Jean Asselborn, minister spraw zagranicznych Luksemburga (państwo to sprawuje obecnie rotacyjne przewodnictwo w UE), po zakończeniu swojej wizyty w Grecji, udzielił wywiadu internetowemu wydaniu tygodnika „Der Spiegel”. Asselborn ostrzegł w rozmowie, że kwotowy podział imigrantów – na co naciskają głównie #Niemcy – może się zakończyć niepowodzeniem.

Podział imigrantów ma m. in. odciążyć Niemcy

- Jeśli uchodźcy nie będą się ubiegać o azyl w Grecji, system podziału imigrantów może nie funkcjonować – stwierdził minister. - Europa oferuje każdemu prześladowanemu prawo do poszukiwania ochrony, ale uchodźcy muszą się stosować do naszych przepisów.

Reklamy
Reklamy

– dodał. Kanclerz Niemiec Angela Merkel pokłada duże nadzieje w mechanizmie podziału imigrantów. Plan ten ma pomóc nie tylko Grecji i Włochom, które są obecnie przytłoczone ciężarem rejestracji i zakwaterowania uchodźców. Również Niemcy mają zostać w ten sposób odciążone. Merkel liczy na to, że uchodźcy, których z Grecji przesiedli się na przykład do Estonii, czy Francji, nie wyruszą szlakiem przez Bałkany w kierunku Niemiec.

Imigranci nie chcą zostać w Grecji

Wspomniany mechanizm podziału imigrantów w praktyce do tej pory nie działa. Wprawdzie komisarz UE ds. uchodźców Dimitris Avramopoulus i minister Asselborn mogli się przekonać podczas swej wizyty na greckiej wyspie Lesbos, że Grecy prawidłowo rejestrują imigrantów, a także pobierają od nich odciski palców, ale drugi etap postępowania już nie funkcjonuje.

Reklamy

Obecnie prawie żaden imigrant nie składa w Grecji podania o azyl, tymczasem taki wniosek jest warunkiem, by podział imigrantów mógł się rozpocząć. - Uchodźcy bardziej ufają przemytnikom, niż miejscowym urzędnikom – powiedział Asselborn. Zamiast prosić o azyl w Grecji i czekać na zorganizowanie przejazdu do innych krajów UE, imigranci podróżują dalej na własną rękę. Najpierw promem z Lesbos na stały ląd, a następnie przez Bałkany do Niemiec.

20 tys. dolarów za fałszywą wizę i bilet lotniczy do Europy

Postawa imigrantów nie powinna dziwić, bowiem dla bardzo wielu, jeżeli nie dla większości z nich, przyjazd do Europy to po prostu inwestycja. Portal „Gazety Wyborczej” donosi, że niektórzy imigranci płacą przemytnikom nawet po 20 tys. dolarów, za co otrzymują fałszywą wizę i bilet lotniczy do Europy. Ci, których nie stać na wyłożenie takiej sumy, mogą wybrać tańsze sposoby przedostania się na nasz kontynent. Tutaj ceny wahają się od kilku do kilkunastu tys. dolarów, w zależności od tego, czy chodzi o podróż lądową, czy morską. Zainwestowane pieniądze muszą się zwrócić, więc po przybyciu do Europy imigranci wolą jechać dalej na własną rękę, niż ubiegać się o azyl w Grecji. Nietrudno się domyślić, iż czynią tak ze strachu, że będą musieli zostać w biednej Helladzie, podczas gdy dla nich „ziemią obiecaną” są bogate Niemcy, które – jak liczą przybysze – zapewnią im wygodne i dostatnie życie na koszt podatnika.

źródło: spiegel.de, wyborcza.pl #Unia Europejska #imigracja