Według danych ONZ liczba tych, którzy opuszczają Afrykę i Bliski Wschód, aby drogą morską udać się do Europy, wzrosła w ciągu pierwszych czterech miesięcy bieżącego roku o 83 procent. Tak silny wzrost tej liczby w porównaniu z rokiem ubiegłym ma bez wątpienia różne przyczyny, Z całą pewnością pewna część tych ludzi to ci, którzy uchodzą przed niebywałymi popisami okrucieństwa Państwa Islamskiego. Natomiast ukute w Brukseli określenie: uchodźcy śródziemnomorscy nie wytrzymuje zestawienia z faktami. Jak się zdaje odpowiada prawdzie w podobnym stopniu jak zapewnienia nieświętej pamięci propagandy bloku radzieckiego, że "cały naród buduje socjalizm i walczy o pokój".

Reklamy
Reklamy

"Schleswig-Holstein" ponownie wykonał zadanie

Jak wiadomo załoga pancernika o tej nazwie rozpętała drugą wojnę światową, otworzywszy ogień na Polską Składnicę Wojskową Westerplatte. Wynik końcowy był taki, że naród niemiecki, ale i prawie cały świat poniósł straty, których na dobrą sprawę w wielu dziedzinach do dzisiaj nie udało się odrobić. Obecnie fregata rakietowa "Schleswig-Holstein" wykonuje inne, w sumie podobne zadanie. Na pozór wprost przeciwne, ale... Jak podaje nie jakaś tam "prawicowa banda", ale "normalna" prasa niemiecka, owa fregata "uratowała około 147 kilometrów na zachód od Trypolisu w Libii 417 mężczyzn, 63 kobiety i 42 dzieci".

(137.000 Menschen flohen 2015 über das Mittelmeer, "Die Welt")

Teatr absurdu przypominający "realny socjalizm"

Wystarczy zastanowić się przez chwilę nad wyżej podanymi liczbami, by dojść do wniosku, że twierdzenia iż wszyscy ci ludzie to uchodżcy z prawdziwego zdarzenia nie odpowiadają prawdzie.

Reklamy

Za czasów realnego socjalizmu w bloku radzieckim, chcąc twierdzić iż jest to "przodujący ustrój" trzeba było mieć oczy z całej siły zamknięte na widok pustych półek w sklepach i tasiemcowych kolejek po mięso, meble itd. Obecnie trzeba zamykać z całej siły oczy na tłumy młodych Murzynów zapełniających łajby zmierzające do Włoch i Grecji, aby nadal klepać komunały o moralnym obowiązku udzielania pomocy nieszczęsnym ofiarom Państwa Islamskiego.

Kto winien?

Z góry zaznaczam, że wartości człowieka nie należy mierzyć kolorem skóry itp. rzeczami. Z powodu dochodzenia do głosu na tle ruchu sprzeciwu wobec islamizacji Europy osób o poglądach jednoznacznie rasistowskich należy, moim skromnym zdaniem, wyłącznie ubolewać. Spójrzmy jednak również na odwrotną stronę medalu. Była Francuska Afryka Zachodnia stała się lądem szalejącego bezrobocia w wyniku działania dwóch czynników. Pierwszy to upychanie tam nadwyżek towarów, w tym spożywczych, z Unii Europejskiej. Z tym, że jest też inny, sprawdzalny fakt:

Oni wyrzucili ze swoich krajów wszystkich Europejczyków, ale Europejczycy mają przyjąć ich wszystkich

W latach siedemdziesiątych z byłych kolonii francuskich i włoskich usunięto wszystkich zamieszkałych tam na stałe Francuzów i Włochów.

Reklamy

Zachodnioafrykańscy i arabsko-berberyjscy dyktatorzy, dokonujący niesamowitych nadużyć finansowych na szkodę swoich poddanych, głosili zarazem hasło: Afryka dla Afrykanów. Wiadomo: wspólny wróg cementuje jedność. Tylko, że ten "wróg" to byli znakomici specjaliści, w tym w dziedzinie produkcji rolnej, kochający Afrykę i ciężko pracujący na rzecz jej rozwoju. Po tym jak ich zabrakło kraje tej części świata nie miały żadnych możliwości wygrania z globalną konkurencją. Chcąc pozbyć się kłopotów należy pozbyć się idiotycznych ideologii, a nie przerzucać swoje kłopoty na inne kraje.

"Jest za pięć dwunasta! W 2040 będziemy mniejszością we własnym kraju"

To prawda, że narody zachodnioeuropejskie kolonizowały Afrykę. Tylko, że z wyjątkiem południowego krańca tego kontynentu, który Holendrzy zastali w XVIII wieku niemal bezludny, nigdzie nie chodziło o wymianę ludności na w większości białą. Biali osadnicy, kolejarze, a także żołnierze i policjanci rozumieli, że ich zadaniem jest rozpowszechnianie cywilizacji zachodniej. Zdawali sobie sprawę, że są zdani na pomoc i współpracę tubylców, a w związku z tym muszą szanować ich zwyczaje itd. Wyjątki od tej reguły, związane z mordowaniem białych i następującym w ślad za tym odwetem, można policzyć na palcach jednej ręki.

