Pocisk nie okazał się bardziej miłosierny niż ci, którzy go wystrzelili. Co prawda zabił na miejscu, tzn. w ich własnym domu jednorodzinnym dziewczynkę wraz z ojcem, ale matce tylko urwał rękę. Dwuletniemu braciszkowi zaś „tylko” wypalił oczy. Cała duża rodzina: rodzice z czwórką małych dzieci i babcia, żyła wyłącznie z rzemiosła i uprawy warzyw. Teraz nie mają nic. Warsztat zamienił się w gruzy, a pociski skopały wszystkie grządki w ogrodzie warzywnym. Dom nie nadaje się już do zamieszkania. Ostrzał, którego ofiarą padli ci nieszczęśni ludzie, oznacza zarazem brutalne naruszenie postanowień mińskiego porozumienia pokojowego.

Kto i po co rozmyślnie zabija ludność cywilną?



Można się spotkać z różnymi opiniami na temat tego, kto prowadzi rozmyślny ostrzał obiektów cywilnych, pozbawionych jakiegokolwiek znaczenia wojskowego, który trwa już od ponad roku. Trudno się dziwić temu, że rząd w Kijowie twierdzi jakoby przybyli z Rosji terroryści byli odpowiedzialni za ten haniebny proceder. Czyżby zatem mordowali własnych rodaków wraz prorosyjskimi, wschodnimi Ukraińcami? To wprost nie do wiary! Z drugiej strony gdyby coś takiego rzeczywiście się działo, doszłoby do walk między samymi separatystami. Zamiast tego mają miejsce tylko różnice zdań, spory o podział władzy, co najwyżej bijatyki na pięści. Jak w każdym wojsku.



Tak Amnestia Międzynarodowa jak dziennikarze obywatelscy, przebywający w Donbasie, są zgodni co do tego, że jest to przemyślana taktyka sił ukraińskich, z gwardią narodową, zwaną potocznie nacgwardią, na czele. Wojska skrajnych nacjonalistów ukraińskich, finansowane przez oligarchów, pragną osiągnąć w ten sposób kilka celów. Zwiększyć koszty odbudowy zniszczonych terenów, które zapewne prędzej czy później wejdą w skład Rosji. Do reszty pozbawić znaczenia w Kijowie donieckie klany oligarchiczne, konkurencyjne wobec dniepropietrowskich, które przejęły władzę w wyniku ubiegłorocznego przewrotu. Złamać wolę oporu ludności, wywołać współczucie dla jej losu u dowódców powstania i zmusić w ten sposób mieszkańców Donbasu do poddania się. Ta metoda sprawdziła się w lipcu ub. r. w przypadku Słowiańska i Kramatorska. W najgorszym wypadku wbić klina między ludność a władze powstańcze, które nie są w stanie obronić zwykłych ludzi. Przede wszystkim zaś zemścić się na Moskalach, którzy ośmielili się zadać cios marzeniom o wielkiej Ukrainie.

Mieszkańcy Donbasu nie mają wątpliwości kto i za co ich zabija



 „My nie skakaliśmy na Majdanie.” – powiedziała reporterowi rosyjskiej telewizji babcia martwej dziewczynki. Mieszkańcy Donbasu, Odessy i Charkowa wyszli gromadnie na ulice, aby sprzeciwić się obaleniu Janukowycza, na którego w ogromnej większości głosowali. Oni wszyscy nie mieli najmniejszej ochoty żyć pod rządami spadkobierców i czcicieli Bandery. To oni jeździli do Kijowa na demonstracje przeciw przyznaniu upowcom praw kombatanckich. To ich dzieci trzymały w rękach takie napisy jak: „UPA modercy”. Nie mają najmniejszych wątpliwości, że teraz czciciele i następcy ludobójców przyszli do nich. Ci w Donbasie zdążyli chwycić za broń zanim nowa władza w Kijowie zorganizowała swoje zbrojne ramię.



W czwartek w śródmieściu Doniecka około siedmiu tysięcy ludzi zebrało się na nabożeństwo żałobne, które zamieniło się w akcję protestu przeciw pogwałceniu przez Kijów postanowień mińskiego planu pokojowego. W Donieckiej Republice Ludowej ogłoszono ten dzień dniem żałoby narodowej, aby uczcić pamięć ofiar ostrzału Gorłowki. Rosyjska telewizja rzecz jasna nie udzieliła głosu wszystkim, którzy chcieli się tam wypowiedzieć. Ukraińscy Rosjanie są rozgoryczeni z powodu bezczynności swej macierzy – Rosji Putina.

