W roku 1939 sojusznicy nie przyszli Polsce z pomocą. Nasi żołnierze chcieli się bić. Zabiliby wszystkich żołnierzy hitlerowskiego Wehrmachtu, gdyby mieli dość nabojów, broni przeciwpancernej i przeciwlotniczej oraz nowoczesne myśliwce. Ich główną myślą było; odeprzeć najeźdźców i obronić niepodległość, niedawno odzyskaną po trwającej cztery pokolenia czarnej nocy zaborów. Piszę to jako wnuk żołnierza Września, który z trudnością hamował łzy, opowiadając jak poszedł na odsiecz Warszawy, mając tylko dziesięć nabojów. O tym, jak jego ochotniczy batalion, pozbawiony broni przeciwpancernej, a nawet maszynowej, otoczyły czołgi. Niemieckie tarany pancerne przebiły się przez zaciętą obronę naszych brygad kawalerii.

Reklamy
Reklamy

Dzięki nim wróg poruszał się błyskawicznie, zajmując składy z bronią i amunicją, przygotowane na wypadek wojny. Amunicją, której zabrakło obrońcom Rzeczypospolitej.

Hitler uśpił czujność mocarstw zachodnich - zwycięzców poprzedniej wojny światowej. Trzecia Rzesza szybko przygotowała się do wojny nowego typu. Dwa imperia: brytyjskie i francuskie, zagrożone jednocześnie wojną na Dalekim Wschodzie, rozpaczliwie potrzebowały czasu. Zwłaszcza z punktu widzenia obrony powietrznej Wysp Brytyjskich każdy dodatkowy miesiąc bez niemieckich nalotów był na wagę złota. Z tego, co od dawna wiadomo na temat stanu przygotowań wojennych W. Brytanii i Francji wiosną i latem 1939, wynikają dwa logiczne wnioski. Po pierwsze, rzucenie Polski na pożarcie było celowe i przemyślane. Po drugie, gdyby Stalin zdecydował się w tym momencie na stanięcie po polskiej stronie, byłoby tylko więcej Słowian zabitych przez Niemców.

Reklamy

Trzeba bowiem uwzględnić, że po walkach z Sowietami w Mongolii Japończycy czyhali na okazję do zemsty na ZSRR. Z tego powodu trzeba było utrzymywać prawie połowę Armii Czerwonej (przeżywającej na dodatek okres słabości) w Azji. Gdyby w tym czasie doszło do wojny z Hitlerem na zachodzie...

Czy za parę lat NATO znajdzie się w podobnej sytuacji jak Anglia i Francja w 1939?

Począwszy od ubiegłorocznego przedwiośnia wyraża się coraz większe zaniepokojenie stanem niemieckiej armady pancernej. Ostra reakcja Rosji na kryzys ukraiński wywołuje rozmaite obawy. Rząd Republiki Federalnej reagował na wyrażanie tego zaniepokojenia nerwowo i nie bez powodu. To przecież rząd Angeli Merkel i jej socjaldemokratycznych koalicjantów kazał wycofać z uzbrojenia 90 procent czołgów podstawowych Bundeswehry. Parę miesięcy temu została ujawniona afera polegająca na tym, że pojazdy pancerne typu Boxer zostały wysłane na manewry uzbrojone w kije od mioteł zamiast działek. Trzeba dodać, że te pojazdy pancerne stanowią część szpicy #NATO, która w razie czego ma spieszyć na pomoc Polsce i krajom bałtyckim przeciw złym Rosjanom.

Reklamy

Mimo to sojusznicy Niemiec wywierali w tej sprawie coraz większe naciski na rząd Angeli Merkel. W wyniku od października ubiegłego roku w Niemczech mówi się o powiększeniu liczby będących na uzbrojeniu czołgów Leopard 2 oraz o opracowaniu zupełnie nowego typu czołgu podstawowego. W maju, pod wrażeniem wielkiej defilady w Moskwie, sekretarz stanu w ministerstwie obrony Markus Grübel oznajmił na piśmie posłom do niemieckiego parlamentu, że rozpoczęto studia nad koncepcją nowego czołgu podstawowego. Jak podano do wiadomości publicznej, w okresie do roku 2018 mają zostać przygotowane odpowiednie technologie i koncepcje ich zastosowania. Jako termin wprowadzenia na uzbrojenie czołgów nowej generacji wymienia się jednak stale, wręcz do znudzenia rok 2030. Ta data jest związana z okresem zapasu żywotności najnowszych odmian czołgu Leopard 2.

