W miasteczku Kolarovo znajdują się zakłady rusznikarskie KolArms. Ich pracownicy mają zapewnioną pracę na długie lata. Przerabia się tam broń palną na ... broń palną. Tyle, że strzelającą nabojami hukowymi. Z kolei na Węgrzech i gdzie indziej przerabia się ją z powrotem na pełnowartościową, z której można znów strzelać ostrą amunicją. Setki nielegalnych i pozornie legalnie pracujących rusznikarzy też nie narzekają na brak pracy zarobkowej. Reszta należy do przemytników, w tym w praktyce niemal zupełnie bezkarnej mafii ukraińskiej i gruzińskiej. Ta druga działa w całej Europie.

Czeska i francuska policja bije na alarm

Najprawdopodobniej z tego właśnie źródła pochodziły AK-47, zwane potocznie kałaszami, z których strzelali terroryści podczas zamachu na redakcję "Charlie Hebdo" i koszerny supersam w Paryżu.

Reklamy
Reklamy

Francuscy detektywi są już niemal zupełnie pewni, że to, co czwórka wojujących islamistów nabyła na czarnym rynku broni w Belgii, wyszło spod rąk Słowaków. Czeska policja przeprowadziła w swoim warsztacie napraw broni próby, które wykazały jak łatwo przerobić broń z KolArms na mogącą znów ranić i zabijać. Bliższe szczegóły objęto tajemnicą ze względów bezpieczeństwa publicznego. Podano jednak, że w Republice Czeskiej jest co najmniej 200 sztuk takiej broni. Inna rzecz, że najnowszego, maniakalnego morderstwa wielu osób dokonano w Czechach przy użyciu broni posiadanej legalnie.

Słowackie państwo rozdaje pistolety maszynowe

Interes powinien cały czas się kręcić, a do tego niezbędne są stałe dostawy zapewniające zaspokojenie popytu na towary i usługi. Wiedzą o tym słowackie władze.

Reklamy

Dlatego też wprowadziły przepis, zgodnie z którym funkcjonariusze służb mundurowych mogą zachować służbową broń po odejściu do cywila. W tym celu muszą tylko odebrać ją z zakładów KolArms, gdzie się ją "unieszkodliwa" na ich koszt. Dalszy los tej broni nie został określony w żadnych słowackich przepisach. Zapewnia to stałe dostawy towaru na swego rodzaju rynek pierwotny niezłych, czechosłowackich "rozpylaczy" oraz oczywiście mnóstwa wycofanych z uzbrojenia w Czechach i na Słowacji kałasznikowów.

Węgrzy boją się, że ich wyrżną

Kogoś, kto ma w ręku pistolet maszynowy nie tak łatwo zaciukać nożem czy też porąbać siekierą. Tym bardziej przepołowić żywcem piłą. Węgrzy na Rusi Zakarpackiej, oddanej przez Stalina Ukraińcom wbrew woli ogromnej większości jej mieszkańców, zdają sobie doskonale sprawę z tego, co może oznaczać obecny kult UPA w Kijowie. Jeśli nacgwardia będzie musiała opuścić Donbas, znajdzie się dla niej zajęcie, bo inaczej... Zrobi rewolucję w ukraińskiej stolicy. W międzyczasie ten i ów mógłby się połaszczyć na dobra obcojęzycznych sąsiadów.

Reklamy

Ci, którzy wymachują węgierskimi flagami i nie chcą rozmawiać w miejscach publicznych "na derżawnoj mowle", mają powody do obaw. Dlatego też renowacja i przemyt kałaszy oraz czeskiej broni maszynowej na "ruską" amunicję będzie trwać dalej. Nawet jeśli Orban i Fico oficjalnie nic o tym nie wiedzą. #Unia Europejska #Ukraina #morderstwo