Ta wiadomość obiegła wczoraj rano cały świat. Po rozmowie telefonicznej z Putinem Petro Poroszenko powiedział do dziennikarzy, że prezydent Rosji nie sprzeciwia się wprowadzeniu międzynarodowych sił pokojowych w rejon konfliktu. Jak dodał: "Całej tej sytuacji nie uda się rozwiązać środkami wojskowymi. Wznowienie wojny spowoduje tylko jeszcze ostrzejszą reakcję strony przeciwnej. Tym bardziej, że Rosja jest zaangażowana w tę sprawę." W ten sposób ukraiński prezydent dał do zrozumienia, że nie ma najmniejszego zamiaru podejmować jeszcze jednej próby odzyskania siłą utraconych w praktyce na rzecz Rosjan ziem. Z drugiej strony zapewnił, że wojna zakończy się dopiero po odzyskaniu Krymu, Doniecka i Ługańska.

Reklamy
Reklamy

Ani pokoju ani wojny

Tak należy określić sytuację, jaka obecnie panuje na linii frontu wojny domowej, określanej oficjalnie w Kijowie jako operacja antyterrorystyczna. To, że w Zagłębiu Donieckim doszło do wojny domowej jest faktem, z którym trudno dyskutować. Taki musiał być wynik przejęcia siłą władzy w Kijowie przez jedną ze zwaśnionych od pokoleń stron tego głęboko podzielonego kraju. Zbrojny przewrót, który usunął Janukowycza został odebrany na wschodzie Ukrainy jako zwycięstwo znienawidzonych neobanderowców. Oczywiście można dyskutować na temat, kto zapoczątkował fatalny ciąg wydarzeń ostatecznie niszcząc kruchą równowagę między głównymi częściami tego kraju. UE, USA, sam Janukowycz, Jarosz, Putin? Można też różnie oceniać, próbując odsiać sprawdzalne fakty od tzw.

Reklamy

faktów prasowych, skalę zaangażowania Rosjan z Federacji Rosyjskiej w tę wojnę.

W tym wszystkim trzy fakty nie ulegają wątpliwości dla każdego kto zna rosyjski i ukraiński, a także dzieje ziem, którym Lenin, Stalin i Chruszczow nadali granice Ukraińskiej SRR. Po pierwsze zachód i wschód tej byłej republiki związkowej ZSRR to dwa różne światy, różniące się pod każdym możliwym względem. Z wyjątkiem tego, że tu i tam mieszkają Słowianie. Po drugie w sytuacji, gdy dalsze trwanie wspólnego państwa stało się dla nich zbyt przerażającą perspektywą ukraińscy Rosjanie i prorosyjscy Ukraińcy chwycili za broń. Niektóre próby (Charków, Odessa, Dniepropietrowsk) zakończyły się niepowodzeniem. Natomiast w Doniecku i Ługańsku górę wzięli zwolennicy powstania. Wreszcie po trzecie, po wielu miesiącach krwawych i naprawdę bezwzględnych zmagań między uczestnikami tego powstania a jego wrogami powstała przepaść.

Kreml zaprzecza. O co chodzi Putinowi?

Z tym wszystkim nie da się podważyć jeszcze jednego argumentu.

Reklamy

Separatyści, jak ich zwą w Kijowie, Warszawie itd., wykonują polecenia Putina, jego ministrów i generałów. Nawet jeśli twierdzenia Kremla, że jego wojska nie mają nic wspólnego z walkami w Donbasie, choćby z grubsza, formalnie odpowiadają prawdzie, to... Tak czy owak Putin nie mógł pozwolić na dwie rzeczy: 1) Dostanie się kluczowej bazy morskiej w Sewastopolu w ręce geopolitycznych rywali Rosji. 2) Wejście przez nich w posiadanie rosyjskich tajemnic wojskowych w Doniecku i Ługańsku. Tamtejszy przemysł rakietowy i lotniczy współpracował przecież z Rosją w tak kluczowej produkcji zbrojeniowej jak międzykontynentalne rakiety balistyczne, wielkie samoloty transportowe i bombowce strategiczne.

Na tym tle można przyjąć założenie, że Putin powinien przyjąć rozwiązanie o którym mowa w tytule. Kontrolując władze nie uznawanych formalnie przez resztę świata dwóch republik ludowych, co najmniej dzięki udzielanej im pomocy gospodarczej, mógłby je wymusić. Tymczasem w późniejszych godzinach rzecznik urzędu prezydenta w Moskwie - Pieskow, wydał oświadczenie zaprzeczające słowom Poroszenki. Dodał przy tym, że Rosja domaga się wykonania porozumienia mińskiego przed przystąpieniem do rozważenia dalszych kroków na rzecz pokoju. Od samego początku w Moskwie podkreśla się zwłaszcza znaczenie punktu wspominającego o nadaniu szerokiej autonomii regionowi donieckiemu i ługańskiemu.

Napięta i trudna sytuacja

Ogólną sytuację w kryzysie ukraińskim trzeba uznać za odpowiadającą naszemu staremu przysłowiu: złapał Kozak Tatarzyna, a Tatarzyn za łeb trzyma. Wojskowo armie powstańcze, zasilane szerokim strumieniem przez patriotycznych, zawodowych oficerów armii rosyjskiej, wykazały w końcu swą wyższość. To wielka klęska pod Debalcewem, swego rodzaju mini Stalingrad, podpowiada Poroszence pokojowe hasła. Zarazem jednak siły zbrojne Ukrainy nadal utrzymują w swych rękach niektóre wielkie miasta Donbasu. Przyjmując obecny podział tych ziem, dołączonych na siłę do Ukrainy przez bolszewików, Putin i przywódcy republik ludowych straciliby twarz wobec swoich. Z drugiej strony Rosji nie stać obecnie na nową ofensywę i odebranie ich kosztem dalszych tysięcy ofiar. Finansowo-walutowy odwet Zachodu mógłby się okazać zbyt bolesny dla jej gospodarki.

Kolejna prawda jest taka, że zaciskanie pasa na Ukrainie wywołuje poważne napięcia społeczne w tym państwie. Przez cały tydzień górnicy spod Lwowa i z zachodniego Donbasu wspólnie walili kaskami przed siedzibą rządu w Kijowie. Z powodu wydatków wojennych rząd przerwał dopłaty dla kopalń węgla kamiennego. Taniej wychodzi sprowadzać go z Afryki i Azji. Coraz więcej górników ma wstrzymane płace. Państwowy kult Bandery również na zachodniej Ukrainie nie zastąpi nikomu pieniędzy na zakup jedzenia. Niemal równie zła jest sytuacja emerytów i rencistów. Daje się wyczuć atmosferę zbliżających się buntów głodowych biednych przeciw bogatym. Na co czeka Putin? Na krwawą i szaloną rewolucję społeczną, od Charkowa po Gródek Jagielloński. Dopóki nie nastąpi poczeka, zaciskając pięści, a wraz z nim mieszkańcy ziem zwanych niegdyś zachodnią Noworosją. #Ukraina #Wielka polityka