Potrójna gra Putina



Putin i jego rząd cały czas zapewniają, że ich kraj nie ma nic wspólnego z wojną domową na Ukrainie. Jest faktem, że tę wojnę Rosjanie szybko rozstrzygnęliby na swoją korzyść, gdyby nacgwardia i jednostki regularnej armii ukraińskiej wierne „juncie w Kijowie” znalazły się w ogniu bomb i rakiet lotnictwa Federacji Rosyjskiej. Zamiast tego mocny człowiek Rosji ograniczył się do zezwolenia tysiącom rosyjskich żołnierzy na wzięcie urlopu i przekroczenie granicy. Co jeszcze przekroczyło granicę na odcinkach opanowanych przez powstańców, trudno określić. Nie jest też pewne czy trzeba było wysyłać do Donbasu jakąś broń i amunicję z Rosji. W rejonie Doniecka znajdowały się ogromne poradzieckie składy śmiercionośnego żelastwa. Poza tym spora część wysłanych tam wojsk ukraińskich zbuntowała się i przeszła na stronę miejscowej ludności.



Od tego czasu Putin prowadzi swoją wielką grę. Raz, uniemożliwia przyłączenie Ukrainy do UE i NATO. Dwa, zapewnia podstawowe warunki bezpieczeństwa narodowego Rosji. Przejąwszy bazy morskie i lotnicze na Krymie zachował niezatapialny lotniskowiec, który jest kluczem do panowania na Morzu Czarnym oraz umożliwia stałą obecność na Śródziemnym. Uniemożliwiając zdobycie „Ukrom” Doniecka i Ługańska skutecznie ochronił tajemnice wojskowe tamtejszych zakładów zbrojeniowych, kooperujących z Rosją. Trzy, mordowanie rosyjskich oraz wschodnioukraińskich kobiet i dzieci konsoliduje wokół jego przywództwa narody Rosji i zmusza je do wyrzeczeń i wysiłków. W wyniku #Rosja Putina będzie z roku na rok zwiększać swoją potęgę. Najprawdopodobniej tak długo aż stanie się zupełnie niezależna od Zachodu, niezwyciężona jako mocarstwo wojskowe, a wtedy... No cóż. W każdym razie autorytarnemu szefowi państwa rosyjskiego się spieszy, o czym świadczy m. in. polecenie jak najszybszego wprowadzenia na uzbrojenie czołgów T-14 i innych pojazdów pancernych Armata.

Ani pokoju ani wojny czyli gra Poroszenki



W tej sytuacji prezydentowi Ukrainy i jego zachodnim sponsorom pozostało tylko granie na czas. W nadziei, że jakimś cudem Rosja Putina zniknie tzn. dojdzie tam do prozachodniego przewrotu. Społeczeństwo nie wytrzyma ciężaru wyrzeczeń itd. Nie stać go na proponowane przez stronę rosyjską rozwiązanie pokojowe, tzn. odzyskanie Donbasu przez Ukrainę w drodze rokowań, w zamian za przyznanie nader szerokiej autonomii obu zbuntowanym regionom. Miałby wówczas szczęście gdyby spadkobiercy Bandery tylko go zastrzelili. Dwukrotna klęska jego sił zbrojnych w Donbasie przekonała go, że nie stać go jednak również na wznowienie działań wojennych. Przynajmniej do września, kiedy to zdaniem analityków spraw wojskowych być może uda się wystawić nową karną ekspedycję przy pomocy doradców z państw NATO.



Jednak również wówczas byłoby lepiej dla Kijowa i jastrzębi w Waszyngtonie, gdyby działania wojenne wznowili powstańcy wspierani przez Rosję. Przede wszystkim ze względu na wahania rządów Niemiec i Francji. Stąd brutalne prowokowanie rządów Zacharczenki i Płotnickiego do zbrojnej odpowiedzi poprzez okrucieństwa wobec ich obywateli.  W tej grze mieszkańcy Donbasu i ich narodowowyzwoleńcze oraz antyfaszystowskie dążenia są tylko pionkiem na szachownicy wielkiej polityki. Ich los będzie wypadkową rachub i błędów tak resztek poradzieckiego państwa ukraińskiego jak też Obamy, Merkel i Putina.



#Ukraina #Wielka polityka