Sytuacja robi się coraz bardziej napięta. Wczoraj pisaliśmy o tym, jak Niemcy przestają dawać sobie radę w kwestii uchodźców. Podobnie nieciekawie zaczyna się dziać w Austrii. O ile Niemców stać jeszcze na konstruktywną krytykę Pani Kanclerz, to jej austriacki odpowiednik posługuje się typowym mechanizmem wyparcia. Jak powiem można nazwać nawoływanie do europejskiej solidarności i straszenie innych krajów, podczas gdy samemu zamyka się granice?

Wijąc się jak piskorz

Austria ma poważne problemy z uchodźcami, ponieważ tak jak #Węgry stanowi korytarz migracyjny do Niemiec. To właśnie z Wiednia odjeżdżają między innymi pociągi do Monachium.

Reklamy
Reklamy

O ile Węgrzy postawili na pierwszym miejscu dobro własnego kraju, o tyle Kanclerz Austrii Werner Faymann próbuje zaradzić kryzysowi uchodźczemu, kosztem innych. Niezwykle wymowna jest, załączona do artykułu grafika, której autorką jest Sinisa Pismestrovic z Süddeutsche Zeitung. W sposób dosadny została wytknięta hipokryzja w polityce imigracyjnej Austrii. Wyrazem tego jak bardzo Austria nie daje sobie rady jest jej postępowanie z granicą austriacko - węgierską. Jak podaje TVN24, 31 sierpnia zaostrzono kontrole na granicach, 10 września  wstrzymano komunikację kolejową Austrii z Węgrami, a już 11 września zamknięto przejście drogowe na autostradzie A4 w Nickelsdorfie. Jednocześnie austriackie władze nie przestają apelować o europejską solidarność, a nawet żądają zdecydowanej reakcji Brukseli.

Reklamy

Strachy na Lachy?

W wywiadzie dla Der Spiegel, Kanclerz Austrii porównał poczynania premiera Węgier Viktora Orbána do nazistowskiej polityki rasowej. Według Wernera Faymanna, zatrzymanie imigrantów w pociągu, zaprowadzenie ich do ośrodka dla uchodźców celem identyfikacji, a także ustalenia dalszych poczynań z europejskimi partnerami, można porównać do wydarzeń z 1944 roku. Mowa o wywiezieniu tysięcy żydowskich rodzin z Budapesztu do niemieckiego obozu zagłady Auschwitz z zajętych przez Wermacht Węgier. Kanclerz Faymann zapomniał chyba, że Węgry obowiązuje umowa Dublin II. Zgodnie z nią, o azyl można się starać w pierwszym kraju przybycia. 

Całość poczynań Kanclerza Faymanna dopełniają jego wypowiedzi na forum europejskim. Jak podaje onet.pl, austriacki kanclerz jest oburzony, że kraje Europy Środkowo - Wschodniej nie chcą przyjmować islamskich imigrantów, co w jego opinii jest łamaniem praw człowieka ze względu na religię. Ponad to, uważa on, iż należy przymusić oporne kraje argumentem ekonomicznym - obcięciem środków europejskich - oraz prawnym - przymusowe kwoty uchodźców, o których decydować będzie Bruksela.

Reklamy

Pan Kanclerz, zapomniał chyba, że rząd w Wiedniu pracował nad ustawą nadającą islamowi austriacki charakter. Jak podaje portal wPolityce.pl, znalazły się tam takie zapisy jak przymus uznania wyższości prawa państwowego nad religijnym. Oczywiście wywołało to protesty. Sojusznikiem Wernera Faymanna jest Martin Schultz, Przewodniczący Parlamentu Europejskiego, przy czym on nawołuje już do użycia przymusu siły - cokolwiek ma na myśli...

Quo vadis Europa?

Kraje Europy Zachodniej nie mają moralnego prawa do upominania Polski, Węgier, Czech czy Słowacji. Kraje te nie chcą po prostu powtórzyć błędów sąsiadów. Co w tym dziwnego - tylko głupiec nie uczy się na błędach innych. Pozostaje mieć tylko nadzieję, że zrozumieją, iż migracje zarobkowe zawsze miały miejsce - wewnętrzne (W Polsce tzw. słoiki) i zewnętrzne, a pomóc należy tylko i wyłącznie uchodźcom, ale na naszych zasadach. Jeżeli tak się nie stanie, to czeka nas samobójstwo Europy w imię solidarności i miłosierdzia.

źródło: spiegel.de, onet.pl, tvn24.pl, wpolityce.pl #Unia Europejska #kryzys uchodźczy