Czechy zgodziły się tymczasowo przyjąć kilka tysięcy tzw. uchodźców śródziemnomorskich. Ci kandydaci na nowych Europejczyków znajdą się za ogrodzeniem o wysokości 4 metrów, acz w dobrych warunkach bytowych. Tam zostaną starannie prześwietleni pod każdym możliwym względem. Jak na razie zupełnie nie zdają egzaminu ze znośnego zachowania i pracują na swoją deportację. Po dwukrotnym buncie nielegalnych imigrantów, złapanych przez policję i straż graniczną w południowych Czechach, do którego doszło w ośrodku internowania Bělá prezydent Zeman wypowiedział się ostro.

Słowa czeskiego prezydenta obiegły Europę

"Po pierwsze to nikt was tu nie zapraszał.

Reklamy
Reklamy

Po drugie, skoro już tu jesteście macie obowiązek przestrzegać obowiązującego tu prawa. Na tej samej zasadzie, na jakiej nasi obywatele muszą stosować się do prawa waszych krajów w czasie, gdy tam przebywają. Wreszcie po trzecie, jeśli wam to nie odpowiada, możecie stąd w każdej chwili wyjechać." Te słowa padły w odpowiedzi na zniszczenie mebli i wyrwanie okien przez nielegalnych. Dokonali tego na znak sprzeciwu wobec zakazu wychodzenia poza teren ośrodka. Zakazu w pełni zrozumiałego w sytuacji, gdy obdarzeni pełną swobodą poruszania się mieszkańcy tzw. domów dla azylantów stali się plagą numer jeden w sąsiednich Niemczech. Ten ośrodek leży na północnych przedmieściach Pragi i Czesi nie życzą sobie podobnych atrakcji w swojej stolicy.

 

(Unrest at asylum facility sparks fresh concerns over migrant crisis.

Reklamy

Radio Prague)

Czeski prezydent zapowiada wysłanie wojska na granicę

Obecnie, w ciepłej porze roku ma miejsce zjawisko nielegalnego przekraczania granicy przez muzułmańskich emigrantów. Wchodzą do Czech z Austrii. Czescy internauci donoszą o dokonywanych przez nich kradzieżach. Prezydent Zeman zapowiedział wzmocnienie straży granicznej przy użyciu półtora tysiąca żołnierzy. Minister spraw wewnętrznych stara się jednak na razie tylko o wzmocnienie policji w strefie granicznej.

Słowacy wolą dmuchać na zimne

Tymczasem wschodni sąsiedzi Czechów stawiają silny opór na szczeblu lokalnym planom pobytu około pięciuset pensjonariuszy osławionego w Austrii miasta azylantów Traiskirchen. Jak zapewniają władze obu krajów chodzi o syryjskich chrześcijan. Mimo to Słowacy wolą zabezpieczyć się przed zbyt wielkim skupieniem w jednym miejscu tych niewiniątek. Co jeśli pewnego dnia okażą się wilkami w owczej skórze? - pytają mieszkańcy miejscowości Gabczikowo i Ladcy. W związku z tym urządzili referendum, w którym odrzucili możliwość urządzenia tzw.

Reklamy

domu azylantów na swoim terenie. Zgadzają się natomiast pomóc wyremontować miejscowy zamek, gdzie przewidują mieszkania dla dwóch rodzin syryjskich. Jeśli nie będzie z nimi kłopotów pomyślą o czymś więcej.

Aktywność obywatelska popłaca

Nasi południowi sąsiedzi szybko i masowo organizują się w obronie swojego bezpieczeństwa i prawa do decydowania o własnym losie. Nie ograniczają się do narzekania i podkreślania jakoby zwykli ludzie nie mieli na nic wpływu. Taka postawa wpływa na elity polityczne, które tak w Pradze jak Bratysławie odnoszą się z życzliwą neutralnością do ruchu przeciwników islamizacji. W ten sposób nawet małe kraje mogą wygrywać w grze zwanej wielką polityką. Jak na razie my w Polsce możemy pozazdrościć takiej odwagi cywilnej. Również czeskiemu i słowackiemu duchowieństwu, które wspiera jak może patriotycznych rodaków. Patrioci Europy w Niemczech mogą tylko marzyć o podobnym nastawieniu władz świeckich i kościelnych. #emigracje #Wielka polityka #policja