Pod pretekstem ucieczki przed wojną i prześladowaniami do Europy przybywają tysiące młodych ludzi, w znakomitej większości mężczyzn. Polska znajduje się wśród krajów, które usiłowały wynegocjować w Brukseli możliwie rozsądną liczbę koniecznych do przyjęcia imigrantów. Słaby i mało przekonujący głosik naszych przywódców początkowo wywoływał lekkie podenerwowanie. Następnie doszło do mało eleganckiego wybuchu złości, straszenia, złorzeczeń i pogróżek. Wobec braku bardziej odważnych pociągnięć z naszej strony, zostaliśmy postawieni przed faktem dokonanym.

Gdzie się podziała zewnętrzna granica morska Unii Europejskiej?

Kraje leżące na obrzeżach Unii Europejskiej mają obowiązek odpowiedniego zabezpieczenia jej zewnętrznych granic.

Reklamy
Reklamy

Do UE nie mogą się swobodnie dostawać mieszkańcy targanej niepokojami Ukrainy, nie mają tu swobodnego wstępu mieszkańcy Rosji, Azerbejdżanu czy Chin. Morskie granice Unii Europejskiej również powinny być zabezpieczone i patrolowane oraz odpowiednio zarządzane. Pas wód o szerokości 12 mil morskich pozostaje przecież pod władzą kraju nadbrzeżnego i odpowiednia ochrona morskiej granicy leży przede wszystkim w jego interesie.

W Warszawie znajduje się siedziba Europejskiej Agencji Zarządzania Współpracą Operacyjną na Zewnętrznych Granicach Państw Członkowskich Unii Europejskiej Frontex. Do jej zadań należy, między innymi, powoływanie zespołów szybkiej interwencji, jeśli zachodzi potrzeba udzielenia wsparcia krajowi członkowskiemu, jak w przypadku obecnego burzliwego napływu imigrantów. Frontex prowadzi akcje morskie, głównie na obszarach Morza Śródziemnego i Egejskiego.

Reklamy

Wedle szacunków Agencji, w 2014 r. potroiła się liczba nielegalnych imigrantów, przybywających drogą morską do Europy i wyniosła 274 tys. Rok 2015 zapisze się nowym rekordem, skoro na suchy ląd wyszło już ok. 500 tys. ludzi i stale przybywają następni.

Wszyscy rozumiemy priorytet ratowania życia ludzkiego, jednak nie może to oznaczać bezmyślnego rozszczelniania granic zewnętrznych Unii Europejskiej.

Trwa wzmacnianie granic wewnętrznych, a Polska śpi

Skoro morskie granice Unii Europejskiej zdają się już nie istnieć, to pod naporem wielotysięcznych tłumów nielegalnych imigrantów niektóre państwa zdecydowały się na wprowadzenie kontroli granicznej lub na okresowe (na czas bliżej nieokreślony) zamknięcie niektórych przejść granicznych. Ustalane są też sankcje za nielegalne przekroczenie poszczególnych granic wewnętrznych UE, np. Węgrzy zastosują karę pozbawienia wolności. Wszystkie te działania mają na celu zniechęcenie nielegalnych imigrantów do podążania w kierunku zachodnich krajów Unii.

Reklamy

Śledząc dotychczasowe trasy wędrówek imigrantów łatwo wywnioskować, że nie przeszedłszy granicy austriackiej lub niemieckiej oraz wobec braku możliwości swobodnego przejścia przez Słowację i Czechy, imigranci zmienią azymut i będą się kierować np. do Polski. Zanim to nastąpi, kilka tysięcy osób spróbuje się przemieścić z Węgier i Czech w celu dokonania próby przekroczenia granicy polsko-niemieckiej lub przedostania się na drugą stronę Bałtyku. Szybko się jednak przekonają, że to w Polsce przez dłuższy czas będzie ich końcowy przystanek, ponieważ kraje ościenne (w tym skandynawskie) ich nie przyjmą.

Przygotujmy się zatem na problemy, gdyż liczba nielegalnych imigrantów w Polsce może już niebawem znacznie przewyższyć osławione 12 tysięcy.

Potop imigracyjny

Nikt nie kryje, że mamy do czynienia z “falą nielegalnych imigrantów”. Zwracamy uwagę na słowo “nielegalnych”. Ono powinno być kluczem do podejmowania naprawdę energicznych działań już na samym początku ruchów migracyjnych, kilka lat temu. Europejskie kraje nadmorskie nie dochowały obowiązku bezwzględnej ochrony granic morskich i zawracania lub deportowania osób usiłujących nielegalnie wpłynąć na ich wody, dając tym samym przyzwolenie na imigracyjny potop. 

Z Libanu w stronę Europy rusza potężna fala imigrantów, która może się wedrzeć do Polski.

Źródła: euractiv.pl, poskatimes.pl, uniaeuropejska.org #Unia Europejska #imigracja #kryzys uchodźczy