Ratownikom udało się przewiercić otwór do miejsca, w którym mieli się znajdować dwaj poszukiwani górnicy. Opuszczono kamerę, jednak ludzi nie widać.

Tragiczny wstrząs

18 kwietnia tuż po północy w KWK Wujek doszło do silnego tąpnięcia, w wyniku którego zakołysały się domy w okolicznych miastach, zaś w samej kopalni, na poziomie 850 nastąpił zawał, wypiętrzenie i zaciśnięcie chodnika. Wstrząs miał siłę ok. 4,2 w skali Richtera. Na powierzchnię nie wyjechało dwóch górników. Rozpoczęła się akcja ratunkowa, przez kilkanaście kolejnych dni wykonywano żmudne odwierty w kierunku miejsca, w którym spodziewano się odnaleźć zaginionych.

Reklamy
Reklamy

Kombajn nadal przegryza się przez ścianę a z powierzchni udało się już przewiercić otwór ratunkowy.

Kamera opuszczona. Co widać?

Kiedy dzisiaj rano odwiert został zakończony, zaczęło się wycofywanie wiertnicy i przystąpiono do opuszczania kamery. Kamera zahaczyła o pierścień obudowy, ale operatorzy do skutku wykonywali manewry w celu jej uwolnienia. Po opuszczeniu kamery bacznie śledzono i analizowano pojawiający się na ekranie obraz. Mimo wielokrotnego zbadania okolicy, dostępnej dla kamery, nie dostrzeżono ludzi. Teraz zostanie w niewielkiej kapsule opuszczony zostanie zestaw do porozumiewania się - głośnik i mikrofon, co powinno pozwolić na nawiązanie kontaktu głosowego z poszukiwanymi górnikami. Być może są niedaleko i uda się wychwycić jakieś sygnały dźwiękowe, np.

Reklamy

postukiwanie lub wołanie o pomoc - zwłaszcza że odgłosy wiercenia górnicy powinni słyszeć od wielu godzin. Tym samym odwiertem może też zostać opuszczona żywność, woda, leki i środki opatrunkowe. Wreszcie - wielkość otworu jest odpowiednia do opuszczenia kapsuły ratowniczej, w której zmieści się człowiek. Tą drogą może zjechać do kopalni ratownik, który pomoże wycieńczonym kolegom w powrocie na powierzchnię.

Na Śląsku nadzieja nigdy nie umiera

Górnicy nigdy się nie poddają w poszukiwaniach kolegów, jeśli w kopalni dochodzi do wypadku. Nigdy też nie mówią, że koledzy nie mają szans na przeżycie i nigdy z góry nie zakładają, że poszukiwani członkowie załogi nie żyją. Dopóki nie zostaną odnalezione ciała - wszyscy "idą po żywych". Na powierzchni gromadzą się rodziny, znajomi i przyjaciele, podtrzymując się wzajemnie na duchu i zagrzewając ratowników do dalszej akcji. Niezależnie od zmęczenia i trudu, jaki trzeba w to włożyć, akcje ratunkowe trwają do skutku. Bo nadzieja na Śląsku nie umiera nigdy.

Reklamy

Dlatego nie ma znaczenia czy trzeba wydrążyć tysiąc, czy sto tysięcy kilometrów chodnika. Tam zostali koledzy, więc po prostu idzie się w ich kierunku. A w razie uwięzienia w kopalni - najważniejsza jest pewność, że po ciebie przyjdą, że tu nie zostaniesz. Ta właśnie pewność trzyma ludzi przy życiu, jak kiedyś Alojzego Piontka, który w marcu 1971 r. przetrwał pod ziemią kilka dni bez wody i jedzenia - bo wiedział, bo miał pewność ratunku. Tylko tutaj, na czarnym, polskim Śląsku niemal fizycznie daje się odczuć znaczenie słów "górnicza brać" oraz poznać siłę śląskiego pozdrowienia "Szczęść Boże!"

Źródła: Dziennik Zachodni, rudaslaska.com, Onet, TVN24, RMF24 #górnictwo