Obecny napływ czarnych ludzi oraz ludów arabsko-berberyjskich do Europy ma zupełnie inne oblicze. Oblicze wskazujące na tendencję do wymiany ludności. Już w roku 2011 wybitny niemiecki demograf Hedwig Berg stwierdził, że w większości wielkich miast niemieckich ludzie narodowości niemieckiej stanowią w najlepszym wypadku tylko około połowę ludności w wieku poniżej 40 roku życia. Trwający od 2013 napływ setek tysięcy nielegalnych pozaeuropejskich imigrantów rocznie, z których wydala się stamtąd poniżej 10 procent, oznacza dwie rzeczy. Zwłaszcza jeśli uwzględnić jednoczesny, nieprzerwanie duży odpływ młodych obywateli niemieckich pochodzenia europejskiego, osiedlających się w Brazylii i Australii, bo nie mogą dłużej wytrzymać zbójeckich podatków itd. Oznacza to, że coraz bliższa jest chwila, w której ta sytuacja dojdzie do punktu bez powrotu. Jeszcze przed pojawieniem się obecnych ogromnych fal przybyszów z Afryki i Azji profesor Berg ostrzegał, że "jest pięć po dwunastej" i ostatnie szanse odwrócenia przewagi liczby zgonów nad liczbą urodzin w kraju Teutonów przepadną na wieki około roku 2020.

Stąd też napis, który wywiesili ludzie z Ruchu Tożsamościowego (Identitäre Bewegung, ang.: Identity Generation) na wieży ratuszowej w miasteczku Hof (Bawaria). Napis, który przetłumaczyłem na polski i zamieściłem jako powyższy śródtytuł. Inne ich hasło to: "Wolność, ojczyzna i tradycja! Albo trumna lub też urna!" W niemieckim oryginale: "Freiheit, Heimat, Tradition! Multi-kulti Endstation!" Jedno z dwojga: albo wkrótce ostatni przystanek tramwaju lewackich eksperymentów społecznych albo nieodwracalny koniec narodów europejskich.

Rezygnacja albo narastająca wściekłość

Tak trzeba określić postawę rodowitych Niemców względnie cudzoziemców mieszkających wśród nich od dawna i kochających swą przybraną ojczyznę, wobec tego wszystkiego. Padający podczas marszów Pegidy okrzyk: "Kto Niemiec nie kocha niech Niemcy opuści!" władze puściły mimo uszu. Zapewne wskutek zapatrzenia w liczby tych, którzy dają za wygraną i jadą pracować na lepszą przyszłość za wielką wodą. Prócz nich są jednak również całe miliony takich, co albo mają mimo wszystkich przeszkód dobrze prosperującą firmę (Mittelstand czyli średni przedsiębiorcy) i nie chcą jej porzucać alb na odwrót. Mają zbyt niskie kwalifikacje i nie spełniają również niektórych innych warunków, jakie stawia ubiegającym się o zezwolenie na stały pobyt i pracę Kanada czy Australia. Ci ludzie, w obliczu zagrożenia ich firm (np. turystycznych) albo miejsc pracy, widząc bezskuteczność wieców i pochodów, wybierają inne rozwiązanie.

Świeca i kanister benzyny nie kosztują zbyt drogo. Nie ma też powodu żałować właścicieli domów, przeznaczających je pod dzierżawę na schroniska dla nieproszonych gości. Są ubezpieczeni na wysokie sumy. Niemiecka policja, przerażona lawinowym wzrostem przestępczości, bezpośrednio związanym z napływem mieszkańców byłych kolonii, najprawdopodobniej sabotuje dochodzenia w sprawie takich podpaleń. Tym bardziej, że zacni mieszczanie nie chcą mieć nikogo na sumieniu i palą "domy dla azylantów" jeszcze zanim ktoś się tam wprowadzi. Tak więc pożarów coraz więcej.

Innym przejawem narastającej desperacji stały się pierwsze próby okupacji gmachów państwowych. W maju i czerwcu odnotowano je we Wiedniu i w kilku miastach niemieckich. W tym w Berlinie. W stolicy Niemiec działacze Ruchu Tożsamościowego zajęli na kilka minut balkon centrali SPD. To wydarzenie odbiło się szerszym echem niż inicjatywa zbierania podpisów pod petycją o zniesienie obowiązku płacenia abonamentu radiowo-telewizyjnego. Inicjatywa podjęta na wezwanie Lutza Bachmanna na wiecu Pegidy w Dreźnie.

"Nie pytaj komu bije dzwon"

Tylko skończony głupiec skacze z radości widząc jak pali się dom sąsiada. Nawet jeżeli chodzi o sąsiada uciążliwego, na co wskazuje się w oparciu o szkodliwe dla Polski i Polaków formy działalności niemieckiego kapitału w naszym kraju. W naszym kraju są niestety liczne zastępy politycznych idiotów. W tym takich, którym się zdaje, że są wszystkowiedzący, bo czytali dzieła Dmowskiego albo Pilsudskiego. Czytanie książek kształci umysł, ale zapominanie, że obaj ci przywódcy dokonali czegoś jakieś sto lat temu, go nie rozwija. Piłsudski podkreślał znaczenie "imponderabiliów" czyli wartości o nieprzemijającym znaczeniu. Dmowski kierował się żelazną logiką, umożliwiającą ostre widzenie wymogów interesu narodowego. To jest to, co powinno się przechować z ich spuścizny.

Jeśli ktoś to rozumie, zrozumie też, że pomagając uczciwym, zdroworozsądkowym Niemcom, Francuzom itd. przetrwać ratujemy nasz własny naród. Również to, że jest to naszym świętym obowiązkiem. Podobnie jak nasi wspaniali przodkowie walczyli z Turkami aż w Bułgarii wiedząc, że sfanatyzowana islamska nawała zmierza w kierunku ich własnego kraju. Takie są obecnie znów realia wielkiej polityki w obliczu sunnickiego islamu, który coraz bardziej wariuje. Również w obliczu rządów większości państw europejskich nie wiedzących już co to takiego #Wielka polityka - polityka interesu narodowego. #Unia Europejska #emigracje