytuacją zabraliśmy się do Iłowajska z przypadkowymi żołnierzami. Berezę spotkaliśmy kilka dni później. 29 sierpnia, gdy wychodziliśmy z okrążenia, jechałem w samochodzie razem z nim. Gdy rozpoczął się ostrzał, nasz samochód wraz z samochodem generała Chomczaka zboczył z trasy i pojechał w odwrotnym kierunku, po chwili znaleźliśmy się w krzakach.

Reklamy
Reklamy

Wyszliśmy z aut i położyliśmy się w tych krzakach. W tym czasie Bereza, dowódca batalionu Dnipro-1 i generał Chomczak, nie wydawali żadnych rozkazów. Ich oddziały zostały zniszczone, w czasie, gdy oni leżeli w krzakach. Pod wieczór zakopali swoje dokumenty, a w nocy ruszyliśmy czołgając się po ziemi. Bereza miał termowizor. Nasza kolumna liczyła 15 osób. Żołnierze, generał, Bereza i nas trzech - ja, operator i Jegor. Szliśmy w ogonie kolumny razem z żołnierzem postrzelonym w nogę. Szliśmy po ciemku, niczego nie widzieliśmy, oprócz Berezy, który był na czele z termowizorem. Nagle, ni stąd, ni z owąd, w oddali zapalił się reflektor, po czym wystrzelono dwie rakiety sygnalizacyjne dla oświetlenia terenu. Przylgnąłem do ziemi. Minęła minuta, może półtorej, reflektor zgasł. Ruszyłem do przodu, jednak nikogo przed sobą nie znalazłem.

Reklamy

Zostawili nas. Bereza z termowizorem ruszył naprzód, zostawiając nas z tyłu, a przecież widział nas nawet przez krzaki. Nocowaliśmy między krzewami i drzewami - ja, operator, Jegor i ranny żołnierz. Nad ranem przebraliśmy żołnierza w cywilne ubrania. Wróciliśmy do samochodów, żeby za ich pomocą wyjechać z okrążenia. Nie mieliśmy kluczy od samochodu generała Chomczaka. Mieliśmy za to klucze od drugiego auta, należącego do Berezy. Jechało, choć miało przestrzelone opony. Wyrzuciliśmy z niego mnóstwo granatów, amunicji, karabinów. Przejechaliśmy 300 metrów i trafiliśmy na blokpost rosyjskiej armii. Wzięto nas do niewoli. Mówiliśmy, że jesteśmy dziennikarzami, jednak w czasie przeszukania samochodu odnaleziono mapę z zaznaczonymi wszystkimi pozycjami w okolicy. Z powodu tej mapy uznano nas za dywersantów, za szpiegów. Tylko cudem nas nie rozstrzelali. Jegor był w niewoli 39 dni, bito go, przesłuchiwano, pytano o mapę, którą porzucił Bereza. Mnie i operatora wkrótce wypuszczono. Bereza nie pojawiał się przez 2-3 dni.

Reklamy

1 września przyjechał do Dniepropietrowska, gdzie również pojawili się premier Jaceniuk i minister spraw wewnętrznych Awakow. Przywieźli mu medal za odwagę. Następnie, Bereza wziął udział w wyborach parlamentarnych z list partii Jaceniuka, i został deputowanym. Na konferencji w Dniepropietrowsku nie powiedział nawet słowa o tym, że w Iłowajsku byli z nim jacyś dziennikarze. Prawdopodobnie myślał, że zginęliśmy, ale udało nam się przeżyć. Wkrótce opublikowałem film, dzięki temu, że w niewoli schowałem do buta kartę pamięci z wszystkimi nagranymi materiałami. Film pokazujący zdradę generała Chomczaka i dowódcy Berezy. Złożyłem zeznania w prokuraturze jako świadek w postępowaniu karnym w związku z Iłowajskiem. Zeznałem, że Bereza porzucił nie tylko nas, ale także mapę, broń i dokmuenty, po czym uciekł. Prokurator generalny Matios wielokrotnie wysyłał wezwania Berezie, ale ten je ignoruje i do tej pory nie złożył zeznań w sprawie Iłowajska. Co on powie w prokuraturze? Że porzucił dziennikarzy, broń, dokumenty i zwiał? To wszystko, co może powiedzieć. Napisałem w tej sparwie do ministra Awakowa, jednak zostało ono zignorowane. 

Czwarta część wywiadu z Rościsławem Szaposznikowem (kliknij). 

Czytaj też:

Ukraina: premier Jaceniuk oskarżony o przyjęcie 3 milionów dolarów łapówki

Ramzan Kadyrow: śmierć 717 muzułmanów pod Mekką to wielki dar od Allaha #Ukraina #Rosja #wojna