W najbliższych latach przewaga wojskowa Rosji ogromnie się zwiększy

Jak do niedawna twierdziły niemieckie służby specjalne, w przypadku pojazdów pancernych z serii Armata chodzi o egzemplarze przedseryjne, a przejście do produkcji seryjnej zajmie jeszcze parę lat. Prawda jest zupełnie inna. Począwszy od przyszłego roku rosyjskie siły zbrojne powinny otrzymywać po 500 tych ultranowoczesnych czołgów. Ministerstwo obrony w Moskwie przewiduje, że po zakończeniu procesu przezbrojenia wojska lądowe będą posiadać 2300 czołgów typu T-14 Armata. Oznaczałoby to, że te czołgi będą stanowić ponad dwie trzecie wszechrosyjskich czołgów podstawowych. Na tym jeszcze nie koniec. Pozostała jedna trzecia to będą czołgi typu T-90 MS Tagił, które otrzymały też przydomek Anioł Śmierci. Głównie ze względu na to, że mają dwukrotnie większy zasięg skutecznego prowadzenia ognia niż ich zachodnie odpowiedniki.

Należy do tego doliczyć wiele tysięcy pojazdów pancernych typu Kurganiec i Tygrys. Tygrysy to terenowe samochody pancerne. Rozmaite pancerne pojazdy specjalne wraz z czołgami-robotami typu Uran całkowicie oczyszczą przedpole na kierunku natarcia. Spotkania z nimi nie przeżyje żaden żołnierz uzbrojony w indywidualne środki przeciwpancerne. Nie będzie można nawet uciec z pola bitwy. W przypadku T-14 jego prędkość maksymalna, wynosząca około 90 km/h, jest znacznie większa od prędkości Abramsa, który wyciąga zaledwie 67 km/h (Leopard 2 - 72 km/h).

Mocarstwa zachodnie muszą szybko coś wymyślić

Podobnie wygląda sytuacja w lotnictwie, o czym napiszę innym razem. Armie państw zachodnich znalazły się w groźnej sytuacji i to nie tylko w dziedzinie czołgów; dokonają ogromnej wymiany swojego uzbrojenia albo staną się bezsilne. No i co teraz? Trzeba wskazać na to, że Amerykanie również podjęli próbę zbudowania całej palety przyszłościowych pojazdów pancernych na wspólnym podwoziu. Program ich rozwoju został skreślony w 2009. Dlaczego? Przyczyna jest prosta. Jankesi, Niemcy i Francuzi są zadłużeni po uszy. Co może zmienić tę sytuację? Wprowadzenie stanu wojny. W czasie wojny państwa mają prawo zaprzestać spłacania długów prywatnym bankom ze względu na... Wiadomo. Nadrzędność potrzeby prowadzenia działań wojennych albo przygotowania się do nich. Co byłoby wystarczającym powodem do wprowadzenia stanu wojny w państwach NATO? Atak na wschodnią flankę tego sojuszu. Dalszy ciąg rozumowania w tym kierunku pozostawiam Czytelnikom zdolnym do samodzielnego myślenia.

Jeśli przyjadą do nas rosyjskie tarany pancerne możemy się poddać albo rzucać w nie dzidami

Czy taki atak (ze strony Rosji) nastąpi i kiedy? Rzecz jasna gdybym znał stuprocentowo pewną odpowiedź na to pytanie... Mógłbym skończyć jak Nikodem Dyzma w filmowej adaptacji tej powieści z Adolfem Dymszą w roli głównej. Przedstawię tu jednak pewną hipotezę. Putin, bez względu na to jak go nie oceniać od strony moralnej i politycznej, na pewno nie jest głupcem. Myślę, że można śmiało przyjąć założenie, że po roku 2014 na Ukrainie już całkowicie zrozumiał na czym polega #Wielka polityka Anglosasów. Tak więc prawie na pewno nie skorzysta z rozwiązania, jakie pośrednio podsuwa mu nowy szef Komitetu Wojskowego NATO. Nie zajmie państw bałtyckich i Polski. Przynajmniej nie przed przezbrojeniem jego wojsk na nowy system pancerny, co nastąpi najwcześniej w 2019. Czy natomiast los Ukrainy rozstrzygnie się już w tym roku pod gąsienicami czołgów i bombami, trudno powiedzieć. To zależy od kilku czynników, których szczegóły są w tej chwili pilnie strzeżonymi tajemnicami państwowymi.

Jedno wydaje się w tej chwili pewne. Jeśli dojdzie do spotkania polskich Leopardów z niemieckiego demobilu z pancernymi legionami Trzeciego Rzymu spotka nas los Gallów zmagających się z żołnierzami Juliusza Cezara. Równie dobrze jak strzelać z przestarzałych nawet w stosunku do T-90 pukawek we wieżach tych wyliniałych drapieżników, można wyrzucić w powietrze parę tysięcy dzid. Któraś z nich przecież trafi w jakiegoś "ruska". Osobiście jednak wolałbym, abyśmy byli chociaż ten jeden raz mądrzy przed szkodą. Wasza wolność nasza krew - pod wpływem doświadczeń drugiej wojny światowej, w tym Teheranu i Jałty, tę zasadę należałoby odwrócić. #Rosja