Zatwierdzony przez czerwony Kreml dyktator Niemiec Wschodnich Erich Honecker wydawał się nie do ruszenia. Kiedy latem 1989 małe grupy jego poddanych zaczęły demonstrować na ulicach swoje niezadowolenie, należało się obawiać, że los tych śmiałków jest przesądzony. Część z nich zostanie zastrzelona, resztę czekają więzienne cele. Tow. Honecker i jego partia wychodzili przecież obronną ręką ze wszystkich tarapatów, wsparci o rozmieszczone w NRD dwadzieścia radzieckich dywizji pancernych.

„Żelazna pani kanclerz” czyli historia zaczyna się powtarzać

Również kanclerz Merkel może się poszczycić tym, że udało jej się przetrwać kilka przesileń, które wedle wszelkiego prawdopodobieństwa powinny były przyprawić ją o utratę władzy.

Reklamy
Reklamy

Wypada przypomnieć choćby tylko: dwukrotnie przegrane przez CDU wybory, oszukanie prawicowego koalicjanta, narzucenie Niemcom zamknięcia elektrowni atomowych i potwornie kosztownej „zielonej energii”, światowy kryzys finansowy i szalejące bezrobocie, kryzys strefy euro. Zaledwie dwa miesiące temu udało jej się, ku zaskoczeniu wszystkich, przełamać opór rządu greckiego i jeszcze raz, groźbą użycia przemocy walutowo-finansowej, uniemożliwić naruszenie spoistości strefy euro.

 

To niewiarygodne wprost szczęście zaczyna się kończyć. Kanclerka, porównywana przez swoich najgorliwszych chwalców do pani Thatcher, popełniła kolejny błąd i o jeden za wiele. Chodzi, rzecz jasna, o zrobienie z jej własnego kraju ziemi obiecanej uchodźców wojennych i ekonomicznych z Afryki i Azji oraz towarzyszącej im tajnej armii Państwa Islamskiego.

Reklamy

Teraz już nawet ludzie z jej własnej ekipy wskazują na to, że ściągnęła śmiertelne niebezpieczeństwo na #Niemcy i całą Europę. Co gorsza dla niej, podobnie jak 26 lat temu bohaterskie Węgry wyłamały się z tzw. jedynie słusznej linii i dokonały zabójczych dla obowiązującego ładu posunięć na swojej granicy. Wtedy otwierając ją dla Niemców z NRD, pragnących wyjechać do RFN. Obecnie przeciwstawiając się, jak się w tej chwili wydaje, wreszcie skutecznie, niekontrolowanej imigracji w kierunku RFN.

Blady strach pokonuje politpoprawność

Podobnie jak to miało niedawno miejsce w rządzie czeskim, w Berlinie ma miejsce szybkie przewartościowanie dotychczasowej postawy „antyrasistowskiej”. Przywódca CSU i premier Bawarii Horst Seehofer już w lipcu ostrzegał przed jedną wielką katastrofą, jeśli nie uda się powściągnąć niekontrolowanej imigracji. „Również finansowo my tutaj, w bogatej Bawarii, dochodzimy już do granicy możliwości.” – ostrzegał. Obecnie Niemcy nie będą miały innego wyjścia jak przyłączyć się do ważnej inicjatywy rządu czeskiego.

Reklamy

Będzie to możliwe tylko bez Merkel. Jej nikt w to nie uwierzy.

 

Przez ubiegłe trzy tygodnie, kiedy to Orban, potrzebując czasu na dokończenie umocnień granicznych, wysłał na trasę Wiedeń-Monachium cały napór wędrówki ludów islamu, ta granica została przerwana. Stolica Bawarii jest przepelniona ludźmi ubiegającymi się o status uchodźcy, których kwateruje się prowizorycznie gdzie popadnie i którzy przerwali ruch pociągów, wędrując po torach. W myśl obowiązującej ideologii nikt nie śmie ich tknąć małym palcem.

Nędza i szaleństwo ustroju

Obecnie Bawaria i Saksonia próbują przymknąć swoje granice. Jak podkreślał, blady i dzwoniąc zębami Seehofer, w warunkach faktycznego braku kontroli tłumów, wysiadających na dworcach w Monachium i Duisburgu, nie da się ochronić kraju przed terrorystami. W Saksonii już późną wiosną rozpoczęto dość szeroką akcję wydalania osób, których wnioski o azyl zostały rozpatrzone odmownie. Jest to możliwe w przypadku osób pochodzących z krajów bałkańskich. Państwa arabskie odmawiają przyjęcia z powrotem swoich obywateli. Obecnie staje się już jasne, że „projekt Europa”, nawiązujący od roku 1992 do skrajnej idelogii Paneuropy Richarda de Coudenhouve-Kalergi, zawiódł. Użytek z tego robi ruch PEGIDA, zapowiadając, że „#Angela Merkel musi odejść”, a nawet „zostać pociągnięta do ciężkiej odpowiedzialności”. Wiece Pegidy znów mają miejsce w wielu miastach. #emigracje