Konflikt na Ukrainie zaczyna się znowu - w co najmniej trzech rejonach trwają walki między żołnierzami rządu w Kijowie a prorosyjskimi rebeliantami, czyli - mówiąc uczciwie - wojskami Rosji. Obie strony oskarżają się wzajemnie o ponowne rozognienie konfliktu.

Marinka pod Donieckiem znajduje się pod ostrzałem moździerzowym, który rozpoczął się we wczesnych godzinach porannych. Rzecznik ukraińskiej armii, Jewgienij Syłkin, poinformował, że siły rebeliantów wokół miasta liczą co najmniej tysiąc osób. Ponad dwudziestu jego mieszkańców odniosło obrażenia, a ostrzał jest prawdopodobnie przygotowaniem do szturmu. Leżąca 7 kilometrów dalej Krasnohoriwka została wręcz zbombardowana przez artylerię - tam rebelianci już rozpoczęli atak. Inne miejsca, w które powróciła wojna, to Jenakijew pod Debalcewem i Szyrokino pod Mariupolem. Rada Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony Ukrainy opublikowała dziś po południu mapę konfliktu i można podejrzewać, że rebelianci rozpoczęli masowy szturm. Jego celem może być nawet Kijów - co w przypadku sukcesu oznaczałoby ostateczny rozpad Ukrainy. #Ukraina #Rosja

Początek końca Ukrainy?

Jednak sami Ukraińcy są innego zdania. Rzecznik wspomnianej Rady Bezpieczeństwa Narodowego twierdzi, że to raczej "zaczepka" sił rebelianckich, niż przygotowania do walk na szerszą skalę. Dziwi taki optymizm, biorąc pod uwagę, że zaczepka może być tylko rozgrzewką przed uderzeniem. A tymczasem pociski rebeliantów uśmierciły już dwóch cywilów na terenach wokół Ługańska. Choć od 6 kwietnia 2014 miasto jest w rękach prorosyjskich separatystów i stanowi stolicę tzw. Ługańskiej Republiki Ludowej, to jednak tereny wokół niego wciąż są w strefie wpływów Kijowa. Z kolei przedstawiciele innego "kremlowskiego tworu", czyli Donieckiej Republiki Ludowej, zarzucają siłom ukraińskim, że ostrzelały ich pozycje - są ponoć trzy ofiary śmiertelne. Rząd w Kijowie przyznaje się tylko do ostrzału rejonu donieckiego, gdzie w jednej z kopalń zostało uwięzionych ponad 370 górników - ostrzał spowodował zerwanie sieci energetycznej. Tak więc pomimo pewnego lekceważenia wybuchu walk przez RBNiOU, można przyjąć dzień 3 czerwca za początek kolejnego etapu wojny ukraińsko-rosyjskiej. Lub, jeśli ktoś woli, walki rebeliantów z rządem w Kijowie.