#katastrofa miała miejsce 9 maja ok. godziny 13:00 czasu polskiego. Airbus A400M wykonywał lot testowy. Zaraz po starcie z lotniska w Sewilli zaczął tracić wysokość i uderzył w ziemię. Na pokładzie znajdowało się 7 osób. Trzy z nich nie żyją, a dwie inne są ranne. Wciąż nie znaleziono dwóch załogantów. Na razie wiadomo tylko, że wszyscy byli Hiszpanami i pracownikami Airbusa.

A400M to najnowszy wojskowy model francuskiego koncernu Airbus. Samolot został oblatany w roku 2009, a jego produkcja rozpoczęła się zaledwie trzy lata temu. Maszyna, która rozbiła się w Hiszpanii, miała trafić do armii Turcji. Przed wejściem do służby w wojsku transportowiec musiał przejść rygorystyczne testy.

Reklamy
Reklamy

To właśnie podczas nich doszło do katastrofy. Znalezieniem jej przyczyn zajmą się prawdopodobnie śledczy z Hiszpanii i Francji, możliwe, że przy współudziale tureckich obserwatorów.

Fatalne przeciągnięcie

Zgodnie ze wstępnymi informacjami samolot wystartował z lotniska w Sewilli o godzinie 12:54 czasu polskiego. Zaczął się wznosić z prędkością ok. 1500 stóp na minutę. Gdy maszyna znalazła się 1700 stóp (ok. 518 metrów) nad ziemią, prędkość wynosiła 175 węzłów (324 km/h). Jednak w tym momencie stało się coś dziwnego i samolot zaczął szybko tracić wysokość. Jednocześnie prędkość zmalała o 25 węzłów. To niedużo, ale wystarczyło, żeby doszło do przeciągnięcia. Po półtorej minuty A400M uderzył w ziemię.

Przeciągnięcie w terminologii lotniczej to sytuacja, kiedy samolot traci siłę nośną i zaczyna spadać.

Reklamy

Dochodzi do tego zwykle w przypadku zbyt małej prędkości lub zbyt szybkiego wznoszenia. W przypadku airbusa z Hiszpanii zadziałały oba te czynniki i spowodowały katastrofę. Aby A400M mógł lecieć, potrzebuje prędkości ok. 120 węzłów (220 km/h). Mimo to w przypadku wznoszenia skrzydła nie są ułożone równolegle do ziemi i siła nośna jest w tym przypadku mniejsza. Ostatecznie spadek prędkości do 150 węzłów doprowadził do przeciągnięcia.

Przyczyn tej sytuacji mogło być kilka. Najbardziej typowa wydaje się awaria silnika. Byłoby to racjonale, bo charakteryzuje się właśnie niewielką utratą prędkości. Teoretycznie samolot może bezpiecznie lecieć bez połowy silników (w A400M są dwa), ale podczas początkowej fazy lotu ich wyłączenie się może doprowadzić do katastrofy. Przykładem jest wypadek lotu American Airlines 191 z 1979 roku. Od samolotu DC-10 podczas startu odpadł jeden silnik (z trzech). Kilka sekund później maszyna rozbiła się i zginęli wszyscy na pokładzie. Oczywiście przyczyną może być też jakiś błąd człowieka.

Reklamy

Piloci są specjalnie szkoleni, aby wychodzić z przeciągnięcia. Dlaczego więc doszło do katastrofy? Wygląda na to, że załoga musiała być zaskoczona zaistniałą sytuacją. Prawdopodobnie nie miała już możliwości przywrócenia pełnej mocy. To coraz bardziej przemawia za awarią silnika. Wtedy zwiększa się moc drugiej jednostki napędowej, ale jest jej zbyt mało, aby podczas wznoszenia osiągnąć prędkość większą niż 150 węzłów. Pilot zareagował zapewne poprawnie, opuszczając dziób maszyny, ale wtem ta, zamiast wyrównać lot, zaczęła szybko opadać. Samolot znajdował się na małej wysokości, więc nie było już czasu, aby uratować się przed katastrofą.

Najnowszy i najszybszy

Airbus A400M Atlas to najnowszy model firmy Airbus Military. jest to samolot wojskowy, transportowy, wyposażony w dwa silniki turbośmigłowe. Mimo to jego prędkości są porównywalne z dzisiejszymi odrzutowcami. Stanowi konkurencję dla amerykańskiego odrzutowego C-17 Globemaster, bo mimo że airbus jest mniejszy, to równie szybki i nie potrzebuje lotniska do lądowania.

Samoloty typu A400M są produkowane w wojskowych zakładach koncernu Airbus w Sewilli, na lotnisku, w pobliżu którego doszło do katastrofy. Do tej pory wyprodukowano 9 egzemplarzy maszyny, które latają w siłach powietrznych w Niemczech, we Francji, w Wielkiej Brytanii i Turcji. Od 2003 roku osiem krajów złożyło zamówienia na łącznie 174 sztuki samolotu. Nie wiadomo, jak na te decyzje wpłynie sobotnia katastrofa.

Zobacz >>> Piloci na celowniku - sprawdźmy ich! #armia #Transport