Pomimo próśb ze strony parlamentu, Ewa Kopacz dotychczas nie ujawniła, na jaką liczbę imigrantów w naszym kraju chce się zgodzić. Nie powiedziała też, czy będzie posłuszna Angeli Merkel i wyrazi zgodę na stałe przyjmowanie imigrantów na zasadach podyktowanych przez Berlin. Jest to jasny sygnał, że nie ma czym pochwalić się przed Polakami, a zwłaszcza przed swoimi wyborcami. Oznacza to, że przed zbliżającymi się wyborami Ewa Kopacz boi się powiedzieć, iż posłusznie zgodzi się na dyktat niemiecki.

 Przyjmowanie imigrantów bez ograniczeń

Cezary Tomczyk, rzecznik rządu Ewy Kopacz udzielił wywiadu dla RMF24. Najprawdopodobniej dlatego, że jest jeszcze młodym politykiem i brak mu doświadczenia, dał się zaskoczyć dziennikarzowi i powiedział prawdę, którą rząd skrzętnie stara się ukryć.

Reklamy
Reklamy

Na pytanie, ilu uchodźców przyjmiemy, początkowo starał się podawać wymijające odpowiedzi, jednak przyciskany przez dziennikarza wreszcie ujawnił, że jesteśmy gotowi do przyjęcia każdej liczby imigrantów. Wynika z tego, że wcześniej podawane 2 tysiące. a teraz już nawet 11.5 tysiąca uchodźców, którzy mają do nas napłynąć, to tylko powolne oswajanie Polaków z wizją przyjmowania przez nas coraz większej liczby.

 Berlin chce z imigrantów zrobić więźniów

Jak informują wiadomości.radiozet.pl, Berlin chce uczynić Polskę odpowiedzialną za przymusowe przetrzymywanie imigrantów na terytorium naszego kraju. Imigranci nam przydzieleni nie mogliby opuszczać terytorium Polski, a złapani w którymś z krajów UE byliby zawracani do nas. W takiej sytuacji Polska byłaby karana odpowiednim procentowym zmniejszeniem dotacji unijnych za każdego naszego imigranta złapanego poza terytorium RP.

Reklamy

Takie postawienie sprawy  sprowadza nas do roli więzienia i obarcza kosztami nie tylko utrzymania imigrantów, ale wręcz ryzykiem utraty części unijnych dotacji. Dodatkowo Niemcy chcą, by Polska zgodziła się na automatyczne przyjmowanie kolejnych imigrantów w przyszłości. Niemcy będą dokonywać na swoim terytorium wstępnej weryfikacji przydatności imigrantów dla ich gospodarki. Najbardziej wykształconych i wykwalifikowanych będą zostawiać u siebie, a pozostałych rozdzielać pomiędzy inne kraje.

Zdrada Tuska

Aby uniemożliwić tak Polsce, jak i innym krajom sprzeciwienie się woli Berlina, jak donosi RMF24.pl, Donald Tusk - szef Rady Europejskiej zmienił datę dyskusji nad przydzielaniem kwot imigrantów. Głosowanie miało się odbyć w środę na spotkaniu przywódców państw, na którym Polska, Czechy, Słowacja i Węgry miałyby prawo weta. Tusk zmienił termin na wtorek, kiedy będzie odbywać się posiedzenie ministrów spraw wewnętrznych, na którym możliwości wetowania nie ma. Tym organizacyjno-prawnym zabiegiem pozbawił Polskę i pozostałe kraje grupy Wyszechradzkiej możliwości zawetowania przydziału kwot imigrantów.

Reklamy

Smutne podsumowanie

Na wtorkowym spotkaniu Polska zostanie zmuszona do przyjęcia pierwszej fali imigrantów w liczbie co najmniej 11.5 tys. na zasadach, jakie wyznaczy Berlin. Co gorsza, najprawdopodobniej przedstawiciel naszego kraju podpisze umowę, na podstawie której Niemcy będą nam przekazywać kolejne grupy uchodźców, już bez potrzeby pytania nas o zdanie. Jest to efekt filozofii, która coraz mocniej zaznacza się w UE mówiącej, iż solidarność europejska polega na tym, że wszyscy zgadzają się z Niemcami, a kto ma inne zdanie niż Berlin, ten niszczy Unię. Ponadto obserwując środki masowego przekazu trudno nie odnieść wrażenia, że imigranci to ludzie, za którymi ujmują się politycy, media i inne niezliczone autorytety. Wszystkie te osoby są tak przejęte losem uchodźców, że chociaż osobiście nie dały im nawet kromki chleba, to przekonują nas - zwykłych obywateli, abyśmy to my utrzymywali imigrantów z swoich podatków.

Źródło RMF24.pl #Unia Europejska #imigracja #kryzys uchodźczy