Według szefa dyplomacji Włoch, Paolo Gentiloni - podaje serwis tvn24.pl - obecna fala imigracji potrwa 10-15 lat. Po tym okresie Europa może się zmienić nie do poznania. Wcześniej można było podśmiewać się z osób wieszczących wewnętrzne walki w Europie na tle religijnym. Teraz realna staje się opcja, w której za kilkanaście lat coraz liczniejsze mniejszości muzułmańskie mogą zacząć domagać się zmian ustrojowych i przekształcania państw demokratycznych w kalifaty.

Węgry pragną spokoju.

Jak podaje Newsweek.pl, aktualna sytuacja na Węgrzech uległa poprawie dzięki wprowadzeniu stanu wyjątkowego w przygranicznych regionach. Zamknięcie granic dla uchodźców spowodowało, iż w środę dostało się na terytorium Węgier zaledwie około 300 osób, a jeszcze dzień wcześniej było to ponad 9 tys.

Reklamy
Reklamy

Węgrzy odetchnęli wreszcie z ulgą, ponieważ pierwszy raz od dwóch tygodni przez ich kraj nie przemieszczają się fale uchodźców. Dzięki temu drastycznie spadła ilość burd i starć imigrantów z policją.

Węgry - oblężona twierdza

Spokój obywateli węgierskich może mieć wciąż ulotne podstawy, ponieważ na granicy z Serbią dochodzi cały czas do ostrych starć między uchodźcami, którzy chcą się wedrzeć na #Węgry, a policją. W wyniku walk, które rozgorzały w środę na przejściu granicznym Horgosz-Roeszke, międzynarodowi dziennikarze zostali uwięzieni na ziemi niczyjej, jaką stał się pas ziemi pomiędzy Serbią a Węgrami. Newsweek.pl podaje, że policja użyła gazu i armatek wodnych w odpowiedzi na obrzucanie funkcjonariuszy kamieniami, w wyniku czego 20 policjantów zostało rannych. Jak relacjonuje Reuters, jednej z grup udało się przedrzeć przez granicę.

Reklamy

Uzbrojony tłum był bardzo agresywny. Jak oświadczył rzecznik rządu, Zoltan Kovacs, „ci ludzie używali dzieci jako ludzkich tarczy”.

Rzeka imigrantów zmienia kierunek

Coraz większe rzesze imigrantów omijają jednak blokady na granicy i zmieniają trasę, przemieszczając się w kierunku Chorwacji, a następnie udając się w stronę Słowenii i Austrii. Tu najprawdopodobniej odbiją się od zamkniętej i właśnie uszczelnianej granicy austriackiej, co może spowodować kolejne zamieszki przygraniczne. Jak stwierdził w wywiadzie dla TV Republika doktor Maciej Szymanowski z Uniwersytetu Katolickiego w Budapeszcie, jeśli granica austriacka i słowacka okażą się tak samo szczelne jak węgierska, to należy zacząć się obawiać. Przemytnicy zajmujący się przerzucaniem ludzi z Bliskiego Wschodu i Afryki Północnej szybko dostosują się do sytuacji i stworzą nowe szlaki.

W poszukiwaniu nowej drogi

Obecnie najsłabszym ogniwem zewnętrznej granicy UE może okazać się wschodnia granica naszego kraju. Jest to dość długi odcinek, na którego ochranianie przed skomasowaną nawałnicą imigrantów nasze służby mogą nie być przygotowane.

Reklamy

Kolejny czynnik to fakt, że państwo ukraińskie jest w stanie wojny i już z tego powodu ma problem z należytym nadzorowaniem swojego terytorium. Zdaniem doktora Macieja Szymanowskiego, może się okazać, że Ukraina i Polska będą teraz najłatwiejszym do pokonania szlakiem prowadzącym do Niemiec.

Niemcy zostawiły na lodzie Węgry, zostawią i Polskę

Nie należy się pocieszać faktem, że tłumy imigrantów tylko przejdą przez nasz kraj i co najwyżej dokonają pewnych zniszczeń oraz będą zakłócać porządek. Najprawdopodobniej, gdy tylko pierwsi imigranci zaczną się u nas pojawiać, Niemcy natychmiast zamkną granicę z Polską, tak jak zamknęły swoją południową granicę. W przypadku potwierdzenia się tego scenariusza, tak jak Węgrzy będziemy ponosić konsekwencje nieodpowiedzialnej polityki Berlina. Od kiedy Merkel ogłosiła przyjmowanie imigrantów, ich liczb wrosła do około 20 tys. dziennie, z czego - według doktora Macieja Szymanowskiego - około 5 tys. na dobę może zacząć pojawiać się na granicy polskiej. Możliwe, że z taką skalą zjawiska niedługo będziemy się mierzyć, więc aktualne rozmawianie o kwotach przyjmowanych uchodźców w Polsce rzędu 2 czy 12 tys. okaże się niczym, w porównaniu z tym, co nam zagraża.

Źródło: Newsweek.pl #imigracja #kryzys uchodźczy