Umowy-zlecenia i umowy o dzieło, zwane czasem (choć nie zawsze sprawiedliwie) umowami śmieciowymi, są bardzo popularną formą zatrudniania - wygodną dla zleceniodawcy (choć nie zawsze bezpieczną) i nie zawsze korzystną dla zleceniobiorcy (choć czasem finansowo korzystniejszą niż umowa o pracę). Umowy takie w obrocie gospodarczym zawierane są przede wszystkim w celu legalnego omijania przepisów prawa pracy. Jako umowy cywilnoprawne nie podlegają bowiem regulacjom kodeksu pracy i ustaw okołokodeksowych. Mają one swoje plusy i minusy, przy czym - jak można się dowiedzieć z nie do końca rzetelnych przekazów medialnych - minusów jest więcej. A to nieprawda.

Reklamy
Reklamy

Umowa-zlecenie a umowa o pracę

Oczywiście najprościej jest stwierdzić, że umowa o pracę jest znacznie korzystniejsza niż umowa-zlecenie. Poniekąd jest to racja, należy jednak wyraźnie odróżnić, w jakim celu zawiera się te dwie umowy. Okazać się bowiem może, że umowa-zlecenie wcale nie jest taka zła, jakby się mogło wydawać. Jeśli umowa-zlecenie zawierana jest w miejsce umowy o pracę i służy jedynie omijaniu uprawnień pracowniczych, to jest to niewątpliwie patologia i takie działania należy potępić.

Jeśli jednak ma to być umowa zawarta np. z osobą, wykonującą wolny zawód, która sama chce decydować, w jakich godzinach pracuje, w oparciu o jakie narzędzia itp., to umowa-zlecenie jest wręcz korzystniejsza dla obu stron. I to nie tylko z tego względu. Dodatkowymi argumentami, przemawiającymi za tego rodzaju umowami są również argumenty finansowe - przy niektórych umowach zleceniobiorca dostanie "na rękę" znacznie więcej, niż dostałby na umowie o pracę.

Reklamy

Z kolei zleceniodawca mniej dołoży do jego #ZUS-u z własnej kieszeni.

Umowy-zlecenia z pewnością docenią studenci, dorabiający sobie w trakcie nauki. Ich nie interesują kwestie ZUS, podatków itp. Ubezpieczeniu zdrowotnemu i tak podlegają, więc mogą korzystać z opieki medycznej, a o emeryturze na studiach raczej się jeszcze nie myśli. Podobnie umowy-zlecenia doceniają osoby, które prowadzą własną działalność gospodarczą, a na podstawie zawieranych umów "dorabiają sobie" do tego, co stanowi ich główne źródło dochodów i działalności. W obu bowiem przypadkach umowy-zlecenia są znacznie korzystniejsze finansowo od umów o pracę, zarówno dla zleceniobiorców, jak i zleceniodawców.

Dla podmiotów zatrudniających umowy-zlecenia miały jeszcze szereg korzyści - brak minimalnego wynagrodzenia za pracę, brak obowiązków typu ewidencja czasu pracy, prowadzenie akt osobowych itp. Zatrudnianie w ten sposób było z pewnością łatwiejsze. Niemniej największe "oszczędności" dotyczyły właśnie wynagrodzeń i związanych z nimi składek ZUS.

Reklamy

Niestety, od nowego roku ma się to zmienić, a zmiany korzystne będą jedynie dla budżetu państwa.

Dlaczego będzie gorzej

Obecnie jest tak, że nawet jeśli umowa-zlecenie podlega ozusowaniu, to ubezpieczenia społeczne liczone są od wysokości ustalonego wynagrodzenia. A i to nie zawsze, wystarczy bowiem zawrzeć dwie umowy-zlecenia, a składki płacone są tylko od jednej. Od nowego roku składki będą płacone co najmniej od wysokości 1850 zł (czyli minimalnego wynagrodzenia za pracę), nawet jeśli zleceniobiorca zarobi mniej. Dlaczego to takie ważne? Otóż ZUS to stosunkowo poważne obciążenie kieszeni zarówno zleceniobiorcy, jak i zleceniodawcy. A różnice są znaczne:

  • umowa-zlecenie 2000 zł brutto to 1459 zł na rękę i 2413 zł całkowity koszt zatrudnienia,
  • umowa-zlecenie 2000 zł brutto bez ZUS to 1712 na rękę i 2000 całkowity koszt zatrudnienia.

Jak widać, na skutek obowiązku naliczenia składek ZUS zleceniobiorca mniej dostanie na rękę, a zleceniodawca dołoży do niego z własnych środków.

Nie ma co wnikać w głoszone od lat hasła, że umowy-zlecenia to zło, że zleceniobiorca nie ma prawa do urlopów, nadgodzin itp. To prawda. Niemniej jeśli ktoś chce zarobić więcej, a o swoją emeryturę raczej się nie martwi, to czemu nie dać mu takiej szansy? Miało być dobrze, będzie jak zawsze, czyli na pewno gorzej, niż jest.

Źródło: gazetaprawna.pl, forsal.pl #polskie prawo #finanse