- Rozpoczęliśmy loty zwiadowcze [nad Syrią i Irakiem], by móc podjąć decyzję czy ataki lotnicze są potrzebne, a one będą potrzebne w Syrii - cytowała słowa prezydenta Francoisa Hollanda agencja Reuters. Wczoraj Francuzi przeszli od słów do czynów i zaatakowali dżihadystów z Państwa Islamskiego.

Francja atakuje

Prezydent Hollande ostrzegał o możliwym włączeniu się Francji do wojny przeciwko dżihadystom ze względu ich ekspansję w ciągu ostatniego roku, zagrażającą francuskim interesom w kraju i za granicą. Hollande nie rzucał słów na wiatr. Francuskie Siły Powietrzne przez ostatnie dwa tygodnie prowadziły działania zwiadowcze na niebie nad Syrią, a wczoraj dokonały pierwszego nalotu na pozycje Państwa Islamskiego - oświadczył Pałac Elizejski.

Reklamy
Reklamy

Minister spraw zagranicznych Francji Laurent Fabius nazwał działania francuskiej armii "samoobroną" sprowokowaną przez zwiększoną aktywność islamskich terrorystów w Europie.

Al-Asad musi odejść

Szef MSZ Francji Laurent Fabius ogłosił na wczorajszej konferencji w Nowym Jorku, że prezydent Syrii Baszszar al-Asad nie może odgrywać żadnej roli w przyszłej transformacji politycznej swojego kraju. Wyraził też nadzieję, że Władimir Putin w najbliższym czasie wyjaśni plany swojej operacji wojskowej w Syrii. Według niego pozostawienie u władzy al-Asada byłoby porażką Francji, jednak biorąc pod uwagę coraz bardziej zauważalną obecność Rosji w regionie, Paryż może być zmuszony do przyjęcia takiej porażki. 

Chcieli bombardować al-Asada

W 2013 roku francuski wywiad przedstawił prezydentowi Hollandowi raport potwierdzający użycie broni chemicznej przez al-Asada w walkach o Damaszek.

Reklamy

W odpowiedzi francuskie lotnictwo miało zbombardować centra dowodzenia oraz systemy rakietowe Syrii. Misję zaplanowano na 31 sierpnia na godzinę 3:00, jednak została odwołana na kilka godzin przed realizacją po konsultacjach z prezydentem Obamą, który nie chciał atakować wojsk Baszszara al-Asada bez zgody amerykańskiego Kongresu. O tym fakcie informowała francuska gazeta Nouvel Observateur.

Francuscy dżihadyści

24 maja 2014 roku doszło do zamachu terrorystycznego w Brukseli. Napastnik otworzył ogień z karabinu kałasznikowa w muzeum żydowskim zabijając na miejscu 3 osoby. 4 osoba zmarła w wyniku odniesionych ran. W związku z atakiem zatrzymano obywatela Francji algierskiego pochodzenia - 29-letniego Mehdiego Nemmouche. Wkrótce okazało się, że Nemmouche przez rok walczył w Syrii w szeregach Państwa Islamskiego i miał na koncie przerażające zbrodnie. Francuski dziennikarz Nicolas Henin, który dostał się do niewoli w Syrii, był świadkiem bestialstw terrorysty. Według Henina dżihadysta torturował jeńców i gwałcił kobiety. Nemmouche miał uciąć głowę małemu dziecku, a następnie zgwałcić jego matkę. 

Źródła: Reuters, Nouvel Observateur, The Telegraph, BBC

Czytaj również:

Moskwa: na lotnisku zatrzymano dwóch dżihadystów z ISIS

- S&P: Ukraina na skraju bankructwa - rating w dół #Terroryzm #ISIS #Francois Hollande