Czy atak na turystów w Susie (Sousse, Tunezja) nie był czasem, wbrew pozorom, dokładnie przygotowaną akcją? Dość rozległa akcja aresztowań, jaką podjęły miejscowe siły bezpieczeństwa, coś mówi. Należy pamiętać, że podwójną rzeź w Paryżu w styczniu tego roku poprzedziło kilka mniejszych ataków terrorystów-samobójców. Przy bliższym przyjrzeniu się im można przyjąć założenie, że terror "mikołajkowy" w małych francuskich miastach służył rozpoznaniu walką. Rozpoznaniu szybkości i sprawności reakcji policji oraz antyterrorystów. Wojujący islamiści wykryli wtedy słabe punkty mundurowych, co umożliwiło im skuteczny atak na rysowników i policjantów we francuskiej stolicy.

Reklamy
Reklamy

Przy obecnej technice komunikacyjnej, przy pomocy komputerów, dla ludzi dobrze zorganizowanych i finansowanych, to jest wykonalne. Nawet kiedy sami zamachowcy zostają zabici.

Masakra plażowiczów w Tunezji to tylko próbny atak

"Nasi bracia i siostry są gotowi, aby nawet bez bezpośredniego polecenia [kalifa al-Baghadiego] uderzyć na niewiernych. Prowadzimy z wami wojnę aż do waszego całkowitego zniszczenia. Tak jak w Susie." To fragment wywiadu, którego za pomocą serwisu Skype udzielił szwajcarskiemu dziennikarzowi kurdyjski zdrajca, obywatel niemiecki. (Deutscher Dschihadist droht «In keinem Urlaubsland werdet ihr mehr sicher sein», tygodnik "Bild") Tak więc "niemiecki dżihadysta grozi: w żadnym kurorcie nie będziecie bezpieczni." Jak dalej wskazuje człowiek, który przybrał imię Abu Hamza, w Europie są już tysiące fanatyków gotowych poświęcić własne życie "na wzór naszych nieustraszonych lwów." Na dodatek, w obliczu uporu, jaki wykazuje większość rządów Europy Zachodniej w przyjmowaniu mas nielegalnych imigrantów z drugiej strony Morza Śródziemnego...

Reklamy

Na pewno nie będzie ich mniej.

Siły bezpieczeństwa bezradne wobec "samotnych wilków"

Po zamachach w Tunezji, Francji i Kuwejcie już nawet niemiecki minister spraw wewnętrznych przyznał, że nie ma sposobu na wczesne wykrycie i unieszkodliwienie terrorystów działających w pojedynkę. Jeśli kupują broń, trotyl i senteks od mafii, a sami umieją trzymać język za zębami, to szanse namierzenia ich przez odpowiednie służby są niemal zerowe. Należy też wziąć pod uwagę, że do Europy Zachodniej wracają całymi tysiącami kaci Państwa Islamskiego. Są zaprawieni w wymianie ognia z żołnierzami, a na dodatek z reguły bezbłędnie mówią po niemiecku lub francusku itd. Nie należy się łudzić. Z reguły też wracają na rozkaz. W celach, jakich z łatwością można się domyślić. Część z nich to rodowici Niemcy, Francuzi itd., pozyskani dla "słusznej sprawy". Pora zacząć naprawdę się bać!

Siły bezpieczeństwa z reguły będą przybywać za późno

Trzeba sobie zdać sprawę z jednej rzeczy. W wypadku ataku na plaży, a nawet w innym miejscu, gdzie ludzie przebywają, aby się odprężyć i odpocząć, wyłączając czujność, możliwości obronienia się przed zamachowcem są równe zeru.

Reklamy

Tym bardziej, że państwa Unii Europejskiej chyba boją się własnych obywateli bardziej niż terrorystów i nie pozwalają legalnie posiadać broni palnej ludziom niekaranym i zdrowym na umyśle. Chcąc zachować życie można uciekać, ale jeżeli zdecydowany przelewać krew fanatyk posłuży się bronią palną, to ... No cóż, wystrzelone naboje są bez wyjątku szybsze niż ludzkie nogi. Dlatego też, zanim ludzie poza miejscem wydarzeń pojmą, co się dzieje i zanim znajdzie się ktoś odważny i przytomny, kto sięgnie po telefon... Jakiś Ahmed, Mahmud albo renegat Hamza zdąży już wystrzelać całą swoją amunicję w bezbronnych urlopowiczów.

Nie ma tego złego...

Cóż zatem robić? Zdrowy rozsądek nakazuje, aby w tym roku zrezygnować z wyjazdów do Hiszpanii, Grecji (gdzie grożą na dodatek bunty głodowe oraz wojskowy zamach stanu), Włoch, a tym bardziej krajów muzułmańskich. Dokąd zatem wyjechać na urlop? Nie wszystkich stać na wyjazd na Hawaje, Mauritius czy choćby tylko do Tajlandii. Ta ostatnia zresztą też zmaga się z niebezpiecznymi elementami spośród tamtejszej mniejszości muzułmańskiej. No cóż, pomysł sam się narzuca. Tego lata w naszej części Europy ma dopisać pogoda. My ludzie pióra, tzn. klawiatury mamy moralny obowiązek wykorzystać okazję, by zachęcać turystów do spędzenia wakacji w Polsce. Czyńmy to również w językach zachodnich. W obopólnym interesie, a jeśli tylko Bóg pozwoli, to i z korzyścią dla obu stron. #Terroryzm #ISIS #turystyka